Dopóki spór o książkę Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza dotyczył tylko tematu owej książki czyli byłego Prezydenta RP i jego przeszłości zachowywałem do całej sprawy dystans. Wałęsa to tylko jeden człowiek, co prawda z historią ale dziś już nieważny, sam należący do historii. Stwierdzili to zresztą autorytatywnie wyborcy którzy obdarzyli legendę "Solidarności" trzyprocentowym poparciem w wyborach roku 2000. Dziś jednak niezawodny TVN24 doniósł, że PO i PSL liczą na współpracę z SLD przy zmianie ustawy o IPN - bez poparcia SLD koalicja rządząca nie przeforsuje swoich zmian gdyż ma za małą siłę aby obalić prezydenckie veto do którego potrzeba, przypomnę, 60%. Taką siłę daje szeroka koalicja PO-PSL-SLD. Co prawda politycy PO jak mogli odżegnywali się od wszelkiej współpracy z SLD ale już drugi raz (pierwszy raz przy okazji ustawy medialnej) muszą się do ludzi Napieralskiego ładnie uśmiechać. A o co muszą się uśmiechać do SLD? Ano o poparcie projektu służącego, cytuję posła PSL Stanisława Żelichowskiego:
"uszczelnieniu przepisów tak, by nie powstawały już więcej publikacje, które służą do politycznego linczu". Koniec cytatu. W tym miejscu wypada zadać fundamentalne pytanie: O jakim politycznym linczu mówi poseł Żelichowski? Czyżby o książce o przeszłości Lecha Wałęsy? Jeżeli ta publikacja jest powodem takiego ruchu ze strony koalicji rządzącej to mamy sytuację najbardziej klarowną od 1989 roku - nigdy koncesjonowana opozycja z której wyrosła PO tak jasno i otwarcie nie oświadczyła - choć ustami peeselowca - jaką naprawdę pełni rolę na polskiej scenie politycznej. Nawet w noc czerwcową 1992 roku gdy upadał rząd Jana Olszewskiego pozostawiono jakiś woal, jakiś punkt oparcia z którego można było bardziej lub mniej udolnie odpierać zarzuty zdrady, zarzuty sprzeniewierzenia się tym wartościom o które walczyli opozycjoniści od samego początku czyli od 1944 roku aż do "zwycięstwa" jakim miał być "Okrągły Stół" i wybory z czerwca 1989. Jeśli by PO i PSL istotnie przystąpiły do prac nad nowelizacją Ustawy o IPN to po pierwsze: Przyznały że podejrzenia o współpracę Wałęsy z SB są zasadne a po drugie - potwierdziły by podejrzenia o to, że nie są władzą suwerenną a komuś podległą i wykonującą czyjeś polecenia. A obecne polecenie jest niezwykle zwięzłe: zakneblować IPN. Zresztą sygnał, że taka możliwość jest realna dał już Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu werdyktu uznającego lustrację by PiS za nielegalną. Także Bronisław Komorowski zapytany o otwarcie archiwów IPN o którym politycy PO dużo mówili w maju ubiegłego roku odpowiedział pytaniem: "A co to znaczy otwarcie?" lub coś w tym guście... Sytuacja nam się wyjaśniła: Maski spadły ostatecznie, intencje widać jak na dłoni. A najśmieszniejsze jest to, że nie wiadomo już pod kogo PO i PSL podkładają bombę: Pod niewygodny IPN? Czy pod własne siedzenia? W realiach jakie uformowały się po dwuletnich rządach PiS sytuacja stała się niezwykle skomplikowana, nic już nie jest takie jak było dawniej, coraz więcej rzeczy oglądamy w świetle dnia, druga część filmu Grzegorza Brauna o Wałęsie została wyemitowana w TVP czego do dnia dzisiejszego nie doczekała się część pierwsza - "Plusy dodatnie i plusy ujemne" którą Braun zrealizował w roku 2005. Ruch z zamachem na IPN nosi znamiona ruchu desperackiego, kompletnie nieprzemyślanego. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny: Teczki kapusiów z punktu widzenia prawa są niczym. Deklaracje współpracy, donosy, dane kadrowe i ewidencyjne kapusiów SB mają mniej więcej taką samą wartość z punktu widzenia prawa jak dowody na niewierność małżeńską a nawet mniejszą: Na ich podstawie trudniej było by moim zdaniem uzyskać rozwód niż na podstawie dowodów zdrady. Przyczyna jest prosta: Pomimo, iż doskonale wiemy co działo się w PRL do dziś żaden parlament nie uznał za właściwe uznać PRL za państwo zbrodnicze a jej organy terroru za organizacje przestępcze. Wniosek? Tajną i świadomą współpracę należy z formalnego punktu widzenia traktować jako współpracę z legalnymi organami państwowymi. Nic nagannego z punktu widzenia prawa. Żadne przestępstwo. Więc o jakim linczu może tu być mowa? Takim, jakiego dokonano na Maleszce? A Maleszka ma prawdopodobnie na rękach krew Stanisława Pyjasa, swojego przyjaciela. A inni? A oprawcy z lat stalinowskich? Humer? Różański? Jakoś nie słyszalem, aby kiedykolwiek ktokolwiek chciał na nich dokonywać linczu w jakiejkolwiek formie. czemu miano by linczować Wałęsę? Jedźmy dalej: Pojawiają się także głosy, że archiwa SB zostały sfabrykowane w celu dyskredytacji ludzi takich, jak Wałęsa. Takim pogłoskom powinni w świetle powyższego dawać odpór sami byli esbecy - jeżeli obecne Państwo jest sukcesorem PRL a SB była organizacją legalną to zarzut fałszowania dokumentów powinien skutkować natychmiastowym pociągnięciem do odpowiedzialności winnych owego fałszowania. Tymczasem mamy potoki pustosłowia z którego nic nie wynika a po niewczasie okazuje się, że znane są dwa przypadki manipulacji teczkami i obydwa przypadki powstały po 1990 roku - rzekoma lojalka Jarosława Kaczyńskiego (bzdurka w zestawieniu z tajną i świadomą współpracą) została sfabrykowana w UOP - polecam sentencję wyroku w sprawie Kaczyński kontra Urban a drugi przypadek to dokument dotyczący Andrzeja Przewoźnika o którym pisałem w notce
"Esbeckie zwody". Zna ktoś jakikolwiek inny udowodniony przypadek fałszywki? Jeśli tak, to proszę o informacje. Jak pisałem w poprzedniej notce koalicja PO-PSL ma na polu gospodarki niemałe kłopoty co jest widoczne jak na dłoni. Służba zdrowia jak leżała tak leży, edukacja podobnie, dopiero co protestowali pocztowcy i nauczyciele, projekt reformy finansów przejęty po PiS ale nie wiadomo czy PO tego nie schrzani, wątpliwości co do programu budowy boisk dla dzieci "Orlik 2012", za pasem Euro 2012 do którego przygotowania po prostu leżą a priorytetem koalicji jest próba założenia kagańca Instytutowi Pamięci Narodowej. To znamienny symptom, jedna z konwulsji, jakie targają
konającą III RP i to jest właśnie ta drgawka, która może okazać się ostatnią...
Komentarze
Pokaż komentarze (14)