Nie współczuje francuskiemu społeczeństwu w sprawie masakry w redakcji Charlie Hebdo. Stała się rzecz straszna, żal mi rodzin i przyjaciół ofiar jednak manifestację jedności Francuzów wobec ostatniego aktu terroru, przyjmuję z zażenowaniem. Gdy już bowiem opadną emocje a w centrum rozważań międzynarodowej opinii publicznej znowu będą tortury stosowane przez Amerykanów na groźnych fanatykach, ci sami ludzie, którzy są teraz pogrążeni w rozpaczy, będą pałać oburzeniem na „odrażające” praktyki Wujka Sama. Francuzi to dzisiaj kozy świadomie idące na rzeź.
Na przykładzie gazety, w której doszło do mordu, widać jak bardzo nielogiczna jest całą koncepcja multikulturalizmu. Oto pismo, które od lat szerzyło ideę religijnej nietolerancji, uderzając we wszystkie wspólnoty religijne, czyli zgodnie z linią ateistycznej lewicy, teraz staje się symbolem walki o … tolerancję. Poziom wulgarności i głupoty satyrycznych rysunków Charlie Hebdo można porównać do antysemickich publikacji w prasie nazistowskiej, peerelowskiej propagandy z „olbrzymem i zaplutymi karłami reakcji” na czele, czy dowcipów w stylu „trzech pedałów siedzi w wannie, który z nich pierdnął”. Do tego właśnie dzisiaj sprowadzone są „francuskie wartości”, których bronią manifestanci. W imię takich kretynizmów umarło dziesięciu ludzi. Takie rzeczy tylko we Francji!
Czekam też na tonujące komentarze czołowych polityków, bo wczoraj wyraźnie ich poniosło gdy zaczęli stosować retorykę konfrontacji. Nie mam żadnych wątpliwości, że to tylko słomiany zapał i już za chwilę jakiś subtelny francuski intelektualista wystosuje apel o spokój, w którym przekona tamtejszych polityków i obywateli, że zagrożenie islamizacją Europy nie istnieje, a morderstwa o wyraźnym religijnym podtekście do jakich nad Sekwaną od czasu do czasu dochodzi, to po prostu zwykłe przestępstwa. Angela Merkel, dzisiaj o dziwo także w gronie oburzonych, wyrazi gorące poparcie dla tej tezy.
Zresztą może to i racja. Islamizacja nie jest problemem Europy. To problem Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Szwecji i innych krajów, gdzie w imię politycznej poprawności pozwolono ekstremistom na bezkarne panoszenie się w przestrzeni publicznej. Kwestia islamizacji nie istnieje tam, gdzie społeczności są silnie przywiązane do swoich korzeni i tradycji. Nie można tłumaczyć napływu emigrantów z krajów muzułmańskich do Europy tylko atrakcyjną ofertą socjalną niektórych państw. Najistotniejszą przyczyną licznej obecności mniejszości islamskiej jest polityka emigracyjna, nie stawiająca przybyszom żadnych wymagań w kwestiach integracji z miejscową ludnością.
Tym samym państwa, które już kiedyś miały kłopot z niezbyt skorą do asymilacji ale jednak pokojowo nastawioną mniejszością żydowską, obecnie popełniają identyczny błąd. Tym razem jednak mówimy o ludziach wśród których są wojownicy już teraz będący w stanie wojny z Europą.
Ale z tym problemem niech już sobie radzą sami Francuzi. I inne kraje, w których „zagrożenie islamizacją nie istnieje”.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)