Pytanie może wydawać się kontrowersyjne żeby nie powiedzieć bluźniercze jednak warto je postawić, bo perspektywa seksualizacji naszych dzieci w szkole od najwcześniejszych lat jest niestety realna i dobrze przygotować się zawczasu na podjęcie tematów, które za kilka lat mogą być jak najbardziej „na czasie”.
Zatem, czy zakonnica może uczyć na temat seksu? W pierwszym odruchu wydaje się że nie, bo wiadomo, że brak jej będzie przygotowania od strony praktycznej. Jednak, czy takie przygotowanie jest potrzebne? Czy nauczyciel języka polskiego musi umieć pisać wiersze? Zresztą temat seksualności dotyczy każdego a więc także osoby duchownej i zabieranie przedstawicielom tej grupy społecznej możliwości podejmowania pracy jako nauczyciela WS, byłoby przejawem dyskryminacji ze względu na skłonności seksualne (w tym przypadku brak takowych).
Jakie w ogóle mogłyby być kryteria doboru potencjalnych nauczycieli WS? Świadectwo aktywności seksualnej od żony/męża/partnerki/kochanka? Jeśli doświadczenie praktyczne miałoby być jakimkolwiek racjonalnym kryterium, to pod uwagę powinny być brane tylko te osoby, które podejmowały się wszelkich możliwych aktywności seksualnych. A takich osób jest niewiele zatem osoba nie podejmująca żadnych praktyk seksualnych (co przecież w przyrodzie też się zdarza) nie jest gorszym kandydatem na nauczyciela od kogoś preferującego tylko heteroseksualne relacje.
W czym siostra zakonna przy przekazywaniu wiedzy o ciąży i rodzicielstwie będzie gorsza od bezdzietnej feministki? Obie panie zagadnienie znają wyłącznie z teorii a przecież nikomu do głowy by nie przyszło aby zabronić aktywistce Feminoteki nauczania o fascynującym świecie seksu, którego ciąża wciąż bywa wypadkową. Jednak głównym argumentem za bezwzględnym umożliwieniem zakonnicom i zakonnikom nauki WS w szkołach jest niedopuszczalność sytuacji gdy państwo zagląda komukolwiek do łózka. To chyba dotyczy też duchownych, prawda?
Podstawowym kryterium, w przypadku zatrudniania osób pragnących uczyć dzieci o seksie powinno być opanowanie podstawy programowej. Tutaj jednak znowu możemy sobie zadać pytanie, czy w ramach stosownych konsultacji społecznych brać będziemy pod uwagę tylko stanowisko środowiska związanego z gender-studies, bo to głównie ono prze do wprowadzenia takich zajęć do szkół, czy weźmiemy też pod uwagę inne poglądy na sferę seksualności, w tym także te, które widzą ją radykalnie inaczej niż lewica?
W demokratycznym społeczeństwie, w tak ważnej i delikatnej kwestii powinniśmy chyba dążyć do osiągnięcia jakiegoś konsensusu, by uniknąć oskarżeń o przemoc kulturową. Czy oprócz nauczania o homoseksualizmie jako normalnej orientacji seksualnej nie powinniśmy też wyjaśnić, że takie relacje wykluczają osiągnięcie głównego celu do jakiego został stworzony układ rozrodczy a więc do rozrodu i pod tym względem są one ułomne? Czy ucząc o masturbacji i przyjemnościach z tego płynących powinniśmy przemilczeć fakt groźby uzależnienia się od tej czynności, co skutkować może wielkimi trudnościami w budowaniu dojrzałych relacji z naszymi partnerami w przyszłości? A może podejmować ten temat tylko na zasadzie: „najlepsze wyjście – nie wchodzić”? Temat antykoncepcji: czy to coś naturalnego, czy jednak sprzecznego z naturą, bo występującego tylko wśród ludzi (czy delfiny używają środków hormonalnych albo prezerwatyw?). Czy można mówić o antykoncepcji nie wspominając o poglądach jakie na ten temat mają przedstawiciele różnych grup społecznych, w tym Katolików?
Jeśli uznamy, że program nauczania powinien zawierać w sobie elementy pluralistyczne, to na pytanie zadane w tytule notki, wypada odpowiedzieć twierdząco. Natomiast gdy uznamy, że w ramach WS reprezentowane będą tylko poglądy lewicy, to znaczy, że mówimy o indoktrynacji a nie nauce, czemu zawsze gorąco będą się sprzeciwiał.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)