W Gazecie Wyborczej okazał się bardzo ciekawy wywiad z profesorem Michael G. Müller. Pan Müller razem z prof. Robertem Trabą współprzewodniczy polsko-niemieckiej komisji podręcznikowej. Ta komisja teraz nadzoruje przygotowania polsko-niemieckiego podręcznika do historii. Wywiad ilustruje jak bardzo zmieniły się stosunki polsko-niemieckie w ostatnich 100 lat. Oczywiscie nie wszystko jest idealne, ale piętnować dzisiejszy stan współpracy jako rzekomy zbliżający się czwarty rozbiór Polski jest w moim zdaniu mocno przesadzone.
Tu fragment wywiadu:
Tylko czy Polacy i Niemcy potrafią pogodzić się co do tego, jak wyglądała ich wspólna historia?
- Nie widzę w tym problemu. Historycy z Polski i Niemiec są zgodni co do oceny przeszłości. Nie ma debat, w których polscy badacze staliby po jednej stronie, a niemieccy po drugiej, nawet jeśli chodzi o badanie tragicznej historii XX w. Nie ma żadnego tematu, który budziłby wśród nas kontrowersje. W takim razie o co mielibyśmy się tak spierać, pisząc podręcznik?
O wszystko. Począwszy od tego, kim np. byli średniowieczni książęta śląscy. Pamiętam duży tekst w "Die Welt", gdzie pisano o nich jak o niemieckich książętach. Polski uczeń powie, że to przecież byli polscy Piastowie
- Ale nie mówmy o tym, co pisze prasa, tylko czym zajmują się naukowcy. A badacze nigdy nie będą używać dzisiejszego rozumienia narodowości w stosunku do tego, co działo się w średniowieczu.
Podobnie jeśli weźmiemy przykład wojen polsko-krzyżackich, to polscy i niemieccy naukowcy operują zupełnie innym obrazem zakonu niż ten pokazany w filmie „Krzyżacy”.
- Nauka historii nie polega dziś na uczeniu faktów. Chodzi o to, by uczniowie byli w stanie krytycznie odnosić się do tego, jak te fakty są interpretowane w ich rodzinach czy przez media. Jesteśmy świadomi, że na historię społeczeństwa patrzą w różny sposób. Dlatego w podręczniku będziemy pisać nie tylko o faktach, ale na przykładach pokażemy, jak postrzeganie historii było i ciągle w jakimś stopniu jest naładowane emocjami, jak wpływał na nie nacjonalizm.
Podręcznik będzie zajmował się np. rządami Bismarcka. Uczeń najpierw zapozna się z opisem jego polityki. Potem przeczyta, jak go odbierano go w Niemczech, poczyta szereg pochwał pod jego adresem. A później dowie się, że Polacy mają zupełnie inne spojrzenie na działalność kanclerza. Podręcznik wyjaśni dlaczego. W ten sposób dowiadują się, jak kształtowała się polska i niemiecka pamięć zbiorowa i dlaczego tak bardzo się różni.
Na koniec prof. Müller na pytanie
Nie boi się pan krytyki? W Polsce już zarzucono wam, że podręcznik będzie manipulował historią na korzyść Niemiec.
opowiada optymistycznie:
- Nic na to nie poradzę. Najważniejsze to nie kapitulować przed demagogami. To nie dotyczy zresztą tylko Polski. Jakiś czas temu "Frankfurter Allgemeine Zeitung" wydrukował mój list, w którym krytykowałem plany budowy Centrum przeciw Wypędzeniom. Dostałem mnóstwo odpowiedzi, które ziały nienawiścią.
Mocno wierzę, że mimo wszystko nasza praca przyniesie dobre efekty i będziemy coraz lepiej wzajemnie się rozumieć


Komentarze
Pokaż komentarze (5)