P.T. P.T.
152
BLOG

Odrobina goryczy...

P.T. P.T. Polityka Obserwuj notkę 2

Czwartek. Godzina 7 rano. Jeden z warszawskich szpitali.

„-Dzień dobry. Chciałbym się zapisać do kardiologa.

-Naturalnie. Poproszę skierowanie. Dziękuję. Zatem… jaki dzień Panu pasuje?

-A jakie są terminy?

-Może poniedziałek… 5 marca…

-Eeeee… marca?

-Tak przyszłego roku…”

 

           Do endokrynologa zapisy są na połowę przyszłego roku. Do laryngologa być może styczeń. W jakim my żyjemy państwie? Co się do cholery dzieje? Czy ja nie płacę podatków? Czy ZUS ode mnie nie ściąga pieniędzy? Banda złodziei! Gigantyczne haracze, które od nas pobierają tylko za to, żebyśmy mogli mieć nadzieje, że dostaniemy się do lekarza… za rok.

           Nie mam pojęcia na jakich zasadach to funkcjonuje. Ale skoro wszyscy za to płacimy, to chyba mamy prawo wymagać. Skoro ten, kto te pieniądze przyjmuje nie jest w stanie się rozliczyć ze swoich zobowiązań (bo termin za rok w przypadku kardiologa to akurat nie jest wywiązanie się z tzw. bezpłatnej służby zdrowia) to jakim prawem pobiera te pieniądze.

           Może zatem przestanę płacić? A nie. Bo wtedy grożą mi konsekwencje. Każdy musi dołożyć swoje ciężko zarobione pieniądze. Tylko do czego My je dokładamy, jak nie możemy za nie nawet zapisać się do lekarza. Zamiast płacić na służbę zdrowia, wolę te pieniądze wykorzystać na wizyty prywatne. Większość ludzi „tak często” chodzi po szpitalach, że i tak lepiej im się to opłaca. Ale wtedy banda złodziei i … nie będzie miała za co sobie kupować nowych samochodów służbowych…

 

P.T.
O mnie P.T.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka