pod przymusem
przechodzę z nocy
w bolesny świt
samotnie
wznoszący kulę słońca
na wielki błekit
mojego nieba
wokół tyle istnień
snuje się swoją drogą
czerwcowy poranek
kolejny raz naznaczam
wielkim oczekiwaniem
na pozytywne zmiany
na wybawienie
co niczym wielki parowóz
pociągnie ciało
w lepsze istnienie
nie, nie czekam na cud
ale pełne radości
jutro..



Komentarze
Pokaż komentarze (1)