Oda Oda
516
BLOG

Kto naprawdę psuje stosunki polsko-niemieckie

Oda Oda Polityka Obserwuj notkę 47

Bez skrupułów Mirosław Kraszewski od lat przeforsuje swoją małą wojenkę. Kiedy nie atakuje profesora Bartoszewskiego, to opowiada bajki o rzekomym sądowym zakazie języka polskiego i powszechnej germanizacji w Niemczech.
 
Ostatnio trudno mu opanować wszystkie wersje swojej osobistej tragedii. Pilny użytkownik internetu ma już do wyboru kilka wersji.

W roku 2003 Mirosław Kraszewski o przyczynach rozwodu jeszcze tak opowiadał:

Przeprowadziliśmy się do niewielkiego miasteczka pod Duisburgiem, daleko od teściów - opowiada Kraszewski. - Znalazłem pracę w miejscowym szpitalu, awansowałem na zastępcę dyrektora, zaczęło nam się lepiej powodzić. Do czasu. Stary dyrektor poszedł na emeryturę, a nowy nie chciał ze mną współpracować. Przestałem być zastępcą, obniżono mi pensję o 2 tys. marek. Z tego powodu Andrea wyprowadziła się z Filipem do rodziców. - Odwiedzałem syna, ale teściowie nie chcieli, by Filip rozmawiał ze mną po polsku. "Robi z niego polską małpę!" - krzyczał teść. "Jesteśmy w Niemczech, więc mów po niemiecku" - mówiła teściowa. Teściowa była Ślązaczką, po wojnie uciekła z Polski do Niemiec. W 1999 roku Kraszewscy byli już w separacji. Mirosław mieszkał w Duisburgu, Filip rzadko odwiedzał ojca. W styczniu 2000 roku doszło do kłótni między jego rodzicami. Kraszewski pamięta, że żona i Filip odwiedzili go w Duisburgu. "Od tej pory koniec mówienia po polsku" - miała wtedy powiedzieć Andrea. Kraszewski spytał syna, czy chce z tatą rozmawiać po polsku. "Tak" - powiedział Filip.
- Matka uderzyła go w twarz, po- pchnąłem żonę. Upadła. Zakazała mi odwiedzin dziecka. Oddałem sprawę o opiekę nad dzieckiem do sądu, ona zrobiła to samo.


Kilka lat później, w styczniu roku 2009, prywatna historia jego rozwodu już kręciła się tylko wokół zakazie jezyka polskiego. W wywiadzie dla Radia Maryji Mirosław Kraszewski opowiadał na pytania tak:

(Ma Pan jakoś taka przeszłość, która w jakikolwiek sposób mogłaby tutaj rzutować na decyzje sadu niemieckiego o odebraniu Panu praw rodzicielskich?)

No mam taka przeszłość. To znaczy, ja definitywnie odmówiłem kooperacje z Jugendamtem w wychowaniu mojego syna tylko i wyłącznie na Niemca. Bo Jugendamt i sad zarządził, ze dziecko ma być wychowywane tylko i wyłącznie w języku niemieckim. Ja odmówiłem tej współpracy i to było przyczynna odebrania praw rodzicielskich kiedy powiedziano ze jestem niekooperatywny w wychowaniu dziecka i moje wychowanie może być szkodliwe dla dziecka.

(A powiedzmy, w którym momencie ten Jugendamt wkroczył w wasze małżeństwo?)

W roku 1999.

(I jaka to była sytuacja, jeśli Pan zechciał to jeszcze nakreślić?)

Zostaliśmy wezwani z moja zona do Jugendamtu tam gdzie mieszkaliśmy..i powiedziano nam ze mamy zaprzestać dwujęzycznego wychowania języka, ponieważ z zona wychwalilibyśmy dziecko dwujęzyczne. Wtedy zachowałem się być może zbyt ostro. Trzasnąłem drzwiami i powiedziałem ze ta Pani wygaduje bzdury. Nie będzie mi narzucać w jaki sposób mam wychowywać swoje dzieci.

(A skąd Jugendamt wie, ze wy wychowujecie dziecko dwujęzyczne?)

Dowiedział się z przedszkola, bo szkoła, przedszkole, lekarze wszyscy maja obowiązek informować Jugendamt o nieprawidłowościach w wychowaniu dziecka

(I takie dwujęzyczne wychowanie juz jest ta nieprawidłowość?)

No tak uznał Jugendamt.

(I co było dalej Pani Mirosławie?)

Dalej zaczęły się kłótnie z zona, bo zona zaczęła naciskać, żebym zaprzestał z dzieckiem mówić po polsku, rozwód, no i sprawa sadowa, gdzie zostało zarządzone ze nie mogę rozmawiać z dzieckiem po polsku.

Ten wywiad jest pełen kłamstw. Nie dość, ze kraj związkowy, w którym Mirosław Kraszewski mieszka, nie zabrania dwujęzycznego wychowania, to jeszcze oferuje takim dzieciom zajęcia z ojczystego języka. Ministerium Oświaty Nadrenii Północnej Westfalii w celach tej nauki podkreśla

Zajęcia z języka ojczystego to oferta dla uczniów, którzy dorastają dwujęzyczne w niemiecki i w innym języku. Służy  on zachowaniu wielojęzyczności.

Oda
O mnie Oda

oda15@gazeta.pl Najlepszy blog: Die Teekanne Każdy może pisać w moim blogu. Jedynie argumenty ad personam będą osunięte. Taki argument zakłada, ze współ-dyskutantowi brakuje odpowiednia wiedza i dlatego jego wnioski są ogólnie nieważne postara się wykazać, ze wiarogodność współ-dyskutanta ma coś wspólnego z wiarogodnością używanych źródeł lub założeń postara się wykazać, ze ogólnie negatywnie przejęte właściwości współ-dyskutanta (pleć, zawód, przekonania, narodowość..) maja coś wspólnego z wiarogodnością lub prawdą jego argumentów Pewien blogowicz salonu w stosunku do mnie: Szanowna Pani Prosze nie popisywac sie swoja niewiedza i nie wpisywac sie juz w moim blogu.Moj adwokat zastanowi sie do konca tygodnia czy nie wyslac Pani do podpisu zobowiazania o zaprzestaniu szkalowania i poblikowanie umyslnie falszywych tlumaczen pod grozba kary.Takie pisemko adwokata kosztuje ok 1000 €; i przychodzi od razu z nakazem platniczym od komornika i jest dostarczane przez komornika.Troche potrwa o ile Pani nie poda od razu swojego adresu.Szukanie adresu tez bedzie wliczone w rachunek wiec moze kosztowac nawet do 2000 €;. Jezeli nie bedzie Pani chciala podpisac tego pisemka "Unterlassundsaufforderung" i zaplacic za prace adwokata to bedzie Pani miala mozliwosc odwolania sie do sadu. Ale najpierw trzeba zaplacic. Miroslaw Kraszewski Aktynologia.Nie dajmy sie OSZWABIC www.miroslawkraszewski.salon24.pl Najlepszy blog: Die Teekanne

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (47)

Inne tematy w dziale Polityka