Władimir Władimirowicz Putin właśnie pokazał światu słynny - chociaż niekoniecznie znany w każdym zakątku Ziemi - slynny gest Władysława Kozakiewicza. Polski lekkoatleta uczynił swój gest - nomen omen - w Moskwie, wobec dziesiątek tysięcy widzów na stadionie i milionów przed telewizorami. Gest, jasno dajacy do zrozumienia sowieckim kibicom, że mogą mu "skoczyć", a radzieccy konkurenci to "cieniasy". Gest, mający symboliczne znaczenie dla nas - Polaków i po części dla wolnego świata. Po prawie trzydziestu czterech latach od tamtego wydarzenia, słownie, mową ciała i pewnością siebie Prezydent Federacji Rosyjskiej powtórzył gest polskiego skoczka. Znacząco, wyraźnie i jasno, bezdyskusyjnie dając do zrozumienia, że bez względu na miemrawe poczynania reszty świata i tak zrobi to, co zechce. Wystąpienie rosyjskiego Prezydenta w wymowie okazuje się jakże inne od gestu polskiego skoczka - "cieniasy" to wolny świat, a wszystkie miejsca na podium zajmuje Władimir Władimirowicz. Whe are the champions!
Można się nad tym zżymać, złościć, albo nawet wykpić. Ale nie można głosić interpretacji z pogranicza bredni, na jakie pozwala sobie Polski Premier, twierdząc, że " niektóre z wypowiedzi Putina to dowód skuteczności działania i presji" . No cóż, zawód polityka to także - a może przede wszystkim - umiejętnosć przekuwania porażek w sukces, ale to, co doskonale sprawdza się w polskim piekiełku politycznym, niekoniecznie jest tak efektywne w polityce zagranicznej. Pan Premier o tym wyraźnie zapomniał, albo nie wziął pod uwagę.
Polska dla Putina jest jak naprzykrzająca się mucha, od której - i owszem - trzeba się czasem odgonić - ale nie należy się nią przejmować, przynajmniej na tyle, żeby do ręki brać packę na muchy. Presję na Wladimira Władimirowicza może co najwyżej wywrzeć Prezydent Obama, albo Kanclerz Merkel, ale...
Prezydent Obama sprawia wrażenie dosyć zagubionego, niezdecydowanego i nie mającego pojęcia "o so chozi" w tej Europie - wschodniej tym bardziej. Dla Pani Kanclerz wywieranie presji na Putinie jest chyba ostatnią rzeczą, jaką chciałaby robić. Zasadne jest zatem pytanie. o jakiej presji mówi Premier polskiego rządu? Władimir Putin nawet w małej cząsteczce nie sprawiał wrażenie człowieka, który jest pod presją, a jego działania - starannie zaplanowane jak u wytrawnego szachisty - z presją zdają się mieć tyle wspólnego, co prom kosmiczny z fiatem 126p.
Już bardziej w polskim brzmieniu Tusk oznajmił, że "nasz plan, nasza strategia przynosi efekty". Jaki plan, jaka strategia i jakie efekty? Plan, jeżeli takowy w ogóle istnieje, klecony jest "na kolanie", na "ostatnią chwilę" - czyli typowo po polsku. Polega głównie na założeniu, że wszelkie rewolucyjne ruchy na Ukrainie należy bezkrytycznie popierać, najlepiej hałaśliwie i z przytupem. Konsekwencją "planu" jest strategia - to szlachetne określenie nie zawiera w polskiej wersji nic innego, jak tupanie w Brukseli o finansowanie upadłej ukraińskiej gospodarki, w domyśle - finansowanie ukraińskiej mega-korupcji. A w ogóle to najlepiej od razu przyjąć Ukrainę do NATO, do UE i wdrożyć nowy plan Marshalla, zamieniając wody rzeki Dniepr na rzekę banknotów "Ojro". Przy okazji nie sposób nie wspomnieć, o tematycznej jednostajności polskich mass-mediów i dostosowanych do tej tematyki polskich polityków ( a może odwrotnie?) . Po obawach, że po otworzeniu lodówki wyskoczy z niej Trynkiewicz, później, że w zamrażalniku jest Majdan, teraz mam wrażenie, że przechowywany schabowy przyjął kształtu Krymu...
Efekty. Moim zdaniem żadne, pomijając tak "drobne" sprawy, jak nieuchronne pogorszenie i tak bardzo chłodnych relacji politycznych z Rosją, spadki obrotów ekonomicznych, dosyć wątpliwe "braterstwo" z Ukrainą - choćby ze względu na zaszłości historyczne i niezbyt jasny przekaz - w tym obszarze - nowych władz Ukrainy. Nawiasem pisząc, o zwrocie wraku Tupolewa spod Smoleńska możemy zapomnieć na kolejne długie... miesiące....?
Zapewne też w bardziej oddalonych od Ukrainy zakątkach Europy, patrzy się na nas z pewnym politowaniem, no bo jak: kraj z mnóstwem swoich własnych problemów natury ekonomicznej, największy beneficjent unijnego podatnika, gracz polityczny drugiej ligi, wrzeszczy coś o kraju, który kojarzony jest wciąż z radziecką republiką - i to pomimo EURO 2012. Z jednej strony to może i chwalebne, wielkoduszne - z drugiej ... głupie.
Nie twierdzę, ze mentalności "zachodu" nie warto zmieniać. Nie twierdzę też, że ekspansywnej polityce Putina należy się tylko przyglądać i mruczeć coś pod nosem. Twierdzę jedynie, że cały "zachodni" świat na dziś Putinowi może "skoczyć", czemu dzisiaj on sam dał wyraźnie do zrozumienia. Twierdzę także, że polskie wywijanie szabelką - acz bardzo szlachetne i rycerskie - ma się tak, jak szermowanie Kmicica i Wołodyjowskiego: kończ Waść, wstydu oszczędź...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)