22 obserwujących
151 notek
158k odsłon
  180   2

Czy wszyscy się zmieścimy?

Marsz Niepodległości, zdjęcie własne
Marsz Niepodległości, zdjęcie własne

Klika dni temu Łukasz Warzecha zapytał o to ile osób podpisałoby się pod apelem o to by nie zakazywać ani Marszu Niepodległości, ani demonstracji LGBT, aby szanować wolność poglądów.



image

Na apel mogę odpowiedzieć jedynie we własnym imieniu i poprosić Czytelników by dali znać w komentarzach czy podpisują się czy nie. Odpowiadam twierdząco: TAK, PODPISUJĘ SIĘ pod apelem. Moje sympatie są po stronie Marszu Niepodległości (choć nie ze wszystkimi hasłami się zgadzam), ale Parady Równości bym nie zabroniła, bo uznaję prawo do demonstrowania, również pod hasłami, które mi nie odpowiadają.

Na tym mogłabym zakończyć, ale postanowiłam zrobić małą analizę.

Gdy piszę te słowa wpis ma 2002 polubień, więc niby nie jest źle. Stosunkowo dużo osób wspiera idee wolnościowe.  Przyjrzałam się jednak 214 komentarzom. Jedynie 39 (ok.18%) osób w pełni popiera apel, czasem dodając tylko, że powinno się przestrzegać prawa. Prawie 51% (109) osób było zdania, że tych imprez nie można porównywać, a co za tym idzie jedna z nich powinna być zakazana, bądź też wskazywano warunki pod jakimi mogłaby się odbywać. 67 osób (ok.31,3%) uznała, że MN jest niedopuszczalny, a przynajmniej niedopuszczalny w takiej formie jak obecnie, a ok. 20% (42 osoby) chciałyby zakazu parad LGBT, lub obwarowałyby je pewnymi warunkami. Pozostałych 66 odpowiedzii (30,8%) zakwalifikowała jako "inne". Sporo z nich wyrażało opinię, że postulat "zmieszczenia się" jest nierealny. Znamienna jest wypowiedź użytkownika o pseudonimie Arthur Shelby:


Po komentarzach stwierdzam, że w tym kraju nigdy nie będzie normalnie. Jedni boją się geja, drudzy wszędzie widzą faszyzm. Wypadałoby udać się do specjalisty.

Istotnie, komentarze przeciwne "symetrystom" potwierdzają trafność tej diagnozy. Przeciwnicy Marszu Niepodległości na ogół twierdzą, że to impreza faszystowska, a przecież propagowanie faszyzmu jest karane. Podobnego argumentu (zarzut łamania prawa) używają przeciwnicy parad afirmujących LGBT. Zarzucają przestępstwa przeciw obyczajności, polegające na prezentowaniu "golizny" oraz wulgarnych haseł, a niektórzy też zwracali uwagę na obrażanie uczuć religijnych. Niektórzy przychylają się do tego by obie imprezy mogły mieć miejsce, ale wskazują na "tę drugą", jako źródło problemów, a więc Marsz Niepodległości - tak, ale bez "faszystowskich" haseł (niektórzy piszą też "bez Bąkiewicza"), a Parada Równości bez nieobyczajnych ekscesów. Przeciwnicy MN twierdzili też, że Parada Równości jest imprezą pokojową, a Marsz Niepodległości wiąże się z burdami.

Przyjrzyjmy się jednym i drugim argumentom. Każdy chyba zgodzi się, że burd nie należy tolerować, nie każdy jednak (w tym pisząca te słowa) ma pewność, co do tego kto te burdy wywoływał. Dość znamienne jest, że awantury miały miejsce za rządów PO-PSL, później była przerwa, po czym doszło do incydentu w ubiegłym (2020 r.), kiedy to zgromadzenie z formalnego punktu widzenia było nielegalne, a więc jego organizatorzy nie mieli nad nim kontroli (oficjalnie organizowano rajd samochodowy).

Nasuwa się pytanie na ile organizatorzy marszów czy parad odpowiadają za zachowanie się uczestników. Gdy na imprezie jest kilkadziesiąt, a choćby nawet kilkanaście tysięcy osób nie da się zapanować nad zachowaniem się wszystkich uczestników. Agresji fizycznej można jeszcze (przy współpracy z policją) zapobiec, ale nie da się sprawdzić każdego transparentu czy każdego uczestnika. Na Marszu Niepodległości mogą pojawiać się hasła o "białej Europie", a na Paradzie Równości mogą być osoby w strojach niezbyt kompletnych (choć w Polsce znacznie rzadziej niż na Zachodzie) lub prezentujące hasła o treści wulgarnej (częściej na Strajku Kobiet niż Paradzie Równości).

Trudno oprzeć się wrażeniu, że przeciwnikom jednego czy drugiego zgromadzenia nie chodzi o takie czy inne hasełko czy zachowanie się, które faktycznie lub rzekomo miałoby być niezgodne z prawem czy choćby dobrymi obyczajami. Obu stronom sporu politycznego chodzi o całkowite wyeliminowanie możliwości wyrażania poglądów, których nie akceptują. Dla jednych niedopuszczalne jest manifestowanie poparcia dla afirmacji innej niż heteroseksualna orientacji seksualnej, dla drugich niedopuszczalna jest afirmacja... no właśnie czego? Niepodległości własnego kraju? Idei narodu, rozumianego, jako coś więcej niż osoby z polskim dowodem osobistym czy paszportem w kieszeni? Dla wielu przeciwników MN problemem jest nie tylko faszyzm (pojęcie dziś tyleż nadużywane, co niewiele znaczące), ale i zwykły patriotyzm nazywany przez nich nacjonalizmem. Osobiście znam osobę, która zadeklarowała, że na spisie powszechnym poda narodowość europejską, choć nie ma przodków innej narodowości niż polska, nigdy też nie mieszkała w innym kraju przez czas dłuższy niż pobyt wakacyjny. Nie deprecjonuję tu ani osób mieszkających poza Polską, ani osób, które nie pochodzą z Polski, choć w Polsce mieszkają. Jeśli czują się Polakami są członkami narodu polskiego, czasem nawet jeśli z jakichś przyczyn nie mają polskiego dowodu/paszportu. Oczywiście, większość przeciwników MN zarzeka się, że czują się Polakami, są jedynie przeciwnikami "faszyzmu". Polemika z nimi wypełniłaby ramy osobnego wpisu, a ja chcę wrócić do tezy początkowej.

Wolność zgromadzeń to również wolność zgromadzeń, które nam się nie podobają, a nawet takich, które uważamy za społecznie szkodliwe. Bardziej bowiem szkodliwe jest tłumienie wolności ekspresji. Nie tylko dlatego, że wolność jest dobrem samym w sobie, ale też z przyczyn praktycznych. Mniejszą szkodą jest jeśli ulicami miasta przejdzie pochód nawet będący źródłem zgorszenia niż gdyby policja miała używać armatek wodnych, łapać przypadkowych ludzi, co często miało i ma miejsce.

Stąd mój apel do policji i uczestników tak jednej, jak i drugiej i kolejnych demonstracji, by przede wszystkim zachowali spokój. Mimo wszystko mam nadzieję, że wszyscy się zmieścimy.



Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale