Ojciec 1500 plus Ojciec 1500 plus
730
BLOG

Dzień zdrajców

Ojciec 1500 plus Ojciec 1500 plus Polityka Obserwuj notkę 2

Od bieżącego roku 17 grudnia powinien być podwójnie smutną rocznicą - nie tylko wspomnieniem odległych, tragicznych wydarzeń grudnia 1970 roku na wybrzeżu (a zwłaszcza Czarnego Czwartku) ale także jako równie smutny, oficjalny "dzień zdrajcy", a w zasadzie "zdrajców". Bo aktów zdrady mieliśmy w ostatnich dniach kilka.

1. Zdrada prezesa NIK Mariana Banasia i jego syna.

W dniu wczorajszym portal PolsatNews.pl poinformował, że delegacja NIK pojechała do Mińska na rozmowy z białoruskim odpowiednikiem NIK - Najwyższym Organem Kontroli, które mają dotyczyć sytuacji w Puszczy Białowieskiej. Z kolei portal wPolityce.pl oraz Cezary Gmyz na Tweeterze poinformowali że na czele delegacji wysłanej przez Mariana Banasia do państwa reżimu Łukszenki stoi syn prezesa NIK Jakub Banaś. Ponieważ informacja ta ukazała się także w portalu TVP.info.pl i na portalach "wolnych" mediów nie ukazała się seria artykułów typu "TVP kłamie" więc należy przypuszczać, ze jest to informacja prawdziwa, którą "wolne" media starały się za wszelką cenę ukryć. Proszę spróbować sobie wyobrazić co by się działo, gdyby ktokolwiek z obozu PiS umieścił na kierowniczym stanowisku w kierowanej przez siebie instytucji własnego syna! Nie mówiąc o tym, ze zarówno Banaś ojciec jak i Banaś syn mają poważne kłopoty z prawem, które zaczęły się od poszukiwań Total(itar)nej oPOzycji niechlubnych elementów w najnowszym życiorysie Mariana Banasia gdy był on jeszcze w obozie PiS. Od tych poszukiwań zaczęła się druga zdrada Banasia - przejście do obozu Total(itar)nej oPOzycji. Pierwszą zdradę popełnił, gdy będąc na eksponowanym stanowisku dopuścił się uchybień lub przestępstw podatkowych (jaka była kwalifikacja tych czynów rozstrzygnie sąd jeśli uda się Banasia pozbawić immunitetu). W obliczu dwóch wcześniejszych zdrad ta trzecia - negocjacje z reżimem Łukaszenki z którym Rzeczpospolita Polska jest w stanie wojny hybrydowej - nie jest niczym niezwykłym. Ta zdrada jest naturalną konsekwencją dwóch poprzednich zdrad. Bo przecież skoro się popełniło jakieś czyny za które można trafić na wiele lat do więzienia i nie ma się pewności czy nachalne podlizywanie się "sędziom wolności" przez uporczywe ataki na rząd zapewni mu nietykalność, to trzeba zapewnić sobie "wyjście awaryjne" negocjując z Łukaszenką warunki ucieczki i przejścia na jego stronę. 

