Jak dzisiejsza Gazeta Wyborcza donosi, to europoslanka SLD twierdzi, ze używanie kilka nazw miasta Wrocławia służy lepszej promocji Wrocławia:
"Wrocław ma szansę stać się nawet popularniejszy niż Kraków, ale traci na promocji, nie ma jednak nawet rozpoznawalnej nazwy... Kraków to Cracow, Cracovie. Warszawa - Warsaw, Varsovie. A Wrocław? To po prostu Wrocław, trudna do wypowiedzenia nazwa, bez angielskiego czy francuskiego odpowiednika. Jest oczywiście Breslau, ale tak mówić nie lubimy"
Uważam, ze nie ma w tej propozycji niczego złego. Juz słynny historyk Norman Davies nadając swojej książce tytuł 'MIKROKOSMOS. PORTRET MIASTA ŚRODKOWO-EUROPEJSKIEGO. Wrocław * Breslau * Vratislavia' sam uznał, ze to miasto nosi wiele nazw. Zaskakujące jest inne zdanie, które jak żaden inne nie, oddaje nastroje niemieckiej polityki w stosunku do Polski. Posłanka mówi:
Dziś moi koledzy z Niemiec boją się przy mnie mówić Breslau, bo myślą, że będzie to źle odebrane.
Zaskakuje mnie szczerość i celność tego zdania, bo to twierdzenie oddaje właściwie dzisiejsze relacje polsko-niemieckie. Zadne Steinbachowi lub Pawełki nie określają stosunków Niemców do Polaków, ale 'polityczno-poprawne' narzucanie się. Stad Marcinkiewicz mógł wypowiadać swoje słynne 'Yes, Yes, Yes', po tym jak Angie M. przeniosła kwotę 100 mln euro ze wsparcia niemieckich landów Niemiec na pięć najbiedniejszych województw Polski. I stad Bogdan Zdrojewski mógł twierdzić po zakupie znaczków poczty powstańczej 'Niemcy zaoferowali udział w zakupie i to dość wysoki, bo pokrywający niemal całą wartość kolekcji'.
PS: Dzisiaj polsko-niemiecki astronom Nicolaus Copernicus Toruniensis ma swoje 535. urodziny ![]()


Komentarze
Pokaż komentarze (11)