Czytałam wpis Pani Senatorki Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk, który tak zaczyna:
Premier 40-milionowego kraju leci z oficjalną wizytą do najpotężniejszego państwa na świecie samolotem rejsowym z przesiadką. Podobno żeby oszczędzać publiczne pieniądze. Proponuję dalsze oszczędności...A że nabijając sobie populistyczne punkty popularności pan premier swoją błazenadą wystawia na pośmiewisko Polskę na arenie międzynarodowej najwyraźniej go nie przejmuje.
Od razu miałam deja-vu: Takie podkreślenie w_i_e_l_k_o_ś_c_i kraju, i co głowa takiego w_i_e_l_k_i_e_g_o kraju powinien, a co nie. Przypomniała mi sie mala anekdota o prezydencie RP ze spotkania z prezydentem Łotwy Vairą Vike-Freibergą:
Spotkanie prezydentów w cztery oczy miało trwać pół godziny. Pierwszy zabrał głos Lech Kaczyński. Przez 20 minut przekonywał, by Łotwa ustąpiła Litwie w sporze granicznym. Prezydent Vike-Freiberga była wyraźnie zakłopotana. Po 20 minutach doszła wreszcie do głosu, próbując zmienić temat. - Panie prezydencie, od 20 minut mówi pan o stosunkach łotewsko-litewskich. Może wykorzystamy pozostałe 10 minut, by porozmawiać o stosunkach łotewsko-polskich? - zaproponowała. Lech Kaczyński się uniósł: - Prezydent 1,5-milionowego kraju nie będzie narzucać prezydentowi prawie 40-milionowego kraju, o czym mają rozmawiać.
Trafnie ocenil polski dyplomata:
Jeśli prezydent Polski traktuje z taką wyższością prezydent małej Łotwy, to można sobie wyobrazić, jakie ma kompleksy, rozmawiając z przywódcami Francji czy Niemiec.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)