Nareszcie! Nareszcie ktoś nazwał rzeczy po imieniu: Nagonka!
We artykule Tak się niemczy polskie dzieci autor Bartosz Wieliński pisze o rzekomej germanizacji polskich dzieci oraz o aktualnym wydarzeniu, który niedawno został obszernie relacjonowany w programie stacji TVN24.
Autor zwróci uwagę na zasadnicza rzecz:
A w tej sprawie właśnie liczby są kluczowe - dla antyniemieckiej demagogii "prorodzinnej" miażdżące. Według ambasady polskiej w Berlinie od 2000 r. zawarto w Niemczech prawie 35 tys. polsko-niemieckich małżeństw, na świat przyszło ponad 30 tys. dzieci. Rozpadł się średnio co drugi związek.
Gdyby uwierzyć Beacie Pokrzeptowicz-Meyer i Andrzejowi Dziedzicowi, że Niemcy masowo germanizują polskie dzieci, to w podobnej sytuacji znalazłyby się ich tysiące. Jednak polsko-niemieckich problemów rodzinnych nasi dyplomaci naliczyli zaledwie 30, w tym osiem bardzo skomplikowanych przypadków.
TVN 24 liczbami nie zaprząta sobie głowy. Zadowala się wywodami berlińskiego adwokata Stefana Hambury, który mówi, że spraw podobnych do przypadku Pokrzeptowicz-Meyer jest bardzo wiele. To jak to jest? Polacy mający w Niemczech problemy z Jugendamtem najpierw idą skarżyć się mecenasowi, który bierze za pracę pieniądze, a nie konsulowi RP, który pomaga za darmo?
I w końcu nazwał rzeczy po imieniu:
Rok temu ówczesny premier Jarosław Kaczyński wraz z szefową MZS Anną Fotygą rozpoczęli nagonkę na Niemcy w sprawie rzekomego germanizowania dzieci. Nie przyniosła ona efektów, bo tezy o masowym zniemczaniu polskich dzieci nie dało się obronić.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)