2. Zdrada szeregowego Emila Czeczeczko...

...który właśnie takie "wyjście awaryjne" wybrał - zdezerterował, przeszedł na białoruską stronę, poprosił o azyl polityczny i udzielił propagandzie Łukaszenki haniebnego wywiadu, w którym nie tylko oczernia Polskę, ale także z pogardą wyraża się o polskiej fladze. Zanim jednak zajmiemy się samym Emilem Czeczeczko zatrzymajmy się na chwilę przy tym, jak na jego czyn zareagowały "wolne" media i niektórzy politycy Platformy Obywatelskiej. Najdelikatniej mówiąc zareagowali entuzjastycznie. News ten był od rana newsem nr 2 (co było newsem nr 1 - o tym w punkcie 3) aby w okolicach południa zdecydowanie wyjść na prowadzenie. W momencie kiedy armia jeszcze dokładnie nie wiedziała co się stało (pewne było, ze żołnierz zaginął - ustalano czy opuścił służbę, został uprowadzony lub może uległ wypadkowi) "wolne" media już powtarzały propagandę Łukaszenki, że polski żołnierz poprosił o azyl bo nie zgadzał się na politykę "reżimu PiS" wobec imigrantów. "Wolne" media nie tylko nie potępiały tego aktu zdrady i dezercji, ale w najbardziej dosłownym znaczeniu robiły z tego zdrajcy bohatera. Trudno się dziwić, skoro działalność tychże mediów najwyraźniej była dla niego inspiracją. Ileż to razy TVN i GW publikowały ckliwe materiały o biednych "uchodźcach", atakowały rząd RP, Wojsko Polskie, Straż Graniczną i Policję za ochronę polskich granic i twardą postawę wobec ataku Łukaszenki i Putina? Entuzjastyczną narrację "wolnych" mediów natychmiast bezkrytycznie podchwycili politycy PO (będący niegdyś w PZPR) uznając tę sytuację za idealną okazję do uderzenia w rząd PiS. Najbardziej popisał się tutaj Dariusz Rosati (europoseł PO wcześniej w PZPR od 1966r. aż do jej rozwiązania w 1990r.) który na Twitterze napisał:

„Białoruś bastionem wolności w porównaniu z Polską PiS?” 

Ten tweet natychmiast został podchwycony przez białoruską propagandę: 

image

Zdecydowanie odcięło się od niego kilka osób w tym: 

Sebastian Kaleta (poseł Solidarnej Polski):

Kilka dni temu opozycjonistów skazano na kilkunastoletnie wyroki w koloniach karnych, a ten stary komunista wjeżdża białoruską narracją, że tam większa demokracja i wolności. Z pewnością tamtejsza propaganda bije mu dziś brawo. https://twitter.com/sjkaleta/status/1471795851727183878?s=20 

Katarzyna Kotula (posłanka Nowej Lewicy)

Proszę jeszcze raz przeczytać i skasować a jak nie wie Pan dlaczego to proszę jeszcze trzy razy przeczytaći skasować. W ostateczności proszę dzwonić. Wytłumaczę. https://twitter.com/KotulaKat/status/1471799734926987265?s=20 

Adrian Zandberg (partia Razem)

Nie. A jeśli ktoś ma wątpliwości, może zapytać Cichanouskiej i jej męża, wtrąconego właśnie na 18 lat do kolonii karnej. Są tysiące powodów, żeby krytykować ten rząd. Ale to nie oznacza, że wolno bagatelizować podłość i okrucieństwo białoruskiego reżimu. https://twitter.com/ZandbergRAZEM/status/1471795973588455433?s=20 

Rafał Mrowicki (dziennikarz WP.pl) 

Gdyby tak było, to pewnie pan poseł Rosati nie mógłby publikować równie niemądrych - żeby nie użyć mocniejszych słów - wpisów. Szczególnie gdy pomyślimy o białoruskich więźniach politycznych. Nie ma jeszcze 12:00, a konkurs na najbardziej nieodpowiedni wpis dnia rozstrzygnięty. https://twitter.com/MrowickiRafal/status/1471794891063799815?s=20

I ponownie Sebastian Kaleta

. @DariuszRosati już bohaterem białoruskiej tv. Czas na reakcję @bbudka i @donaldtusk . Czy usuniecie tego komunistę ze swojego klubu? https://twitter.com/sjkaleta/status/1471837075750150148?s=20 

