Paweł Lisicki oburza się w swoim blogu Komu wolno jechać do Gruzji, ze
...tego dnia okazało się, że poza Niemcami i Francją w Unii znajdują się jeszcze Polska, Litwa, Łotwa i Estonia. I, to ci dopiero skandal, owi ubodzy krewni ośmielają się nie tylko istnieć, nie tylko należeć, ale jeszcze mieć własne zdanie. Gorzej. Bez zapytania mądrzejszych od siebie, bez ich zgody sami wsiadają w samolot i ruszają do Tbilisi. A wszystko to za sprawą Lecha Kaczyńskiego, który nie potrafił się cieszyć z przyznanego mu wspaniałomyślnie prawa do milczenia i kontemplowania finezji dyplomatycznych posunięć Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozy'ego...
Do potwierdzenia swych zarzutów cytuje z 'Die Welt', która się rzekomo najdalej posunął:
“Saakaszwili kreuje się na zwycięzcę przy pomocy pięciu przywódców byłych radzieckich republik, w tym prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego”, zasugerował, że Polska należała do Związku Radzieckiego.
I dołoży:
“Spiegel” napisał o demagogii i jednostronności obrońców Gruzji.
Czytałam niemiecka prasę ostatnio bardzo dokładnie i nie pamiętam takich slow pod adresem prezydenta Polski.
Archiwum gazety Die Welt pisze dosyć rzetelnie:
Unterstützt wurde Saakaschwili bei der Kundgebung von den Präsidenten mehrerer ehemaliger Sowjetrepubliken. Der polnische Staatschef Lech Kaczynski sagte: „Unser Nachbar denkt, er kann uns bekämpfen. Wir sagen nein.“ Russland wolle eine Rückkehr zu „alten Zeiten“.
A 'Der Spiegel' nie pisał o demagogii i jednostronności obrońców Gruzji, ale twierdził pod tytułem Saakaschwili lässt sich feiern o samym prezydencie Gruzji
Vor Zehntausenden jubelnden Anhängern nannte er in einer demagogisch nationalistischen Rede sein Land einen Vorposten im Kampf gegen Russland.
O polskim prezydencie Der Spiegel' pisze jedynie
Auch die Präsidenten mehrerer osteuropäischer Staaten haben bei der Kundgebung Kritik an Russland geäußert. Der polnische Staatspräsident Lech Kaczynski äußerte sich ebenfalls: "Unser Nachbar denkt, er kann uns bekämpfen. Wir sagen nein."
Widoczna jest pewna rozbieżność miedzy tym, co Paweł Lisicki sugeruje w swoim blogu, a tym, co pisze niemiecka prasa w oryginału.
I nie tylko niemiecka prasa, ale rowniez niemieccy politycy wstrzymali się od krytycznej oceny wizyty Lecha Kaczyńskiego. W przeciwieństwie do polskiego prezydenta, który obszernie i krytycznie odniósł się do swoich kolegów w Europie Zachodniej i jasno sformułował, co myśli o francuskim prezydencie Sarkozy i niemieckim kanclerze Merkel:
"Sarkozy ustalił stanowisko z kanclerz Angelą Merkel, której głos okazał się decydujący. Mówienie, że Unia ma mieć wspólną politykę wobec Rosji, jest śmieszne. Bo niby jaka to ma być polityka? Uległa? Jeżeli ja prowadzę na forum Unii jakąś akcję, jeżeli się narażam różnym ludziom, to właśnie po to, żeby skończyć z sytuacją,"
Jego słowa dot. działania Francji i Niemców są daleko od tego, co wymaga Lisicki:
Ktoś naiwny mógłby się wprawdzie zdziwić. Ktoś naiwny mógłby sądzić, że taka inicjatywa powinna się spotkać ze zrozumieniem i życzliwością.
I konkluzja Pawła Lisickiego powinna być rownież inna niż ta
Ale niemieccy komentatorzy nie są naiwni. Po prostu ryby, dzieci i Polacy głosu nie mają. Piękny to zaiste przykład rozumienia wspólnej unijnej polityki zagranicznej.
To Francuzi i Niemcy nie powinni mieć głosu, bo najlepiej polski prezydent Lech Kaczyński wie, jak prowadzić politykę z Rosja.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)