Coraz więcej ekspertów w coraz większym stopniu obala informacje na temat katastrofy smoleńskiej, które były podawane przez rząd. A nawet do tego wszystkiego wplatane są nowe watki, które jeszcze dwa lata temu (a w niektórych kręgach i dzisiaj) były wyśmiewane i ogólnie uważane za godne politowania. Dowody na działanie osób trzecich, które doprowadziły do tragedii zdają się być coraz mocniejsze.
Jednak ich szanse na to, że kiedykolwiek doprowadzą do wyciągnięcia konsekwencji wobec kogokolwiek są, aby nie powiedzieć zerowe, bardzo nikłe. Przede wszystkim dlatego, że dowody te zaczynają pomału wskazywać prawdziwą przyczynę katastrofy, ale nie osoby odpowiedzialne za katastrofę. A to do ustalenia będzie o wiele trudniejsze. Musimy pamiętać, że bez względu na przekonania ludzi, na to co wszystkim wydaje się najprawdopodobniejsze, „nie liczy się prawda. Liczą się dowody”, że pozwolę sobie zacytować tekst z pewnego filmu.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Faktycznie, wybitni specjaliści zajmujący się wydarzeniami z 10 kwietnia zbierają masę informacji, które mogą posłużyć w celu ustalenia prawdy. Jednak choćby mieli tych informacji ułożonych z ziemi do nieba… to co z tego, skoro nikt ich nie słucha? Co z tego, skoro nikt nie bierze pod uwagę ich wołania. Klapki na uszach skutecznie chronią tych, którzy słyszeć to powinni. I to jest cały dramatyzm tej sytuacji. To, że bez względu na dowody i informacje, wszyscy, którzy mogą coś w tej kwestii zrobić, udają, że ich to nie dotyczy.


Komentarze
Pokaż komentarze