LINK DO FILMU: https://twitter.com/i/status/1471837075750150148 

Oczywiście żadnej reakcji Donalda Tuska ani Borysa Budki na skandaliczne słowa klubowego kolegi nie było, bo przecież nie będą go karać za coś, co jest oficjalnym przekazem PO i co oni sami na każdym kroku powielają. A że wyskoczył przed szereg? Zdarza się. Szybko jednak okazało się, że Dariusz Rosati mocno wyskoczył przed szereg, bo Emil Czeczeczko ewidentnie nie nadaje się żeby zrobić z niego bohatera opozycji. Miał w ostatnich tygodniach poważne problemy z prawem: pobicie matki na tyle ciężkie, że zakwalifikowano ten akt przemocy do założenia "niebeskiej karty", prowadzenie samochodu przy 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu i jednocześnie pod wpływem narkotyków. Złożył wypowiedzenie z wojska. Więc "wolne" media natychmiast zmieniły narrację i zamiast przedstawiać jego zdradę i dezercję jako akt bohaterstwa zaczęły masowo mówić o "wielkiej wpadce wizerunkowej MON". Ale na tym nie koniec kłopotów z dezerterem. Jak wiadomo białoruska propaganda nie zna umiaru, wiec błyskawicznie ukazał sie wywiad ze zdrajca, który stwierdził w wywiadzie, że polscy żołnierze strzelają do migrantów. Podczas wywiadu Emil Czeczko dodał, że polscy strażnicy zaproponowali mu picie alkoholu, a następnie zabrali go do lasu, gdzie zmusili go pod groźbą użycia broni do strzelania do migrantów zatrzymanych podczas nielegalnego przekraczania granicy. Opowiadał także bajeczko i dwóch wolontariuszach rzekomo zastrzelonych na jego oczach przez polskich żołnierzy. Na koniec wywiadu dla białoruskiej telewizji odczepił ze swojego wojskowego polaru flagę Polski i powiedział: 

"Nie, nie będę się oklejał tymi flagami, bo wcześniej przeczytałem to, co mówiła o mnie Polska, i nie przykleję tych flag. Teraz to mogę pójść i spuścić w kiblu. Mogę pójść do toalety?"

https://www.o2.pl/informacje/zdjal-polska-flage-i-powiedzial-co-z-nia-zrobi-szokujace-slowa-6716646714588032a 

