„A kierowcom pijakom należy ucinać ręce, żeby nie mogli kierować. Samo kastrowanie pedofilii też nie jest dobrym wyjściem, bo oni często molestują dzieci rękoma, czyniąc im psychologicznie identyczną krzywdę, co fiutem. Obcinajmy im zatem także ręce i koniecznie języki, bo oni języków też używają”
Właściwie mogłabym tylko zacytować tekst Izy Kosmali, bo oddaje on dokładnie to co myślę na temat pomysłu przymusowej kastracji skazanych prawomocnym wyrokiem za przestępstwa seksualne, ale dodam parę słów od siebie.Nie rozwiążą problemu decyzje podejmowane w gniewie i pod wpływem szoku. Szoku skądinąd niezrozumiałego, bo po tym co mogliśmy obserwować w Austrii tylko naiwny mógł sądzić, że w Polsce takie rzeczy się nie zdarzają. Co nie zmienia faktu, że w podkarpackiej miejscowości wydarzyła się tragedia, która nie miała prawa mieć miejsca. Dlaczego więc do niej doszło? Czy to wina tylko rodziny i urzędników, którzy pewnych rzeczy wolą nie zauważać, czy raczej naszej Polskiej zaściankowej mentalności, która widzi rodzinę jako tradycyjny patryjarchalny twór, gdzie mąż- pijak, bandyta, łobuz i złodziej jest głową rodziny i ma więc praw niż pozostali domownicy. Mentalności, w której ksiądz ma więcej do powiedzenia niż prezydent, gdzie wiejska kobieta nie ma żadnych praw, gdzie pokutuje dziewiętnastowieczne myślenie. Wina leży po środku, bo zarówno nie dorobiliśmy się jako państwo skutecznych rozwiązań prawnych, ale również nie dorośliśmy do odpowiedzialności, za drugiego człowieka, któremu często pomóc mogą tylko obcy, ale zwykli ludzie, bo w rodzinie nie mają żadnego oparcia. Wystarczy choćby wspomnieć niezliczone już doniesienia o znęcaniu się nad noworodkami. Nie dawano Polityka opisywała wiejska rodzinę, w której ojciec gwałcił córkę z zaburzeniami psychicznymi. Kiedy już doszło jakimś cudem do skazania sąd pozwolił ojcu zamieszać powtórnie z pokrzywdzona córką, bo był jedynym żywicielem rodziny. (Piszę cudem bo wieś mała, i wszyscy o wszystkim wiedzieli, ale każdy uważał, że nie należy nic zmieniać. Tak uważali sąsiedzi, ksiądz i miejscowe ośrodki pomocy społecznej.) I nikt, ani opieka społeczna, ani sąd, ani sąsiedzi, ani nikt inny nie widzą w tym nic niestosownego, bo każdemu jest wygodniej zamknąć się w swoich czertach ścianach i powiedzieć, że mnie sprawa nie dotyczy. Daję głowę, że po jakimś czasie urodzi się nowe dziecko tej niepełnosprawnej dziewczynie. Ojciec będzie jak zwykle nie znany. A sąsiedzi przyjmą to ze zrozumieniem, ksiądz ochrzci, a pomoc społeczna przyzna zasiłek. Będzie tak jak we wszystkich normalnych rodzinach. Po co coś zmieniać?W tym jednak wypadku mamy do czynienia ze swoistym zaćmieniem umysłu. Nikt nic nie widział, nie wiedział. Rodziła, ale nie wiadomo kto był ojcem, więził ją, ale nikt się nie zainteresował gdzie się w tym czasie podziewa. Czasem była wypuszczana, ale nie przyszło jej do głowy, żeby gdzieś to zgłosić. Matka o wszystkim wiedziała, ale dla dobra rodziny wolała milczeć, a teraz stroi się na ofiarę. I tak naprawdę nie ma winnych. A raczej jest tylko jeden: ojciec. Ale moim skromnym zdaniem nie mniejszą rolę odgrywała w tej tragedii matka, pokrzywdzona i wszyscy, jestem o tym przekonana, którzy o tym wiedzieli. A wiedzieli, bo pewnych rzeczy ukryć się nie da. Dlatego dzisiaj wylewanie łez i wygrażanie nic nie da. Bo zmiany muszą być gruntowne. Zaczynać się od zmian w Kodeksie Karnym, poprzez regulamin funkcjonowania urzędów państwowych , aż po wyczerpującą informację publiczną, gdzie można się zgłosić po pomoc. Pomoc, która nie skończy się tylko na poradzie psychologa, ale zapewni ochronę prawną i wsparcie materialne. Da siłę do wzięcia odpowiedzialności za własne życie. Jednocześnie należy poddać przymusowemu leczeniu psychiatrycznemu skazanych za takie przestępstwa.Żadnych drastycznych zmian prawnych, które tak naprawdę niczego nie mienią. Jeśli chcemy kastrować przestępców to może od razu obcinajmy im głowy, albo profilaktycznie wykastrujmy wszystkich mężczyzn bo mogą być potencjalnymi przestępcami. A potem zabierzmy ludziom komputery i aparaty fotograficzne, żeby się ta zaraza nie szerzyła. Będzie to powrót do średniowiecza, ale co tam. Najważniejsze, że wyborcy przyjmą pomysł z entuzjazmem. I nie ważne, że takie rozwiązania nic nie dają, bo najróżniejszych zboczeń wyplenić po prostu się nie da. Są one bowiem zakorzenione w psychice dewianta. Można je tylko zminimalizować. Ale nie takimi metodami.
23
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze