Oda Oda
100
BLOG

Nigdy nie chciałem, ze straci kontakt do swoich polskich krewnyc

Oda Oda Polityka Obserwuj notkę 21

Prawie cztery tygodni temu  Beata Pokrzeptowicz uprowadziła swojego syna. Do tej pory zapoznaliśmy się tylko ze stanowiskiem jednej strony: Biedna polska matka, która musiała uratować własnego syna przed germanizacja. Teraz wygląda na to, ze ojciec małego przerywa swoje milczenie. W gazecie Rheinische Post ukazał się artykuł, który przedstawia zaskakujące szczegóły:

Matka uprowadziła syna do Polski 

W piątek popołudniu w październiku: mały Daniel* spaceruje z partnerką swojego ojca i z ciotką przez Lorettostraße w Duesseldorfie, kiedy piszczącymi kolami srebrny Golf się obok nich zatrzyma. Dwie osoby wciągają chłopaka do samochodu.  Dziewięcioletni chłopak rozpaczliwie wola o pomoc, ale jego dorosłe osoby towarzyszące zostaną pobite i atakowane gazem drażniącym. Potem samochód wynajęty oddalał się.

Wynajęła go Beata Pokrzeptowicz, rodzona matka Daniela, rozwiedziona od 6 lat. Ojciec jest pewien: Beata chowa się ze synem gdzieś w Polsce. Podejrzenie nasuwa się, ponieważ  dawna lektorka uniwersytetu w Bielefeld daje od kilku tygodni wciąż wywiady w polskiej telewizji i piętnuje, co oburza polską publiczność: Niemieckie urzędy chcą germanizować moje dziecko.

Nie pierwszy raz matka czyni takie zarzuty. Juz w roku 2006 twierdziła w polskich mediach, ze Jugendamt Mönchengladbach zabrania jej rozmawiać ze swoim dzieckiem po polsku. U ówczesnego prawicowo-narodowego rządu Kaczyńskiego znalazła posłuch, została nawet przyjęta przez minister spraw zagranicznych. Niewspomniane zostało zapewnienie Jugendamtu Mönchengladbach wobec polskiego konsula generalnego i ministerstwa rodziny landu NRW, ze pochwala rodziców, którzy maja różne języki ojczysty i rozmawiają po swojemu ze swoim dzieckiem.

Dirk Rütter, rzecznik miasta Mönchengladbach dobrze  pamięta sobie ten przypadek: "Jasno powiedziane nie mogliśmy zabronić matce mówić po polsku, bo nie odwiedzała swojego syna w tym czasie."

Ojciec Daniela uzyskał zgodę, ze Beata mogla zobaczyć swojego syna tylko pod nadzorem. "Tygodniami Daniel wracał  wstrząśnięty z odwiedzin u niej, miał koszmary" opowiada ojciec. Kiedy ośmioletni przed weekendowymi odwiedzinami załamał się w szkole, ojciec poszedł przed sad. Swojej nauczycielce Daniel się zwierzył: "Matka wyrwała na niego nacisk, ciągle chciała uslyszec, ze woli być bardziej u niej.

ówczesny wyrok jest tylko jednym z ponad 100 decyzji sadu przeciwko Beacie Pokrzeptowicz. Przez pierwsze dwa lata podzieliła sobie prawo rodzicielskie ze swoim mężem mniej lub więcej zgodnie, aż zniknęła w roku 2003 z Danielem w kierunek Gdańska. Minęło 8 miesięcy zanim dwa polskie sady przyznały ojcowi prawo rodzicielskie i kolejny sad skazał matkę za uprowadzenie. Potem  pięcioletni chłopak wracał nad Niederrhein.

Blisko 4 lata matka i syn zobaczyli się co dwa tygodni. Również polowe swoich wakacji Daniel spędzał u Beaty - aż do łamania się w roku 2006. Potem sad powiatowy Mönchengladbach zarządzał t. zw. odwiedziny pod nadzorem - Beata miała zobaczyć swojego syna w obecności opiekuna Jugendamtu. Ale do takich spotkań nigdy nie doszło. "Zamiast tego Beata wątpiła w legalność wyroków sadowych, twierdziła, ze pracownicy nie są kwalifikowani, i ze partnerka ojca znęcała się nad Danielem", tak powiedział Dirk Rütten.

Ojciec miedzy czasie zaangażował nauczycielkę z polskiego, żeby Daniel nie zapomina swojego ojczystego języka. "To należy do jego biografii, nigdy nie chciałem, ze straci kontakt do swoich polskich krewnych" powiedział ojciec, który sam podczas małżeństwa uczył się polskiego i żadnych uprzedzeń wobec kraju i ludzi nie ma. "To nie jest konflikt niemiecko-polski, ale sprawa prywatna, która publicznie zostanie polityzowana".

Międzynarodowy nakaz aresztowania, którym Beata Pokrzeptowicz jest poszukiwana od momentu uprowadzenia w Düsseldorfie, obowiązuje rowniez w Polsce. Ojciec Daniela "nie ma wątpliwości, ze tamtejsze urzędy robią co należy robić, jeśli nią odnajdą". I właśnie dlatego obawia się, ze jego syn musi gnieździć w nędznej kryjówce. "Apeluje do Beaty: proszę pozwól Danielowi jechać do domu".

(*) imię zmienione 

 

Adnotacja: Przepraszam za moje tłumaczenie. Jeśli ktoś widzi błąd, to poproszę o wskazówkę.

Oda
O mnie Oda

oda15@gazeta.pl Najlepszy blog: Die Teekanne Każdy może pisać w moim blogu. Jedynie argumenty ad personam będą osunięte. Taki argument zakłada, ze współ-dyskutantowi brakuje odpowiednia wiedza i dlatego jego wnioski są ogólnie nieważne postara się wykazać, ze wiarogodność współ-dyskutanta ma coś wspólnego z wiarogodnością używanych źródeł lub założeń postara się wykazać, ze ogólnie negatywnie przejęte właściwości współ-dyskutanta (pleć, zawód, przekonania, narodowość..) maja coś wspólnego z wiarogodnością lub prawdą jego argumentów Pewien blogowicz salonu w stosunku do mnie: Szanowna Pani Prosze nie popisywac sie swoja niewiedza i nie wpisywac sie juz w moim blogu.Moj adwokat zastanowi sie do konca tygodnia czy nie wyslac Pani do podpisu zobowiazania o zaprzestaniu szkalowania i poblikowanie umyslnie falszywych tlumaczen pod grozba kary.Takie pisemko adwokata kosztuje ok 1000 €; i przychodzi od razu z nakazem platniczym od komornika i jest dostarczane przez komornika.Troche potrwa o ile Pani nie poda od razu swojego adresu.Szukanie adresu tez bedzie wliczone w rachunek wiec moze kosztowac nawet do 2000 €;. Jezeli nie bedzie Pani chciala podpisac tego pisemka "Unterlassundsaufforderung" i zaplacic za prace adwokata to bedzie Pani miala mozliwosc odwolania sie do sadu. Ale najpierw trzeba zaplacic. Miroslaw Kraszewski Aktynologia.Nie dajmy sie OSZWABIC www.miroslawkraszewski.salon24.pl Najlepszy blog: Die Teekanne

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka