Czasem…nie, nie czasem, zawsze jak patrzę na posła Przemysława Gosiewskiego to zastanawiam się jak to jest możliwe, że Gościu w wyborach parlamentarnych zdobył 138405 głosów? Wizualnie jest nie do przyjęcia. Inteligencja również nie jest jego mocną stroną. Cechy charakteru tylko negatywne. Podejście do życia przestarzałe. Wypowiedzi kłamliwe, a postawa chwiejna. Przy nim Jarosław Kaczyński jawi się niczym wyważony mąż stanu z miłą aparycją. I w dużej mierze tak właśnie jest. Gdybym na bezludnej wyspie znalazła się tylko z Jarosławem Kaczyńskim to może ciągle bym się z nim kłóciła, ale wiedziałabym, że podzieli się ze mną upolowaną zdobyczą, a i potyczek intelektualnych będzie co niemiara. Gdyby jednak zamiast Jarka tą drugą osobą był Edgar, to pozostawałoby mi tylko rzucenie się w otchłań oceanu. Żeby była pełna jasność, żaden z polityków (no może z wyjątkiem ministra Sikorskiego, albo Ziobry) nie jest odpowiednim towarzyszem na taką eskapadę. Chodziło mi raczej o przedstawienie tragizmu sytuacji, w jakiej bym się znalazła.
Gosiewski, od początku swojej działalności politycznej wzbudzał duże kontrowersje i zażenowanie. Jego pomysły z nadaniem rodzinnej miejscowości miana uzdrowiska, czy osławionego peronu we Włoszczowie są tylko klasycznymi przykładami. W ostatnim jednak tygodniu mieliśmy do czynienia z trzema kolejnymi gafami Pana Przewodniczącego. Jego mętna, jak zawsze bełkotliwa wypowiedź dla Radia Maryja, kompromitujące usprawiedliwienie (żeby nie powiedzieć sprzedanie honoru) za nieobecność na posiedzeniu sejmu oraz pełne kaznodziejsko- ojcowskiej wyrozumiałości piętnowanie Ludwika Dorna, który złożył w sadzie wniosek o obniżenie alimentów wołają o pomstę do nieba. Co do pierwszej sprawy, to mogłabym jeszcze usprawiedliwić Gosiewskiego, gdyż pora była późna, a poseł jest dorosły. Inna rzeczy, że w takiej sytuacji w ogóle nie powinien wypowiadać się publicznie. A jeśli już się wypowiedział, to niech nie wmawia całemu światu, że był trzeźwy, tylko zmęczony, bo w to nawet jego elektorat nie uwierzy. Przynajmniej mam taką nadzieję.Kolejną sprawą jest dość szeroko komentowana sprawa usprawiedliwień. Ja poprzestanę tylko na jednym słowie: hańba, i nie będę ciągnąć tego dalej. Zatrzymać się jednak chciałam na potknięciu trzecim. Nie posiadałam się ze śmiechu, kiedy dzień po wzniosłej nauce Przemysława jak powinien zachowywać się prawdziwy mężczyzna i ojciec usłyszałam, że on sam płaci na swoje dzieci dużo mniej, niż Dorn. W tej scenie można było zaobserwować najgorszą cechę tego człowieka. Jego brak honoru, wstydu i odpowiedzialności. Butę, której nie powstydziłby się nawet generał Kiszczak. Chamstwo, które aż się z niego wylewa. Zasad, których nigdy nie miał i swoistą mentalność Kalego. Mentalność nie obcą również innym politykom partii PiS, którzy po ujawnieniu z kolei kłopotliwego listu byłej żony posła Gosiewskiego nawoływali do zaprzestania dyskusji na ten temat. Zaraz po zamieszaniu z Dornem ukazał się sondaż opinii publicznej, w której większość respondentów opowiedziała się przeciw ujawnianiu prywatnych spraw polityków i krytykowała wywiad Jarosława Kaczyńskiego, który wywlókł tę sprawę na światło dzienne. Może dlatego, że zrobił to właśnie Jarosław Kaczyński, a nie jaśnie oświecona Gazeta Wyborcza, przez nasze środowisko nazwana „LiD-owymi Nowinami”, albo minister laptop Ćwiąkalski, bo trudno uwierzyć, że nagle polska gawiedź zakochana w opiniotwórczych szmatławcach Fakcie i Super Ekspresie, z obrzydzeniem odrzuca informacje, którymi na co dzień karmią ich powyższe gazety. Swoją drogą, jak mijam ludzi trzymających w reku któryś z tych dzienników mam ochotę podejść i zapytać czemu wydał na tę gazetę 1,50, jeżeli nie ma w niej nic wiarygodnego?Ja przyłączam się do głosu mniejszości, chociaż tarzanie się z plotkach o tym, kto z kim mieszka, co jada na śniadanie i gdzie robi zakupy uważam za niegodne, i myślę, że Jarosław Kaczyński jak najbardziej dobrze zrobił mówiąc