Około 4 dni temu zwróciłem uwagę na kolejne PR-owskie "flary" wystrzelone przez najbardziej pracowity zespól rządu Donalda Tuska - sztab public relations.
Co ciekawe, wbrew nawet moim oczekiwaniom, kariery nie zrobiły - kolejne idiotyzmy Marcinkiewicza, a Fedakowej "Bicie dzieci". Ten numer "żre już" prawie pół tygodnia i dopiero dziś zostanie z pewnością zwalony z piedestału przez gnojówkę Grzegorka w Ministerstwie Zdrowia.
Publiczny dyskurs ostatniego półrocza, dyktowany przez PR-owców oscyluje wciąż wokół wirtualnej "dupy Maryny". Czas nieubłaganie upływa.
Dla mnie w tym kontekście ważny jest wczorajszy wywiad "RP" z Maciejem Płażyńskim, którego tytuł oddaje istotę sprawy: "Co z tego, że w koalicji jest miło?"
Moje ostro postawione w tytule tej notki pytanie nie jest liczone na tanią prowokację. Czy utrata najlepszych prawdopodobnie w powojennym stuleciu dla naszego kraju lat - będzie mogła być czymkolwiek usprawiedliwiona, jeśli nie głupotą? Bo jeśli nie nią to tylko zbrodniczym sabotażem.
I ważne by Pawlak z Tuskiem to wiedzieli. Jeśli to spieprzą, to pokolenia najbardziej obecnie aktywnych Polaków - nigdy im tego nie wybaczą. Być może czas już skierować publiczny dyskurs na co innego niż klapsy i zawiasy od laptopów.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)