Aby zatrzeć fatalne wrażenie, jakie zrobiło zachwalanie dezertera i zbieżność jego przekazu w białoruskiej telewizji z przekazem "wolnych" mediów nad Wisłą, portal Onet.pl natychmiast przeszukał wszystkie ślady jakie Czeczeczko pozostawił na swoich kontach społecznościowych. Uff... udało się znaleźć wpisy wskazujące, że zdrajcy bliższa była Konfederacja niż PO. Akcja ta przypomina o wiele szerszą akcję robienia z Ryszarda Cyby (który w łódzkim biurze PiS zamordował Marka Rosiaka) "słuchacza Radia Maryja" który rzekomo "chciał zabić dowolnego polityka", rzekomo "był widziany w biurze Stefana Niesiołowskiego", a także "na Krakowskim Przedmieściu, na którym pojawiał sie także Bronisław Komorowski" choć w rzeczywistości facet był członkiem PO, w momencie aresztowania wykrzyczał do kamer, że nienawidzi PiS, chciał zabić jak najwięcej pisowców i jego celem był Jarosław Kaczyński (który "przypadkiem" również regularnie bywał na Krakowskim Przedmieściu, ale "wolne" media tego nie zauważyły), lecz nie udało mu sie do niego dotrzeć. Czy tym razem Onet także dopuścił sie dezinformacji np.: eksponując jedne wpisy a ukrywając inne? Tego nie wiem, ale wcale by mnie to nie zdziwiło gdyby zdrajca był powiązany z Konfederacją. W końcu dla "konfy" podobnie jak dla PO wrogiem nr 1 jest polskik rząd. Politycy i niektórzy zwolennicy Konfederacji już tyle razy zdradzali Polskę i nawet własne wcześniejsze ideały to głosując na Rafała Trzaskowskiego (który zdelegalizował "Marsz Niepodległości"), to sabotując wszelkie działania przeciwpadnemiczne, że jedna zdrada wiecej lub mniej w wykonaniu ich pojedynczego wielbiciela nie robi wielkiej różnicy. Ale i tak oni nie są najgorsi - politycy PO gotowi są stanąć po stronie KAŻDEGO AGRESORA jaki uderzy w nasze państwo, jeśli tylko bedzie to jednocześnie uderzało w rząd PiS - nieważne czy to będzie Łukaszenka, Putin, unijni komisarze, czeskie kompanie węglowe czy pieprzony koronawirus. Ale o tym napiszę w podsumowaniu artykułu. Dziś rano pojawiły się kolejne doniesienia portalu Onet.pl. Są przpuszczenia,. że 25-letni Emil Czeczko z 11. Mazurskiego Pułku artylerii w Węgorzewie nie tylko miał wymienione przeze mnie wcześniej problemy z prawem (np. został przed tygodniem zatrzymany przez giżycką Policję za jazdę w stanie nietrzeźwości (1,5 promila to trzy razy wiecej niż 0,5 promila, a to jest próg odgraniczający wykroczenie od PRZESTĘPSTWA) i nie przznał się do tego, że jest żołnierzem zawodowym.  Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że od pewnego czasu był białoruskim szpiegiem lub informatorem białoruskiego szpiega. Zastanawia fakt, że białoruskie służby widząc żołnierza w polskim mundurze przekraczającego granicę i zmierzającego w ich kierunku nie zaczęły do nie go strzelać lub przynajmniej (mówiąc żargonem wojskowym - cóż służyłem przez pół roku w Szkole Podchorążych Rezerwy) nie "powaliły go na glebę" jak to zrobili polscy żołnierze widząc, że ktoś bez pozwolenia fotografuje ich obozowisko i po wezwaniu do wylegitymowania się próbuje uciekać (była o to cała afera). Należy przypuszczać, że szeregowy Czeczeczko poinformował białoruskie służby, ze przejdzie na ich stronę oraz gdzie i kiedy to zrobi. Nie jest natomiast jasne czy zrobił to z własnej inicjatywy aby uciec przed karą za dwa przestępstwa czy też został zmuszony przez białoruskie słuzby szantażem lub groźbą (szpieg lub informator po wydaleniu z wojska byłby dla białoruskiego reżimu bezuzyteczny, ale dezerterując i udzielając wywiadu wyświadczył tamtejszej propagandzie ogromną przysługę). Aktualnie sa także sprawdzane powiązania Białorusina, który jest partnerem siostry dezertera. 

3. Zdrada chorążego Piotra Piątka - "skruszonego" emerytowanego funkcjonariusza Biura Ochrony Państwa 

Jak wspomniałem wcześniej, zanim na pierwsze miejsce wśród newsów w piątek 17 grudnia 2021 wybiła sie dezercja i zdrada szeregowego Czeczeczko, wcześniej "newsem dnia" było opublikowane przez Gazetę Wyborczą wyznanie "skruszonego" emerytowanego funkcjonariusza Biura Ochrony Państwa chorążego Piotra Piątka, który publicznie przyznał się, że on i jego koledzy skłamali zeznając, że bezpośrednio przed wypadkiem (w którym jedną z poszkodowanych była podróżująca jako pasażerka Premier Beata Szydło, a którego sprawcą był Sebastian Koscielnik) mieli włączone sygnały dźwiękowe. Sensacja? Problem w tym, że ten fakt - brak wymaganych sygnałów dźwiękowych jak który wkutkował tym, że pojazdy BOR nie powinny wykonywać manewrów w sposób taki jaki przysługuje wyłącznie pojazdom uprzywilejowanym został już dawno temu ustalony zarówno na etapie śledztwa, jak i w wyroku sądu i jego dokładnym uzasadnieniu. Nawet nie będę tu niczego wyjaśniał - prosze obejrzeć film:

Skąd więc te "sensacyjne" doniesienia? Z czego wynikła potrzeba nagłego "ogrzania" tego od dawna wyjasnionego tematu? Nawet dziecko by zauważyło, że ostatnio Total(itar)na oPOzycja i zblatowane z nią "wolne" media mają bardzo złą "passę motoryzacyjną". Nie dość, że uniewinnienie Piotra Najsztuba, który na przejsciu dla pieszych potrącił staruszke (która jakiś czas później zmarła), jechał bez uprawnień do prowadzenia pojazdów, bez ważnego badania technicznego pojazdu oraz bez obowiązkowej polisy OC wywołało zgrzytanie zębów wśród tych, którzy jeszcze zachowują jakikolwiek dystans do POwsko - TVNowskiej propagandy. Później Kamil Durczok zdążył odejść z tego świata nie spędzając ani dnia za kratkami, choć zarzuty: prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości oraz spowodowania niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym są zagrożone łączną karą pozbawienia wolności do lat 12 (nie mówiąc o zarzutach podrobienia podpisu byłej żony, Marianny Dufek, na wekslu i oświadczeniach w ramach procedury kredytowej oraz przedłożenia tych dokumentów w banku oraz wyłudzenia kredytu na ponad 3,2 mln zł i pożyczki hipotecznej, zagrożonych karą od 5 do 25 lat). Wreszcie sam Donald Tusk wpadł na jeździe z trzycyfrową prędkością przez obszar zabudowany. Przy tym jaki niefart - ledwie "eksperci" puścili w "wolnych" mediach propagandową bajeczkę, że Policja złapała go gdzieś w lesie, gdzie nie powinno być znaku obszaru zabudowanego, a tu jakiś kierowca ujawnił film z videorejestratora udowadniający, że akurat Tusk miał 107 km/h na liczniku już w centrum miejscowości gdzie był dom przy domu i chodniki przy samej jezdni. Myślę, że w tym momencie musiała zapaść decyzja, że będą "pracować" nad byłymi funkcjonariuszami BOR eskortującymi Beatę Szydło tak długo i intensywnie, aż któregoś z nich złamią. A gdy okazało się, ze Piotr Kraśko przez 6 lat jeździł bez Prawa Jazdy i został za to skazany tylko na karę grzywny, to już Ryszard Kalisz i inni specjaliści od (bez)prawno-propagandowej "mokrej roboty" tak zintensyfikowali działania, że stara sprawa wypadku Beaty Szydło (która - co jest mocno zagłuszane propagandowym wrzaskiem - w tym wypadku była wyłącznie POSZKODOWANYM PASAŻEREM JEDNEGO Z POJAZDÓW) nagle przysłoniła te wszystkie cztery aktualne historie.

"Ale gdzie tu jest zdrada?" - mógłby ktoś zapytać. Ostatnie słowa roty przysięgi funkcjonariuszy BOR brzmią "dochować tajemnic związanych ze służbą, strzec dobrego imienia służby, honoru i godności". Czasem niektóre służby muszą zachowywać się w sposób nieetyczny: szpiedzy czasem muszą kłamać, żołnierze czasem muszą strzelać do ludzi z oddzaiłów nieprzyjaciela, policjanci czasem muszą użyć przemocy wobec przestępców, a funkcjonariusze BOR czasem muszą zataić pewne informacje. Podstawą w każdej z tych służb jest ZAUFANIE. Żołnierz musi byc pewny, że kolega nie strzeli mu w plecy ani nie zostawi go samego na polu walki, szpieg lub policjant działający pod przykryciem musi mieć pewność, że w razie dekonspiracji państwo zapewni mu ochronę i zmianę tożasmości. Oczywiście nie może to być "przestępcze zaufanie" - żołnierz nie może kryć kolegów znęcających się nad cywilami (jak w filmach o wojnie w Wietnamie) ani policjant ukrywać kolegów łamiacych prawo. Jeśli funkcjonariusze BOR świadomie skłamali mówiąc o włączonych sygnałach dźwiękowych, to postąpili bardzo źle i nierozsądnie - było oczywiste, że sprawa musi się wydać. Ale ratowanie własnego tyłka przez obciążanie kolegów oraz państwa, które mimo ich złego i nierozsądnego postępowania próbowało ich bronić, aby nie stali się "kozłami ofiarnymi" to gorzej niż zdrada - to strzał w plecy. 

