0 obserwujących
2 notki
1126 odsłon
144 odsłony

Dlaczego chudość kole w oczy bardziej niż otyłość? - tabu zaburzeń odżywiania

Zdj.poradnik zdrowie
Zdj.poradnik zdrowie
Wykop Skomentuj1

Są w życiu różne sytuacje. Jedni zmagają się ze zbyt wysoką wagą, natomiast inni walczą, żeby przytyć choć parę kilogramów. Często podobne problemy są wynikiem rozmaitych schorzeń, czy efektem ubocznym leczenia hormonalnego. Od kiedy pojawiły się u mnie problemy z tarczycą, moja waga spadła drastycznie, nie ukrywajmy, wyglądam jak chodzący szkielet. Fizycznie jestem jednak w pełni sprawna i mogę swobodnie wykonywać ćwiczenia, uprawiać sporty.

Oczywiście - bądźmy realistami. Nie podniosę stukilogramowego worka, nie wyciągnę też olimpijskiego czasu na 200 metrów stylem dowolnym, jednakże ani hip hop, ani bieganie, ani wspinaczka, nie stanowią dla mnie problemu. Znam swoje ciało i wiem na co mogę sobie pozwolić. Wie o tym również mój lekarz.

Niestety wydaje się, że obcy ludzie, przeciętni zjadacze chleba, są w tej kwestii uświadomieni lepiej niż ja i zespół medyków. 

Odkąd zachorowałam każdorazowe opuszczenie domu wiąże się z koniecznością odbierania plejady spojrzeń. Szepty towarzyszą mi nieustannie. "Anoreksja" dobiega zza moich pleców, wisi nade mną w tramwaju, przeciska się pomiędzy sklepowymi półkami i siada obok mnie w restauracji. Szczególnie agresywnie zachowuje się na siłowni, albo na zajęciach sportowych, gdzie niezależnie od typu zajęć "znawcy tematu" pozwalają sobie na zajęcie stanowiska "ona nie powinna ćwiczyć". "Ona nie powinna się ruszać". Gorzej, że nie dotyczy to tylko sportu.

Nawet muzyka. Przez dwa lata śpiewałam w chórze, występowałam, wydałam płytę. Gdy moje wychudzenie zaczęło być widoczne, nagle zostałam łagodnie mówiąc wykopana z rzekomej troski, że "jeszcze przewrócę się na scenie". Zapewnienia o dobrym stanie zdrowia niewiele dały. Akurat zbliżał się występ przed parą prezydencką,który miał być transmitowany w telewizji. Chudzielec w pierwszym rzędzie mógłby chyba wywołać kontrowersje.

Właścicielka studia tanecznego, do którego uczęszczałam chętnie i regularnie, gdyż tańczyć uwielbiam, a korzystnie wpływa to na moje samopoczucie i stan zdrowia, zażądała ode mnie zaświadczenia lekarskiego z zastrzeżeniem, że bez niego nie wpuści mnie na zajęcia. Jestem osobą pełnoletnią i takie żądanie zdecydowanie przekracza zakres jej kompetencji, mimo to zaświadczenie dostarczyłam. A ona zaczęła wybrzydzać, że zaświadczenie lekarza rodzinnego nie wystarczy i że powinnam udać się na badania do lekarza sportowego. Aluzję zrozumiałam. Przełknęłam gorzką pigułkę.

Życie nie jest kolorowe. Cierpienie otacza mnie zewsząd. Na świecie ludzie głodują, umierają i chorują. U niektórych choroby są bardziej widoczne, u innych mniej. Pytanie, ile osób, które uczęszcza na siłownie cierpi na astmę? Ile osób jest otyłych? Ile osób może zmagać się z innymi wewnętrznymi chorobami? Czy dla osób niepełnosprawnych nie tworzy się specjalnych ośrodków sportu? Czy ludziom chorym nie należy zapewniać możliwości do realizacji ich pasji? Dlaczego nie dotyczy to mnie?

Odpowiedź prosta. Rzucam się w oczy. 

Pytanie. Dlaczego nadwaga nie wywołuje takiego zainteresowania społecznego jak wychudzenie?  I jedno i drugie może być groźne dla życia. Dlaczego to mnie się piętnuje i wyzywa?

Bo ludziom robi się niewygodnie, gdy na mnie spoglądają. Gdzieś tam pod płaszczykiem życzliwości skrywają pragnienie bycia na fali, a obecna moda na akceptację swojego wyglądu nie obowiązuje w kwestii osób zbyt szczupłych.

"Przecież one się głodzą, przecież to nienormalne"

A co z tymi, którzy kompulsywnie się obżerają? To nadal temat Tabu? 

Moja choroba przyczyniła się do tego, że zainteresowałam się zaburzeniami odżywiania.

W naszym kraju o tym temacie się nie mówi. Nie rozmawia się z dziećmi w szkołach, w domach. Nasze społeczeństwo do cna przesiąknięte jest stereotypami. Wiedza na temat anoreksji ogranicza się do wytrzeszczonych oczu i pytania

"Ale co, nie jesz czy jak?"

Gdyby ktokolwiek zadał sobie trud poszukania informacji dowiedziałby się, że to nie działa w ten sposób, i że często za tym schorzeniem stoi problem znacznie przekraczający problemy ze spożywaniem pokarmów.

Ale tak się zastanawiam. Osoby otyłe łatwiej zaakceptować...czyżby dlatego, że w jakiś sposób sprawiają one, że czujemy się lepiej? Legitymują nasze skłonności do obżerania? Są symbolem społeczeństwa konsumpcyjnego? Wychudzenie zaś kojarzy się z rygorem? Osoby z anoreksją są w stanie utrzymać chudy wygląd, a reszta społeczeństwa nie i dlatego prowokują nienawiść?

Może coś w tym jest.

Wiem, że odkąd jestem chora, zamyka się przede mną wszelkie drzwi szukając głupich wymówek. Pod płaszczykiem życzliwości ludzie chowają wstyd, który ich ogarnia, gdy można skojarzyć dane miejsce, czy instytucję z zaburzeniami odżywiania. Problem zamiata się pod dywan. Świat nie chce oglądać tego co brzydkie i ułomne. Na zdjęciach wszystko ma prezentować się perfekcyjnie. To, że nasz świat nie jest idealny i 350 milionów ludzi cierpi na depresję to starannie skrywana tajemnica. Brudy prać należy w domu. Boimy się cierpienia.

Anoreksja, czy wychudzenie sprawiają, że cierpienie uzyskuje ciało. Tak jak od osoby chorej psychicznie lub niepełnosprawnej, łatwiej poprostu odwrócić wzrok. Wygodniej, czyż nie?


Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości