Bez skrupułów Mirosław Kraszewski od lat przeforsuje swoją małą wojenkę. Kiedy nie atakuje profesora Bartoszewskiego, to opowiada bajki o rzekomym sądowym zakazie języka polskiego i powszechnej germanizacji w Niemczech.
Ostatnio trudno mu opanować wszystkie wersje swojej osobistej tragedii. Pilny użytkownik internetu ma już do wyboru kilka wersji.
W roku 2003 Mirosław Kraszewski o przyczynach rozwodu jeszcze tak opowiadał:
Przeprowadziliśmy się do niewielkiego miasteczka pod Duisburgiem, daleko od teściów - opowiada Kraszewski. - Znalazłem pracę w miejscowym szpitalu, awansowałem na zastępcę dyrektora, zaczęło nam się lepiej powodzić. Do czasu. Stary dyrektor poszedł na emeryturę, a nowy nie chciał ze mną współpracować. Przestałem być zastępcą, obniżono mi pensję o 2 tys. marek. Z tego powodu Andrea wyprowadziła się z Filipem do rodziców. - Odwiedzałem syna, ale teściowie nie chcieli, by Filip rozmawiał ze mną po polsku. "Robi z niego polską małpę!" - krzyczał teść. "Jesteśmy w Niemczech, więc mów po niemiecku" - mówiła teściowa. Teściowa była Ślązaczką, po wojnie uciekła z Polski do Niemiec. W 1999 roku Kraszewscy byli już w separacji. Mirosław mieszkał w Duisburgu, Filip rzadko odwiedzał ojca. W styczniu 2000 roku doszło do kłótni między jego rodzicami. Kraszewski pamięta, że żona i Filip odwiedzili go w Duisburgu. "Od tej pory koniec mówienia po polsku" - miała wtedy powiedzieć Andrea. Kraszewski spytał syna, czy chce z tatą rozmawiać po polsku. "Tak" - powiedział Filip.
- Matka uderzyła go w twarz, po- pchnąłem żonę. Upadła. Zakazała mi odwiedzin dziecka. Oddałem sprawę o opiekę nad dzieckiem do sądu, ona zrobiła to samo.
Kilka lat później, w styczniu roku 2009, prywatna historia jego rozwodu już kręciła się tylko wokół zakazie jezyka polskiego. W wywiadzie dla Radia Maryji Mirosław Kraszewski opowiadał na pytania tak:
(Ma Pan jakoś taka przeszłość, która w jakikolwiek sposób mogłaby tutaj rzutować na decyzje sadu niemieckiego o odebraniu Panu praw rodzicielskich?)
No mam taka przeszłość. To znaczy, ja definitywnie odmówiłem kooperacje z Jugendamtem w wychowaniu mojego syna tylko i wyłącznie na Niemca. Bo Jugendamt i sad zarządził, ze dziecko ma być wychowywane tylko i wyłącznie w języku niemieckim. Ja odmówiłem tej współpracy i to było przyczynna odebrania praw rodzicielskich kiedy powiedziano ze jestem niekooperatywny w wychowaniu dziecka i moje wychowanie może być szkodliwe dla dziecka.
(A powiedzmy, w którym momencie ten Jugendamt wkroczył w wasze małżeństwo?)
W roku 1999.
(I jaka to była sytuacja, jeśli Pan zechciał to jeszcze nakreślić?)
Zostaliśmy wezwani z moja zona do Jugendamtu tam gdzie mieszkaliśmy..i powiedziano nam ze mamy zaprzestać dwujęzycznego wychowania języka, ponieważ z zona wychwalilibyśmy dziecko dwujęzyczne. Wtedy zachowałem się być może zbyt ostro. Trzasnąłem drzwiami i powiedziałem ze ta Pani wygaduje bzdury. Nie będzie mi narzucać w jaki sposób mam wychowywać swoje dzieci.
(A skąd Jugendamt wie, ze wy wychowujecie dziecko dwujęzyczne?)
Dowiedział się z przedszkola, bo szkoła, przedszkole, lekarze wszyscy maja obowiązek informować Jugendamt o nieprawidłowościach w wychowaniu dziecka
(I takie dwujęzyczne wychowanie juz jest ta nieprawidłowość?)
No tak uznał Jugendamt.
(I co było dalej Pani Mirosławie?)
Dalej zaczęły się kłótnie z zona, bo zona zaczęła naciskać, żebym zaprzestał z dzieckiem mówić po polsku, rozwód, no i sprawa sadowa, gdzie zostało zarządzone ze nie mogę rozmawiać z dzieckiem po polsku.
Ten wywiad jest pełen kłamstw. Nie dość, ze kraj związkowy, w którym Mirosław Kraszewski mieszka, nie zabrania dwujęzycznego wychowania, to jeszcze oferuje takim dzieciom zajęcia z ojczystego języka. Ministerium Oświaty Nadrenii Północnej Westfalii w celach tej nauki podkreśla
Zajęcia z języka ojczystego to oferta dla uczniów, którzy dorastają dwujęzyczne w niemiecki i w innym języku. Służy on zachowaniu wielojęzyczności.


Komentarze
Pokaż komentarze (47)