kemir kemir
5276
BLOG

Oko Saurona

kemir kemir Cyfryzacja Obserwuj temat Obserwuj notkę 161

W tolkienowskim świecie wojny dobra ze złem, władca Mordoru, Sauron, przyjmuje postać oka umieszczonego się na szczycie wieży Barad-dur. Oko Saurona nie miało powieki i było okolone ogniem. Źrenica miała czarny kolor i pionowy kształt. Dzięki oku Czarny Władca przekazywał swoim sojusznikom wsparcie i poczucie siły, a u wrogów budził lęk. Sauron patrzy na każdy kraniec Śródziemia, dając wyraźny sygnał, że w ten sposób chce dominować nad całym kontynentem i nikt nie będzie w stanie zrobić czegokolwiek bez jego wiedzy. Brak powieki to istotna cecha dawająca jasno do zrozumienia, że ono nigdy nie śpi, że nigdy nie przestaje patrzeć. Zawsze czuwa i zawsze wszystko widzi. Powoduje niesamowity też efekt efekt psychologiczny -  nic nie wprawia w takie zakłopotanie, jak świadomość, że jakaś nieznana nam osoba uparcie się nam przygląda. Każdemu z nas po plecach przebiegłby dreszcz grozy na samą myśl o takim "monitoringu" sprawowanym przez postać demoniczną.


I właściwie powinien taki dreszcz przebiegać. Oko Saurona nie tylko istnieje w rzeczywistości, nie tylko jest doskonałe, ale coraz bardziej ingeruje w nasze codzienne życie. Nad drogami i ulicami wiszą dziesiątki tysięcy kamer z systemami zdolnymi do wykonywania zdjęć w wysokiej rozdzielczości. Nie wiadomo, ile osób nosi umocowane na stałe na ich ubraniu kamery, ale liczba ta stale rośnie. Ze sprzętem do inwigilacji chodzą już nie tylko policjanci, ale także pracownicy szpitali i inne osoby nienależące do organów ochrony porządku publicznego. Rozpowszechniają się też prywatne, osobiste urządzenia monitorujące: kamery samochodowe, kamery na kaskach rowerzystów, dzwonki do drzwi z kamerą itp. Miliony  bankomatów na całym globie wpatruje się w klientów kamerami. Na niebie roi się dziś od dronów – sami tylko Amerykanie kupili ich już kilkanaście milionów, zarówno w celach hobbystycznych, jak i biznesowych. W liczbie tej nie są ujęte bezzałogowe urządzenia latające wykorzystywane przez rządy do operacji szpiegowskich i wojskowych. Nasz glob jest inwigilowany przez blisko 2 tys. satelitów. Niektóre z nich z wysokości 500 km potrafią wypatrzyć nominał monety, którą wrzucamy do jakiegoś automatu. Szczegółowym zdjęciem z kamery w kosmosie ulicy, przy której pracujemy, może dysponować ktoś, kogo w ogóle nie znamy. A równocześnie na tej samej ulicy możemy być fotografowani czy filmowani kilkanaście razy dziennie przez ukryte kamery inwigilujące. Smartfony, wyszukiwarki internetowe, profile w mediach społecznościowych zdradzają nasze tajemnice. Rozwój techniki i potrzeba (?) monitorowania wszystkiego i wszystkich sprawiły, że jesteśmy pod nieustającym nadzorem 24 godz/dobę. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nasza  prywatność nieustannie staje się już tylko wolnościowym wspomnieniem.


Gus Hosein, dyrektor organizacji Privacy International, która zajmuje się zagadnieniami prywatności, tłumaczy, że współczesnej policji wystarczy nasz telefon lub komputer, aby wiedzieć o czym myślimy. Niewielką pociechą jest fakt, że zdajemy sobie sprawę z tego, co się dzieje. Jak ujął to profesor informatyki Alessandro Acquisti z Carnegie Mellon University: – "W ochronie prywatności odbywa się zabawa w kotka i myszkę, w której jesteśmy tą słabszą stroną. Świadomość, że tak czy owak musimy brać udział w tej zabawie, może zniechęcać. Ale jeszcze bardziej przygnębiające okazują się próby aktywnej ochrony własnej prywatności". "Jeśli chcesz wiedzieć, jaka będzie przyszłość – ostrzegał ponuro Orwell – wyobraź sobie but depczący ludzką twarz, wiecznie”. Oczywiście współczesne Oko Saurona ma też swoje plusy. Czy ktoś może wątpić, że gdyby świat był równie skrupulatnie kontrolnie inwigilowany przez ostatnie 150 lat, byłby światem bezpieczniejszym, niż jest dziś? Można by było zidentyfikować Kubę Rozpruwacza, dowiedzieć się czy Lee Harvey Oswald działał w pojedynkę, czy z kimś, i czy O.J. Simpson popełnił to, o co go oskarżano. Zresztą bezpieczeństwo publiczne jest w ogóle pretekstem do społecznej inwigilacji obywateli. Pytanie tylko, czy będąc inwigilowanymi, ludzie nie są przytłoczeni wszechobecnością Oka Saurona. Pragnienie prywatności jest przecież naturalną potrzebą ludzką. A my ją tracimy w postępie geometrycznym.


Kim jest dziś Sauron? Kto dąży do pozyskania cennych zasobów, jakimi są nasze małe tajemnice, bo dane osobowe, wielkości kont w banku czy preferencje zakupowe, to już żadna tajemnica, to informacja. A informacja to władza. Każdy, kto dysponuje wielkimi ilościami danych o nas, ma nad nami przewagę. Z początku era informacyjna miała wzmocnić jednostki, dając im dostęp do informacji wcześniej niedostępnych. Mogliśmy na całym świecie porównywać ceny, poszukiwać najlepszego fragmentu wiedzy czy ludzi, którzy podzielali nasze poglądy. Obecnie dochodzi do zmiany układu sił i szala przechyla się ku wielkim instytucjom: zarówno rządom jak i korporacjom. To one zyskują przewagę informacyjną, dzięki zdolności do śledzenia potężnej ilości danych związanych z najbardziej przyziemnymi aspektami naszego życia.


Pekin. Od dawna funkcjonuje tu system rozpoznawania twarzy wychwytujący osoby przechodzące na czerwonym świetle, żeby następnie na wielkich ekranach  wyświetlić wizerunki winowajców, wraz z ich nazwiskami i numerami dowodów osobistych. "Chiny ograniczyły  zdyskredytowanym jednostkom możliwość kupowania biletów lotniczych, a wielomilionowej grupie Chińczyków także możliwość kupowania biletów na szybkie koleje” – triumfalnie donosił kilka miesięcy temu chiński dziennik "Global Times”. Wspomniane przez niego "zdyskredytowane jednostki” to ci obywatele ChRL, którzy mają zbyt mało punktów w systemie kredytu społecznego (zwanym również, systemem zaufania społecznego). System ten jest wdrażany w Chinach od 2014 r. i jest tworzony przez instytucje państwowe przy współpracy firm z sektora prywatnego. Jego sercem są algorytmy oceniające zdolności kredytowe obywateli, ich skłonność do wypełniania zobowiązań, zachowania konsumenckie, aktywność w internecie i powiązania z innymi ludźmi. Na tej podstawie przyznają one punkty. Jeśli ktoś uzyskał ich dużo, jest nagradzany np. preferencyjnym kredytem czy ułatwieniem przy przyjęciu na uczelnię. Jeśli ktoś ma ich zbyt mało, to np. nie może kupić biletów na pociąg, ma zmniejszoną szybkość połączenia internetowego lub odbierany mu jest domowy zwierzak. Punkty tracić można oczywiście na wiele sposobów, nie tylko popadając w długi czy łamiąc przepisy ruchu drogowego. Karane jest też m.in.: zbyt długie granie w gry na konsolach, kupowanie zbyt dużej ilości alkoholu czy śmieciowego jedzenia, wyprowadzanie psa bez smyczy lub posiadanie psa, który zbyt dużo szczeka, zamieszczanie "fake newsów” w mediach społecznościowych, wchodzenie na niewłaściwe witryny internetowe a nawet posiadanie internetowego znajomego, który ma niski poziom punktów w systemie kredytu społecznego.  System zaufania społecznego w trybie rzeczywistym, kontroluje prawie miliard ludzi, przebywających i korzystających z jakiegokolwiek urządzenia podłączonego do sieci w Państwie Środka.


Stany Zjednoczone. Europa. Na styczniowym szczycie Światowego Forum Ekonomicznego światowi liderzy podjęli decyzję, która do tej pory wydawała się być ostatecznością, czyli inwigilację telefonów komórkowych społeczeństwa. Dodatkowo sprawy zaszły już tak daleko, że USA rozpoczęło debaty w tej sprawie z firmami technologicznymi oraz Facebookiem i Google. W tej chwili są opracowywane nawet odpowiednie techniki lokalizacyjne, które ułatwią wykrycie osoby z wirusem COVID-19. Europa rozważa wdrożenie chińskiej technologii systemu ocen, chociaż nie ma konkretnych decyzji ani co do jej realizacji, ani planów ewentualnego stopnia, który dałoby się wdrożyć w UE. Ale - czytając dokumenty UE dotyczące cyfryzacji w "nowym ładzie" - nie ma pytania "czy" tylko "kiedy". Zresztą już, co specjalną tajemnicą nie jest, operatorzy sieci komórkowych w  państwach UE  dzielą się z władzami informacjami na temat śledzenia. Dodatkowo, Singapur, Tajwan i Hongkong i Korea Południowa już używają systemów monitorowania lokalizacji identycznej jak w Chinach. Jak gdyby poza UE, systemem zainteresowane są również Niemcy, Francja i Austria.


Wkrótce - to są plany jak najbardziej serio - nowy smartfon kupimy pod warunkiem zeskanowania swojej twarzy. To następny krok po likwidacji kart SIM, które można było kupić anonimowo. Chyba nie ma potrzeby tłumaczenia dlaczego tak. Rzecz jasna, baza danych zeskanowanych twarzy ma swoje kuszące strony: na przykład Allipay (część Alibaba Group) wdraża system Smile-to-Pay, pozwalający posiadaczom kont na jej platformie płacić za pomocą skanów twarzy. Na niektórych osiedlach montuje się inteligentne zamki rozpoznające twarze lokatorów. KFC (kurczaki) wspólnie z internetowym gigantem Baidou stworzyło system pozwalający przewidywać, jakie zamówienia złożą klienci restauracji. System prognozuje je, analizując wiek i nastrój danej osoby. Ale finalnie system zmierza do tego, żeby każda jednostka była zaprogramowana wedle systemu, opartego na określonym algorytmie, gdzie system monitoruje wszystkich za pomocą owego "techno totalitaryzmu”. To się dzieje... i zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy. Chyba aż do momentu, w którym algorytm nie pozwoli nam na zakup biletu. Ale wtedy będzie już za późno na protesty. Witamy w Mordorze. Pamiętajmy -  Oko Saurona nie ma powieki...



https://cyfrowa.rp.pl/globalne-interesy/42722-1984-w-2020-roku-rusza-system-totalnej-kontroli-miliarda-ludzi


kemir
O mnie kemir

Z mojego subiektywnego punktu widzenia jestem całkowicie obiektywny.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie