Ktoś może nie uwierzy, ale te słowa zostały zapisane w roku 1956:
'W pewnej wsi - opisuje Thorwald - zamordowano chłopa niemieckiego i obcięto mu dla żartu głowę, gdy bronił swej żony, którą gwałciło szesnastu żołnierzy sowieckich po kolei, i to należało do porządku rzeczy. Dlaczego jednak przy okazji, na ścianie stodoły przybito gwoździami głową w dół czternastoletniego chłopca, tego nikt nie wiedział...' Kapelan amerykański, Francis Sampson, opowiada, że w Neubrandenburgu zgwałcone dziewczęta niemieckie wieszano za nogi do rozstawionych gałęzi drzew i rozcinano w pachwinach... W Pradze Czeskiej Niemki rozbierano do naga i kazano im w tym stanie uprzątać gruz; jednocześnie otwierać szeroko usta, żeby każdy przechodzień mógł w nie splunąć; matki krępowano drutami kolczastymi i wrzucano do rzeki, zaś dzieci topiono w miejskich rezerwuarach wodnych, odpychając za pomocą długich żerdzi od krawędzi. Proboszcz Karol Seifert opowiada, że dnia 20 maja 1945 roku, stojąc na brzegu Elby widział: rzeką płynęła drewniana tratwa, do której długimi gwoździami przybita była za nogi i ręce cała niemiecka rodzina z kilkorgiem dzieci... Były major sowiecki Klimow opisuje (Berlinskij Kreml), jak w rowach przydrożnych leżały kobiety niemieckie, którym powbijano kolbami między nogi butelki od piwa.
Dosyć cytat. Nie chodzi o ich ilość. Profesor Uniwersytetu Fryburskiego, ks. Bocheński, przekonywuje nas od dłuższego czasu, że ilość nie zmienia się w jakość. Przytoczyłem te przykłady dla trzech względów: po pierwsze dla zilustrowania pewnej kategorii informacji, których szersza opinia polska bądź nie posiada wcale, bądź tylko pobieżnie. Po drugie, że 'wśród nas' znalazł się kapłan katolicki, ks. Kantak, który na łamach londyńskich "Wiadomości" oceniał 'odwet sowiecki' pozytywnie... Po trzecie, dla postawienia następującego pytania: czy po tym co przeszli ci ludzie, względnie ich najbliżsi, powiedzmy matka, której syna przybito gwoździami do stodoły, lub córkę rozcięto pomiędzy gałęziami drzewa, jest w stanie, czy nie jest uznać to za 'słuszną karę Bożą' tylko dlatego, że jej rodacy dokonali zbrodni w innych krajach? Moim zdaniem, nie jest w stanie. Ani Niemka, ani żadna inna matka na świecie. Ze stanowiska politycznego łatwo jest, naturalnie, sprowadzić sprawę do 'kto pierwszy zaczął'... W buchalterii wojennej wpisać do zysków i strat... Tak samo jak z dialektyki typu bolszewickiego czerpać garściami argumenty. Ale odwołując się do wyobraźni piszących o życiu: jest - li możliwe, aby człowiek nad trupem bestialsko zamordowanej osoby sobie najbliższej zdobywał się na rachunek polityczny i - opłakiwał obcych ludzi, zamordowanych w obcym kraju? Gdyby taki się znalazł, musiałby chyba być ze stali i należeć do rasy 'Ubermenschów'. A ja osobiście w rasę Ubermenschów szczerze nie wierzę.
(Józef Mackiewicz, Niemiecki kompleks)
Czytałam niedawno cytat, który robił na mnie ogromne wrażenie i pasują - moim zdaniu - do tego co opisał Mackiewicz w Niemieckim Kompleksie. Jest to cytat Leona Kruczkowskiego
Jedna z największych zbrodni hitleryzmu, wcale nie mniejsza od fizycznej eksterminacji milionów ludzi, było narzucenie na pewien czas wielu narodom europejskim, wśród nich szczególnie Polakom, przekonania o zbrodniczości Niemców, wszystkich Niemców, całego ich narodu.
Moze ta niemiecka pułapka powoduje, ze czasami rozum kapituluje i do dziś niektórzy nie maja alternatywnych wzorców myślenia nad Niemcami lecz tylko tradycyjne uprzedzenia w parze z doświadczeniami z wojny.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)