Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski
47
BLOG

Rzecz o pokarmie i ekskrementach

Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski Polityka Obserwuj notkę 5
Wpis na temat zdrady który popelnił wczoraj u siebie Free Your Mind nasunął mi pewne niezbyt apetyczne, anatomiczne skojarzenia. Jeśli bowiem założyć, że naród jest żywym organizmem to należy także przyjąć, iż w orgaznizmie tym są ważne dla funkcjonowania całości mechanizmy takie jak np. mózg, oczy, uszy, płuca czy wątroba. Naród, podobnie jak organizm żywej istoty ma swoją karmę i ma swoje odchody. Cała sztuka polega na tym, aby przetwarzanie pokarmu zasilalo wszystkie organy wewnętrzne narodowego organizmu i zapewniało dostatek tych składników, które są narodowi do funkcjonowania absolutnie niezbędne a sprawnie eliminowalo pozostałości i toksyny powstale w wyniku spalania. Za wydalanie jak wiemy odpowaiada osobny system zwany układem wydalniczym. Co się dzieje, gdy narod nie otrzymuje odpowiedniego pokarmu? Ano wystarczy popatrzeć co się dzieje z organizmem człowieka cierpiącego np. na awitaminozę - ma niezdrową cerę, wypadają mu włosy, ma podkrążone oczy, jest przemęczony, senny, słabnie, staje się podatny na ataki patogenow wszelkiej maści, a zaatakowany nie potrafi sam się obronić, musi zdać się na czynniki zewnętrzne czyli na przykład antybiotyki. Równie zabójcze dla najeźdźców jak i dla organizmu w którym mikroby są zwalczane - za sztandarowy przykład jak lekarstwo może zaszkodzić niech służy książę mazowiecki Konrad, który 1226 roku nie mogąc poradzić sobie z plemionami pruskimi sprowadził Krzyżaków i nadał im w dzierżawę Chełmno z przyległościami. Jeśli przyjąć, że owczesne księstwo mazowieckie to był organizm, Prusy to chorobotwórcze mikroby a Krzyżacy - antybiotyk to analogia wydaje się być bardzo przejrzysta, zwlaszcza gdy zapytamy Google o grzybicę Candida Albicans... Jeszcze gorzej się dzieje gdy w organizmie przestanie funkcjonować organ odpowiedzialny za wydalanie z organizmu matrialów zbędnych. odpadow i toksyn. Niewydalone resztki najpierw niszczą sam układ wydalniczy, później zaś powracają co krwioobiegu i rozpoczynają destrukcję wszystkich mechanizmów narodowego organizmu. Są równie, jeśli nie bardziej zabójcze od patogenow zewnętrznych i przede wszystkim przy ewentualnym ataku z zewnątrz doskonale z agresorami współpracują. Myślę, że gdyby potrafiły mówić i miały do dyspozycji środki masowego przekazu szybko dowiedzieli byśmy się jak niezbędne one są w organizmie (w którm same zgniwszy doprowadzają go do rozkładu) i dlaczego uzdrowienie układu wydalniczego jest niczym innym jak zamachem na wolnoć, totalitaryzmem i deptaniem praw odchoda. Tymczasem wszyscy wiemy jak się zachowują się nasze organizmy gdy trzeba się udać na małe posiedzenie. Wtedy po prostu nie ma ważniejszej rzeczy - niech uczy nas natura jeśli nie umiemy czerpać wiedzy choćby z historii, nie tak dalekiej bo raptem 70-80 ostatnich lat... Opisani przez Miłosza a przytoczeni przez FYM-a zdrajcy to właśnie takie odchody, nie wydalone z organizmu narodu. I o ile jeszcze tych z jesieni 1939 usprawiedliwia zwykły, ludzki strach przed stalinowskim okupantem i obawa, czy będzie czym nakarmić rodzinę w państwie powszechnej szczęśliwości i dobrobytu (który to dobrobyt tak przejmująco opisała pani Zofia Pawłowska) to działania od 1944 roku były niczym innym, jak blokowaniem, nawet powiedzial bym rakiem na ciele Polski. Rak ten nie został usunięty aż do dziś i nie zanosi się, aby mialo to szybko nastąpić. Owszem, w ciągu ostatnich dwoch lat dokonano pewnych nacięć ale mam wrażenie, że to tylko wyzłośliwiło guz i nie wiadomo, gdzie się pojawią przerzuty a wydalanie nie dziala tak jak nie dzialało, łajno w trzewiach wciąż zalega jak zalegało i truje coraz bardziej ku uciesze mikrobów ze wschodu i zachodu. Czy kogokolwiek jeszcze dziwi że komuniści tak zaciekle opowiadają się przeciwko karze śmierci?

O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły! Albowiem w kraju tym zaczarowanym gdzie – jak w złej bajce – ludźmi rządzą osły jakież tu mogą być właściwie zmiany? Tu tylko szpiclom coraz większe uszy rosną, milicji – coraz dłuższe pałki, i coraz bardziej pustka rośnie w duszy, i coraz bardziej mózg się robi miałki. Tu tylko może prosperować gnida, cwaniak i kurwa, łotr i donosiciel... Janusz Szpotański (ok. 1975) Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób. — Oscar Wilde Madness Of The Crowds - Helloween Sightless the one who relays on promise Blind he who follows the path of vows Deaf he who tolerates words of deception But they who fathom the truth bellow Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Guilty the one with his silent knowledge Exploiting innocence for himself Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game „...czasem mam ochotę powiedzieć prawdę, ale to zabrzmi dziwnie, w tej mojej funkcji mówienie prawdy nie jest cnotą, nie za to biorę pieniądze, i nie to powinienem tu robić” Donald Tusk, Przekrój nr 15/2005 Lemingi maszerują do urn Tam gdzie gęsty las, a w lesie kręta ścieżyna kończą się raptownie, zaczyna się ogromne urwisko. Stromy, idealnie pionowy brzeg opada ku skłębionemu morzu parskającemu bryzgami piany i bijącemu wściekle o skały. Nad tą przepaścią siedziały beztrosko dwa lemingi i wesoło majtały nóżkami. - No i widzisz? - mówi jeden - Wiele nas to kosztowało, balansowaliśmy na granicy instynktu i zdrowego rozsądku, walczyliśmy z nieznaną siłą, na naszych oczach tysiące pobratymców runęło w dół ale my nie! Nam się udało! Jesteśmy ostatnimi żyjącymi przedstawicielami gatunku. Jesteśmy debeściaki hi hi hi... Tymczasem nieopodal, uważnie przepatrując knieję, przedzierał się przez gąszcze strażnik leśny Edward - przyjaciel i niezastąpiony opiekun wszystkich leśnych stworzeń. Właśnie usłyszał dziwne popiskiwanie i głęboka bruzda troski przecięła jego ogorzałe czoło. "Pewnie jakieś zbłąkane maleństwa kręcą się tu samotne" - pomyśał - "Czas po raz kolejny udowodnić swą szlachetność - i pomóc w potrzebie!". - Hop hop! - zawołał. Lemingom nie trzeba było dwa razy powtarzać...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka