Nie przypadam za Rzeczpospolitą. Uważam ją za zbyt tendencyjnie. Ale jedno nie można jej zarzucić. Nie można jej zarzucić to, co zarzuciła jej Pani Joanna Mieszko-Wiórkiewicz:
Przykro, że „Rzeczpospolita” tak bezceremonialnie obchodzi się z cudzą własnością intelektualną i ma swoich czytelników za idiotów.
Pani Joanna w swoim blogu sugeruje, ze tekst Justyny Prusa została skopiowana z niemieckich gazet. Na dowód przytacza Pani Joanna fragment artykułu z Rzeczpospolitej:
Aleksander Litau całe życie przeżył jako Niemiec Folker Heinecke. Wykradziony jako dziecko przez Niemców z rodzinnego Krymu, wychowywał się w nazistowskiej rodzinie w ramach programu Lebensborn (Źródło Życia), który miał się przyczynić do utworzenia aryjskiej rasy nadludzi.
I dopisuje pod fragmentami po niemiecku z autorstwa Chrisa Melzera:
Jak widać z przytoczonych zaledwie trzech cytatów, autorem tego artykułu nie jest Justyna Prus
Niestety miarę, którą tutaj przyłoży Pani Joanna jest taka wysoka, ze mało komu daje się ją przekroczyć. Artykuł w Rzeczpospolitej nie jest kopią. Jest po prostu opis rzeczywistego wydarzenia dla polskiej gazety. Czy autorka miała zmienić fakty, żeby znaleźć uznanie dla swojej wersji wydarzeń w oczach Pani Joanny? Juz w roku 2006 przypadek Folkera Heineckera był przecież tematem reportażu w niemieckiej telewizji.
Ale najbardziej dziwi mnie, ze Pani Joanna wymaga od innych, czego sama nie dotrzymuje. Mniej więcej rok temu pisałam o tym, jak Pani Joanna Mieszko-Wiórkiewicz bez skrupułów publikowała tłumaczoną i identyczną wersję artykułu z internetowej gazety niemieckiej. Jej plagiat jest do dziś dostępny.
Jesli Rzeczpospolita reaguje tak jak Pani Joanna wtedy, to powinna ją wyrzucić z salonu i wyzywać ją jako troll. Mianowicie kiedy ja jej grzecznie zwróciłam uwagę na brak źródła jej tekstu, mój wpis został usunięty i i zostałam milo pożegnana
Do Trolli Precz! Raus!
W wyniku tego powstał mój ówczesny wpis.
Okazało się znowu, ze złodziej krzyczy najgłośniej "Łapaj złodzieja".


Komentarze
Pokaż komentarze (7)