o chciwości Dorna publicznie. Zgadzam się z argumentem, że sprawa alimentów to sprawa prywatna, ale czy jeżdżenie po alkoholu nie jest sprawą prywatną? Czy bicie żony, kradzież prądu, rozróba w restauracji, nielegalna uprawa konopi indyjskiej, kłusownictwo, wojna z sąsiadem o miedzę nie jest sprawą prywatną? Jest, ale w takich sprawach opinia publiczna ma prawo wiedzieć jakiego człowieka wybrała na swojego przedstawiciela. Poseł Gosiewski w swoim mentorskim kazaniu powołał się na Biblię. Ja również się na nią powołam. Jest tam taki fragment, który mówi: „Kto w małym jest wierny, ten i w wielkim wierny będzie” Jaki kto w życiu prywatnym, taki i w sprawach publicznych. Inną sprawą są powody, dla których Jarosław Kaczyński zdecydował się o tym powiedzieć publicznie. Podejrzewam, że Dorn ma rację, mówiąc że Kaczyński chce go ostatecznie wyeliminować z życia politycznego zamykając mu furtki do innej działalności publicznej. W tym celu chce go zdyskredytować moralnie w oczach potencjalnych zwolenników. Jeśli tak jest to musiałby znaleźć poważniejszy argument, niż ten z alimentami. Jednak moim skromnym zdaniem Jarosława Kaczyński niepotrzebnie się trudzi, ponieważ wszyscy wiemy, że Ludwik Dorn niczego sobą nie reprezentuje. Kaczyński trzyma go w partii chyba już tylko z czystego sentymentu dla wspólnie przeżytych lat, a i ten sentyment pomału wygasa, a jego miejsce w sercu prezesa zajmuje żal, że nawet przyjaciel odwraca się od niego. Od żalu natomiast do gniewu już tylko mały kroczek. I tak z podziwem patrzę na to, jak silną pozycję ma Dorn w swojej macierzystej partii. Jak wielką cierpliwość do jego ekscesów ma Jarosław Kaczyński. Ale prócz cierpliwości Kaczyński ma jeszcze swój charakter, nie znoszący sprzeciwu i świadomość, że Dorn już nie wróci. Nie wróci tak mentalnie. Że już nigdy nie będzie tak jak kiedyś i że te drogi kiedyś się rozejdą na dobre. I dlatego te pełne żalu próby skompromitowania Dorna. Jarosław Kaczyński obawia się, że politycy, którzy (nie wiedzieć czemu widzą w Dornie duży potencjał intelektualny) zechcą przygarnąć Dorna do siebie, i być może wraz z nim utworzyć nowe ugrupowanie realnie mogące zagrozić pozycji zarówno PiS-u, jak i Platformy. Ja obserwując Dorna myślę, że za dużo w nim jadu, zacietrzewienia, wyniosłości i złośliwości, żeby mógł być atrakcyjnym wabikiem dla wyborów. Wszyscy pamiętamy popisy Dorna, kiedy został ministrem spraw wewnętrznych, a później marszałkiem Sejmu. Jego sukę Sabę, jego ordynarne odzywki do dziennikarzy, jego burkliwe zachowanie w stosunku do wyborców i skandaliczne prowadzenie obrad sejmu oraz kurczowe trzymanie się fotela marszałka, podobne do dzisiejszego trzymania się stołków działaczy PZPN-u. Dlatego Dorn wydaje mi się zupełnie niegroźny, a jego polityczna przyszłość skazana na niebyt. Dużo lepiej by się stało gdyby Dorn wyleciał razem z Zalewskim i Ujazdowskim w listopadzie, co byłoby już równoznaczne z niebytem. Zachował się wtedy jak skończony sukinsyn, opuszczając obu Panów, kiedy zostali z PiS-u wyrzuceni. Ale wiedział, że o ile Ujazdowskiego i Zalewskiego PO mogło by przyjąć pod swoje skrzydła, o tyle Dorn jest nie do przełknięcia. Jarosława Kaczyński dobrze więc zrobi kiedy wykluczy Dorna ze swojego klubu. Szkoda tylko, że tak późno, i że tylko jego. Powinien wyrzucić również Gosiewskiego. Tak byłoby dużo lepiej dla tej partii, ale w końcu to jest cyrk Kaczyńskiego, i mi nic do jego polityki personalnej. Uważam jednak, że ludzie tacy jak Dorn, czy Gosiewski po zhańbieniu się w działalności politycznej powinni być wykluczeni co najmniej na cztery lata z możliwości ubiegania się o jakąkolwiek funkcję publiczną. Niestety, ludzie są zaślepieni, a system wyborczy niesprawny. I ludzie PiS-u i ludzie PZPN-u (bo o nich także ostatnio głośno) są zepsuci, rozpastwieni i pewni siebie. Jednych chroni system, drugich FIFA. W obu przypadkach beton trzyma się mocno.
34
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (13)