Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski
138
BLOG

Zrób babci na złość, odmroź sobie uszy

Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski Polityka Obserwuj notkę 0
Ta myśl nieodmiennie nachodzi mnie za każdym razem, gdy czytam o propozycjach protestów przeciwko chińskiej okupacji Tybetu. Propozycjach różnych, zazwyczaj kompletnie pustych w treści, bez znaczenia zarówno dla coraz energiczniej walczących z okupantem Tybetańczyków jak i władz chińskich. Znaczenie mających jedynie dla samych pomysłodawców i wykonawców owych pustych gestów, częstokroć zresztą skórka nie jest warta wyprawki pod względem ekonomicznym... Parakalein na swoim blogu zaproponował wysyłanie chińskich koszulek do Chin. No i dobrze, zawsze to jakaś inicjatywa, zastanówmy się jednak nad rachunkiem zysków i strat. Kupujemy koszulkę za którą zapłaciliśmy jakieś pieniądze które trafiły do Chin, do producenta koszulki. Teraz w ramach protestu pakuje się tę koszulkę i także wysyła ją do Państwa Środka w ślad za pieniędzmi, które na nią wydaliśmy. Na wysyłkę wydajemy dodatkowe pieniądze. A jakie są efekty? Ano dla nas takie, że nie mamy ani pieniędzy ani koszulki. Dla Tybetańczyków - kompletnie żadne. Dla Chińczyków? Oni mają z tego same zyski. Pieniędzy nie zwrócą. Koszulki także nie. Koszulka stanie się ścierą do podłogi, może ktoś obetrze nią zafajdany tyłek jakiegoś smarkacza, względnie trafi do jakiegoś biedaka. Raczej chińskiego niż tybetańskiego. Warto? Mnie to przypomina scenę z garnizonowego szpitala, gdzie Szwejk z innymi symulantami był leczony z reumatyzmu przy pomocy lewatywy i płukania żołądka a naiwna baronowa von Botzenheim przeczytawszy o dzielnym rekrucie - kalece odwiedziła go przynosząc mu smakołyki, wino oraz papierosy a nie wiedząc, że po jej wyjściu wszystkie te przysmaki zostaną z wygłodniałych symulantów wypłukane :) Ale przynajmniej było jej miło... A monarchia Austro-Węgierska i tak upadła... Oczywiście wzniosłym i szlachetnym jest ujęcie się za ludźmi pozbawionymi wolnej ojczyzny ale jeśli protest nie ma być jedynie ciepłym kompresem na nasze dobre samopoczucie to należało by raczej wybrać taką jego formę, żeby nie dokładać Chińczykom do interesu. Jeśli zaś naprawdę chcemy pomóc Tybetańczykom, to lepiej było by poszukać jakiegoś funduszu finansującego walkę o wolność Tybetu i tam złożyć donację albo wręcz wyjechać do Tybetu i wesprzeć tamtejszy lud czynem. A w ostateczności unikać chińszczyzny (da się? A dlaczego wysyłać im tylko koszulki?)...

O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły! Albowiem w kraju tym zaczarowanym gdzie – jak w złej bajce – ludźmi rządzą osły jakież tu mogą być właściwie zmiany? Tu tylko szpiclom coraz większe uszy rosną, milicji – coraz dłuższe pałki, i coraz bardziej pustka rośnie w duszy, i coraz bardziej mózg się robi miałki. Tu tylko może prosperować gnida, cwaniak i kurwa, łotr i donosiciel... Janusz Szpotański (ok. 1975) Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób. — Oscar Wilde Madness Of The Crowds - Helloween Sightless the one who relays on promise Blind he who follows the path of vows Deaf he who tolerates words of deception But they who fathom the truth bellow Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Guilty the one with his silent knowledge Exploiting innocence for himself Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game „...czasem mam ochotę powiedzieć prawdę, ale to zabrzmi dziwnie, w tej mojej funkcji mówienie prawdy nie jest cnotą, nie za to biorę pieniądze, i nie to powinienem tu robić” Donald Tusk, Przekrój nr 15/2005 Lemingi maszerują do urn Tam gdzie gęsty las, a w lesie kręta ścieżyna kończą się raptownie, zaczyna się ogromne urwisko. Stromy, idealnie pionowy brzeg opada ku skłębionemu morzu parskającemu bryzgami piany i bijącemu wściekle o skały. Nad tą przepaścią siedziały beztrosko dwa lemingi i wesoło majtały nóżkami. - No i widzisz? - mówi jeden - Wiele nas to kosztowało, balansowaliśmy na granicy instynktu i zdrowego rozsądku, walczyliśmy z nieznaną siłą, na naszych oczach tysiące pobratymców runęło w dół ale my nie! Nam się udało! Jesteśmy ostatnimi żyjącymi przedstawicielami gatunku. Jesteśmy debeściaki hi hi hi... Tymczasem nieopodal, uważnie przepatrując knieję, przedzierał się przez gąszcze strażnik leśny Edward - przyjaciel i niezastąpiony opiekun wszystkich leśnych stworzeń. Właśnie usłyszał dziwne popiskiwanie i głęboka bruzda troski przecięła jego ogorzałe czoło. "Pewnie jakieś zbłąkane maleństwa kręcą się tu samotne" - pomyśał - "Czas po raz kolejny udowodnić swą szlachetność - i pomóc w potrzebie!". - Hop hop! - zawołał. Lemingom nie trzeba było dwa razy powtarzać...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka