wena rodzi się z nieszczęścia
obolałej duszy poety
gdy skrzydła tłuką się o bruk
nijakiej codzienności
wena wyrasta z miłości
kiełkującej z zarodka
łez wzruszonego anioła
cierpiącego na bezsenność
wena kroczy własnymi drogami
przysypiając niekiedy ze zmęczenia
w konarach jesiennych drzew
gotowych na zimowy marazm
wena
pielęgniarka zbolałych dusz..



Komentarze
Pokaż komentarze