z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
97 obserwujących
505 notek
1071k odsłon
6986 odsłon

Awersja do Niemców : raz jeszcze.

Wykop Skomentuj299

Kilku czołowych blogerów Salonu rozpoczęło ostatnio tyle ciekawą, co niezwykle kontrowersyjną i zaciętą dyskusję o szeroko pojętym problemie relacji polsko - niemieckich. Punktem wyjścia niech będzie notka @Zbyszka, z treścią której głęboko się nie zgadzam, ale doceniam w niej głębię wartości humanistycznych. Tak, pojednanie to piękna rzecz, postrzeganie Niemców jako fajnych, sympatycznych i przyjaznych Polakom ludzi jest zapewne tym, do czego należałoby dążyć w tym zdehumanizowanym świecie   - problem w tym tylko, że lukrowanie niesmacznego, niezjadliwego ciastka jest zabiegiem desperackim i ciastko, bez względu na ilość wylanego lukru pozostanie cukierniczym bublem.


Można bowiem Niemcom przebaczyć to, że zabijali Polaków, można przebaczyć to, że chcieli unicestwienia państwa i Narodu polskiego, jednak zapomnieć się tego nie da. Jeżeli dziś wciąż żyją ludzie, którzy na dźwięk niemieckiej mowy dostają dreszczy, to nie jest to wyraz "chorej awersji i czucia się ofiarą Niemiec" - tym ludziom Niemcy złamali psychiczny kręgosłup i nawet kiedy w swojej głęboko humanistycznej wspaniałomyślności swoim oprawcom dawno wybaczyli, to nie są w stanie tego zapomnieć. A my? Synowie i wnuki tych, którzy "dostają dreszczy" ? Mamy zapomnieć i potraktować naszych ojców jako tych, co mieli pecha, bo zetknęli się fizycznie z "nazistami", którzy - wedle lansowanej polityki historycznej - spadli z kosmosu i na moment zawładnęli umysłami tych fajnych i sympatycznych Niemców? Niektórzy już zapomnieli, inni do tego zapomnienia namawiają używając kosmicznej - adekwatnie do "nazistów"  - argumentacji nie do przyjęcia dla tych, co pamiętają i ową pamięć troskliwie pielęgnują, uważając ją za ważny element polskiej racji stanu. Jeżeli troska o pamięć i obiektywną prawdę historyczną będziemy nazywać "awersją" to może w ogóle lepiej wyrzec się Polski i polskości - abstrahując już od tego, co "polskość" oznacza.


Nie ma pojednania bez zadośćuczynienia. Ono nie nastąpiło i chyba już nie nastąpi, ponieważ relacje zostały rozmyte i realnie coś takiego jak kontakty polsko-niemieckie, nie istnieją ( poza powiązaniami gospodarczo - biznesowymi)  - a jeżeli są, to co do zasady wynikają jako coś pochodnego od relacji mniej lub bardziej oficjalnych. Nasz kraj na ogół kojarzy się Niemcom jako miejsce zakupów tanich wyrobów tytoniowych, benzyny i innych rzeczy, zwłaszcza w strefie przygranicznej.  Z tanią siłą roboczą  na szparagi i opiekunkami dla starców. Może jeszcze z Lewandowskim, który strzela gole dla Bayernu, ale swoją narodowość eksponuje jak się tylko da. Relacji międzyludzkich właściwie nie ma, a to one z definicji są podstawą relacji międzypaństwowych.  Dominująca większość rodzin mieszanych to rodziny, gdzie to Polka wychodzi za Niemca. Odwrócenie relacji jest rzadkością.


Czy w kontekście pojednania roszczenia reparacyjne Polski wobec Niemiec mają podstawy prawne? Zdania są podzielone, ale bezsporne jest, że Niemcy doskonale wiedzieli, iż Sowieci pozbawili Polskę reparacji niemieckich i zmusili rząd komunistyczny do formalnego wyrzeczenia się roszczeń reparacyjnych w 1953 r. W tym tle powoływanie się przez Berlin na ten wymuszony przez sowieckiego hegemona dokument jest zwykłą niegodziwością. Zostawmy jednak kwestie prawne, bo domaganie się od Berlina odszkodowań za II wojnę światową ma jeszcze jedną przyczynę, o której się dzisiaj całkowicie zapomina. Niemcy bowiem to kraj, który wbrew pozorom dorobił się na II wojnie światowej, rabując kraje okupowanej przez siebie Europy. Z kolei Polska była jednym z krajów, najbardziej przez nie obrabowanych! Jedną z zasadniczych elementów prawdy historycznej jest pomijany starannie fakt, że III Rzesza w czasie II wojny światowej zdobyła i zabezpieczyła majątek, który stał się podstawą potęgi gospodarczej powojennych Niemiec. Dlatego tym bardziej powinniśmy domagać się od nich odszkodowań za II wojnę światową.


Gdy w marcu 1938 r.  Niemcy zaczynały budowę "tysiącletniej Rzeszy” anektując Austrię, rezerwy złota w niemieckim Reichsbanku, należały do najmniejszych w Europie. Zajęcie Austrii i likwidacja Austriackiego Banku Narodowego radykalnie zmieniły tę sytuację. 78 ton austriackiego złota przejął właśnie niemiecki Reichsbank. W ten sposób jego rezerwy złota wzrosły prawie trzykrotnie. W ręce niemieckie wpadło również złoto innych europejskich krajów, ( Czechosłowacja, Dania, Holandia, Norwegia, Belgia, Francja, Grecja, Jugosławia, Albania) podbitych przez III Rzeszę. Polacy jako jedyni z ofiar III Rzeszy zdołali w ostatniej chwili uratować 75 ton złota z rezerw Banku Polskiego, wywożąc je za granicę. Potem doszło złoto ofiar Holocaustu i zwykłych obywateli okupowanych przez Niemcy krajów Europy. W przypadku Polski bank emisyjny na terenie Generalnej Guberni musiał natychmiast przekazywać każdy gram złota do niemieckiego Reichsbanku. Tak naprawdę wartości zrabowanego złota nie da się nawet oszacować. W efekcie tej grabieży rezerwy niemieckiego złota już na początku 1943 r. stały się kilkadziesiąt razy większe, niż na początku wojny.

Wykop Skomentuj299
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka