Zmiana prawa w Rosji, choć postrzegana jest, jako broń wymierzona prosto w opozycję, może mieć znacznie szersze pole działania. Jak pokazują ostatnie lata, w Rosji opozycja nie była nigdy specjalnym zmartwieniem dla władz. Nie wymyślano nazbyt wyrafinowanych rozwiązań, aby zapanować nad przeciwnikami politycznymi Kremla. Nieprzychylnych dziennikarzy po prostu zastraszano. Czasem ginęli w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach. Niekiedy, gdy podawano już ustalenia związane z tymi zaginięciami, lub zbrodniami dokonanymi na dziennikarzach, były one nie tylko mało wiarygodne, ale wręcz niemożliwe do zaakceptowania. Jednak nie miało to większego wpływu na toczącą się politykę.
Nieprzychylnych biznesmenów, czy polityków opozycyjnych po prostu się szantażowało, a jeśli wymagało to bardziej skutecznych metod perswazji wsadzało do więzienia. Powód się zawsze jakiś znalazł. Protestował świat. Krytyka płynęła zewsząd. A jednak Moskwa dalej stała na swych nogach, niezachwiana i nie przejęta opiniami z zewnątrz i wewnątrz.
Twierdzenia zatem dotyczące nowej ustawy i mówiące, że wymierzona jest ona w „nieprzychylnych” raczej są wygórowane i wypowiadane pod wpływem chwili. Być może emocji. Nikt by sobie nie zawracał głowy tworzeniem specjalnej ustawy w celu poprawy czegoś, co działa dobrze – czyli „zamykania ust” pewnym grupom.
Są dwie, o wiele bardziej prawdopodobne hipotezy wprowadzania tych, jakże ostrych przepisów. Ustawa, rozszerzająca definicję zdrady stanu, wymierzona może być w ugrupowania zagraniczne, koncerny, prywatne firmy, które mimo dość trudnych warunków w Rosji wciąż się tam otwierają. W końcu każda zagraniczna firma czerpie gigantyczne zyski. Jednak nie każda chce się tymi zyskami dzielić z władzą w sposób daleko idący poza podatki i inne opłaty urzędowe. Może zatem być to bezpośredni środek przymusu wobec takich firm. Albo będziecie płacić, albo udowodnimy, że szpiegujecie. jednocześnie na terenie Rosji znajduje się wiele filii międzynarodowych korporacji, z którymi rosyjskie firmy mają podpisane kontrakty, czy to energetyczne, czy też inne związane np. z działalnością zbrojeniową. Warunki kontraktów są często negocjowane miesiącami i wymagają kompromisów. Jednocześnie dla wielu zagranicznych firm, jak i dla samej Rosji zerwanie negocjacji, nie podpisanie kontraktu może oznaczać gigantyczne straty. Nowa ustawa mogłaby posłużyć jako idealny środek przyśpieszający podejmowanie decyzji, a jednocześnie doprowadzenie współpracy do ostatecznego podpisania umów.
Jednak, temat ten należy rozpatrywać również z innej strony. Nie tyle próby osiągnięcia wymiernej korzyści z sektorów prywatnych, czy tez zastraszania opozycji, jak wspomniałem na początku. Ekspansja Rosji na Bliski Wschód, coraz bardziej napięta sytuacja w regionie, oraz walka o wpływy ze Stanami Zjednoczonymi, czy Unią Europejską mogą stanowić pewien rodzaj wojny. „Cichej wojny”. Podobnie jak ta „zimna” z okresu radzieckiego, ta również polega przede wszystkim na zdobywaniu informacji. W odróżnieniu od niej, celem tej informacji nie jest lepsze dozbrajanie, czy też kradzież technologii, lecz osiągniecie wpływów na Bliskim Wschodzie. Plany i sposoby ich realizacji jeśli chodzi o osiąganie wpływów na Bliskim Wschodzie mogą stać się obecnie najcenniejszą informacją i mogą zadecydować o kształcie polityki zagranicznej na najbliższe lata. Oprócz UE i USA dochodzą jeszcze Chiny, które mogą okazać się silnym konkurentem dla Rosji.
Zatem zaostrzone definicje dotyczące zdrady stanu i ogólnie pojmowanego szpiegowania mogą mieć znacznie szersze ramy, niż te do których próbują je sprowadzić komentatorzy. Obecnie Rosja o wiele bardziej boi się przecież, wzrostu znaczenia państw zachodnich na Bliskim Wschodzie, niż własnej, bądź co bądź słabej, opozycji.


Komentarze
Pokaż komentarze