Zamiast podsumowania...

... tym razem na koniec artykułu udzielę głosu komuś mądrzejszemu i bardziej kompetentnemu ode mnie (w końcu ile razy mozna pisać, że niedopuszczalne jest to co robą "niezależne" media i Total(itar)na oPOzycja, czyli wspieranie każdego agresora uderzającego w nasze państwo jeśli tylko uderza to w obecny rząd oraz wykorzystwywanie propagandy wroga do własnych rozgrywek partyjnych - niby to powinno być oczywiste, ale przeciwnik obozu PiS zawsze znajdzie jakieś "ale"). Pan Jacek Raubo opublikował dziś (21.12.2021) zarówno na stronie Defence.24 jak i Warsaw Enterprise Institute bardzo ciekawy artykuł: KOLEJNA WAŻNA LEKCJA „GRANICZNEJ” POKORY [OPINIA] 

Artykuł ten doskonale i w jednoznaczny sposób pokazuje, że wobec nowych zagrożeń związanych z WOJNĄ HYBRYDOWĄ potrzebne sa także nowe strategie i nowe sposoby przeciwdziałania tym zagrożeniom. Ale przede wszystkim te nasze działania w zakresie wzmocnienia obronnosci państwa i ochrony kontrwywiadowczej powinny być priorytetem w sferze bezpieczeństwa i obronności, który wymaga od Polski i jej elit konsensusu równego lub nawet szerszego niż ten związany z akcesją do NATO - co więcej, podejmowanego w bardzo skomplikowanym formacie twardego podziału politycznego

Artykuł ten to LEKTURA OBOWIAZKOWA dla każdego kto mieszka w Polsce - bez względu na to czy czuje się Polakiem czy "Europejczykiem", czy jest zwolennikiem obozu rządzącego, opozycji czy niczyim... bez względu na to czy się ze mną zgadza czy nie... myślę, że szczególnie powinni go przeczytać ci, co sie ze mną nie zgadzają. Bo niezależnie od poglądów nie sposób uciec konkluzji artykułu Pana Jacka Raubo:

"Ponownie można zakończyć stwierdzeniem, że dziś stajemy przed wyzwaniem jakim jest wyciągnięcie lekcji dla odpowiedzi systemowej z konkretnego przypadku, w tym momencie pojawieniem się sprawy żołnierza WP znajdującego się na terytorium Białorusi. Jeśli tej lekcji nie odrobimy, to musimy zdawać sobie sprawę, że kolejne będą już o wiele bardziej bolesne i przede wszystkim groźniejsze."

Dlaczego "Ojciec 1500 +"? Z czystej przekory, na złość tym, co widzą w nas "patologię". Błędem, jaki popełniłem prowadząc mój wcześniejszy blog polityczny (Peacemaker) było wdawanie się w dyskusję z trollami i hejterami. Dlatego tutaj przyjmę radykalną strategię wobec osób rozwalających dyskusję i naruszających dobra innych - będę usuwał drastyczne komentarze, banował trolli i hejterów, a omentarze najbardziej ośmieszające hejtera pozostawiał dla potomności ku przestrodze (o nile nie naruszają prawa i dóbr osobistych. Jeśli chcecie mnie tu wkręcać w swoją spiralę nienawiści, to odpuśćcie sobie. "I got a peaceful easy feeling" jak to śpiewała moja ulubiona grupa The Eagles i nie mam zamiaru tego popsuć ani zmieniać.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka