sylwia hetman sylwia hetman
234
BLOG

Zepsuty owoc - fragmenty

sylwia hetman sylwia hetman Kultura Obserwuj notkę 10

 

Byłam pomostem.
Wszelkie skargi i frustracje obu stron brałam na siebie. Rozmawiałam z jedną i z drugą stroną. Konsekwencje: nie mam dziś rodziny. Umarło wiele, na czym tak bardzo mi zależało. Sens wygasł.
Od chwili, gdy tylko zawitałam do swego miasta miałam wielkie nadzieje, ogromne plany. Przeżywałam ciekawe podróże, które zapisywałam na kadrach filmów. Pisałam wiersze…Cenę za chwile piękne wystawiło mi życie. Przyjęłam bardzo słony rachunek, dziś chciałabym opowiedzieć. Wtedy może poczuję,że został spłacony - uregulowany tak jak trzeba było. Życie gnije jak „zepsuty owoc”, gdy ciało i dusza utkwi między młotem a kowadłem.
Pisanie rozpoczęłam z wielu względów na wypadek gdyby kiedyś coś miało mi się stać. Po drugie, aby uwierzyć, że to, co dzieje się wokół mnie to nie koszmarny sen a rzeczywistość. Chciałam wykrzyczeć światu. Czułam, że muszę przerwać milczenie i z głębi wydobyć to, co w sobie nosiłam. Bałam się, co będzie dalej. Chciałam prowadzić godne życie z poczuciem bezpieczeństwa, być dobrą matką, pracować bez stresu. Nie pracowałam wtedy, więc byłam bez wartości…Nie miałam niczego…To wielokrotnie dostawałam do zrozumienia. Pewien grudzień zapadł mi w pamięci nieodwracalnie. Zaczął zmieniać nasze życie w niemoc psychiczną i fizyczną. Słowa bolą bardziej jak ciosy. Nikt nie lubi być „bydlakiem” takim jak rodzice. Tak…Dziecko tez można spacyfikować…12 latkowi już można zrobić wodę w mózgu! – usłyszałam. Nikt nie lubi być „spłodzonym z dwóch bydlaków”, bo jest tylko bydlakiem a takich ludzi powinno się topić w kiblu”. Samo życie – tylko czy to można nazwać
źyciem, gdy dziecko z trwogą pyta kiedy rodzic wychodzi do pracy ,bo ono nie może już wytrzymać tego gęstniejącego powietrza rodzinnego. Dzieci, bywało, że bały się iść do łazienki, bo musiały mieć usprawiedliwione wytłumaczenie.
Tylko jedno słowo: koszmar.
Sprzątaliśmy do przesady, aby zadowolić członka rodziny, który wyznaczył nam kryteria. Sam w trakcie naszego sprzątania obcinał paznokcie bezpośrednio na dywan. Okruchy lądowały na podłodze obowiązkowo.
Kiedyś dostałam pięścią w tył głowy oraz w plecy. Do tego dostało dziecko, bo miało zagniecenie na koszulce…Wnioski pozostawiam tu czytelnikowi. Zabawek najlepiej jak dziecko ma najmniej a już super jak ich nie widać na wierzchu. Bywało,że nowe lądowały w śmieciach. Cóż, domowe prosektorium. Upierałabym się, że więcej swobody i praw pozostawia się nieboszczykowi.
Nadmierna kontrola, obelgi, poniżanie wartości człowieka, okropne złośliwości raniące duszę do niewyobrażalnych rozmiarów, złe wypowiadanie się o współmałżonku do dzieci…Zaskakujące ciosy to niewiele…
Nie wykrzyczałam jeszcze wszystkiego, nie da się. To trudne niewyobrażalnie. Życie się zmienia, przekształca. Są góry i są dołki. Czasami trzeba podjąć bardzo trudne, życiowe decyzje, co dalej. Trzeba przerwać coś, aby zacząć coś nowego. Bywa, że zgnilizna potoczy duszę i zostanie już tylko jałowa wegetacja. Trzeba dużo pomocy z zewnątrz ( dziś to wiem), aby tylko nie uwierzyć do końca, że jest się złą kobietą, matką, człowiekiem. Najgorszy był strach o nasze życie- niewytłumaczalny, ale uzasadniony.
Bum…Coś pękło…zaczęło się…o jeden gest, cios, słowo za dużo i następuje nieodwracalne. Spad po równi pochyłej. Nadszedł czas na chaos zaprowadzający porządek. Dziś pytanie: Dlaczego tak dużo mogłam wytrzymać?
Dlaczego nie zauważyłam,że owoc naszego życia psuje się od środka? Wyrzuciłam fragmenty naszej codzienności. Zamieniłam na inne, aby przeżyć, przetrwać, zacząć wierzyć w siebie. Jednak bywa, że krzyki za uszami jak demony dają się we znaki.
Ten dzień obudził we mnie uśpione pokłady czegoś, co trudno nazwać. Odżyły jakieś wspomnienia, ale i ochota na pisanie. Kontakt namacalny z Katarzyną Grocholą był inspiracją a temat jej nowej książki „Trzepot skrzydeł”  wywoływał drzemie w duszy, drżenie dłoni. Chcę pisać a słowa umykają same. Pora na bilans. Rozpoczął się trzeci rok samotności. Niedawno się z nią zaręczyłam zgodnie z postanowieniem skromnym złotym pierścionkiem. Poczułam inny wymiar. Podkreśliłam „:ja”. Teraz jestem z trójką dzieci. Kocham i jestem przez niewspierana. Mam wewnętrzny- duchowy, ale i zewnętrzny- wokół nieład jeszcze, ale wszystko uważam zmierza we właściwym kierunku. Żyję w miarę spokojnie. Piszę, pracuję- dodatkowo charytatywne, pomagam. Brakuje mi konsekwencji, ale u życie finansowo jest ciężkie. Karmię się drobnymi ludzkimi pochwałami. Dają mi świadectwo, że postępuję właściwie. Mimo iż wątpię czasami w siebie. Czerpię radość z kontaktu z ludźmi. Wyzbyłam się chorych kompleksów. Cieszę się sobą. Buduję, tworzę cały czas zdrową receptą na dalsze życie. Bywa, że rozpisuję ją w swych krótkich wierszach. Dziś nie jestem w stanie uwierzyć, że jestem bydlakiem, że mogłam być lepsza, że jestem za głupia na pewne sprawy, wyzwania. Takie dźwięki za uszami, teraz są już poza ich zasięgiem. Wyzwoliłam się, ale przyznam, że jakaś trwała przestroga pozostała. Pozostały czasem łzy pod powiekami, gdy powstaje nowy wiersz albo tak jak dziś nowa forma mojej wypowiedzi o mnie samej. Dziękuję za to Katarzynie Grocholi a także Marii Nurowskiej i jej „Grom małżeńskim” tu ujrzałam swe życie, emocje. Czuję się potrzebna. Życie ucieka bardzo szybko. Ja spełniam spontanicznie swoje pragnienia, tylko czasem otrząsam z siebie pajęczą sieć przeszłości, która mimo woli oplata mnie ponownie…
To straszne, ale fascynujące jak przemoc może być niejednoznaczna. Nie ma ludzi do końca złych i do końca dobrych. W każdym z nas jest demon, tylko nie każdy z nas wyzwala potwora, aby galopował do woli. To dziś oczywiste jak cienka nić jest między miłością a nienawiścią. Jaka różnica między cielesnym zafascynowaniem, pożądaniem, a pełną wyrzeczeń miłością? Ile tajemnicy tkwi w prawdziwej, dobrej, właściwej miłości. Do jakiego stopnia można dać się upodlić. Kiedy postępujemy właściwie a kiedy już przekraczamy niedozwoloną granicę, której nie powinnyśmy? Jak kochać i być kochaną? Dziś wiele pytań, zagadnień zapisuję z wielkim spokojem, modląc się o mądrość, by była mi dana siła wymazania „miłości”, która tkwi we mnie w postacie strachu, sumienia, że coś zaprzepaściłam,, przegrałam. Codzienność szara i różnorodna zarazem pomaga mi przetrwać, gdy zaczynam myśleć o porażkach. Niewidzialną pętlę zdjęłam z szyi. Przeznaczenie nadal ze mną igra. Ślad pozostał na bladej skórze duszy. Jutro wstaje nowy dzień. Będzie jeszcze lepszy, bo wypowiedziałam kolejne słowa. Nie dałam uśmiercić się człowiekowi, nie poddałam „choremu przeznaczeniu”. Wysoko trzymam głowę. Spoglądam ludziom głęboko w oczy. Zaskakujące…w niektórych z nich na dnie można zauważyć odbicie zaciskającej się pętli.
Czym jest samotność w trzecim roku bycia singlem? Dziwnym uczuciem, ulgą, czasem pustką, bywa normalnością. Zlewa się w jedno z codziennością. Nie boli, nie dręczy, słowem, można się do niej przyzwyczaić, zaprzyjaźnić, może nawet pokochać. A wspomnienia, codzienna gonitwa, która sprawia, że doba jest za krótka i nie ma czasu na zastanowienie – myślenie. Wszystko przeszłe potraciło właściwy sobie sens. Teraz trwa inn. Czasem sensem jest brak sensu. Jak unoszenie się na fali bez czucia. Posuwanie do przodu czasem z pytaniem: dlaczego lub dla kogo?
Nowy wymiar – inna rzeczywistość.
Brutalny sposób życia, a jednak moja fascynacja. Nigdy nie znajdę odpowiedzi na pytania dlaczego tak się dziej. Skąd ta chemia? Jednak…Nigdy nie wiedziałam, co czuje, co myśli naprawdę. Nigdy nie uczestniczył w moim świecie. Nie był ciekaw, co myślę, z kim rozmawiam przez telefon (izolując jednocześnie bardzo skutecznie od otoczenia). Był zagadką, która jednocześnie bardzo mnie niepokoiła. Ktoś powiedział: jeżeli kogoś kochasz – pozwól mu odejść. Jeśli nie wróci nigdy nie należał do Ciebie naprawdę.
Dziś dzień goni następny. Jest mnie coraz mniej. Nadziei, prawdy, uciekającego czasu szukam w literaturze, codzienności, która przemyka czasem niezauważona. Wokół rośnie niewidzialny mur obojętności. Odgradzam się, nie ma w nim bram. Zamurowali je ludzie swymi czynami. Nie chcę czuć bólu, słyszeć głosów, odbierać gestów. Zamyślam się wdychając dym z kadzidełek. Zaklinam przyszłość w małe fragmenty sukcesu, czasem tylko pozytywnych doznań. Jednak to tylko chwile, wokół i wewnątrz pustka duchowa, cielesna, samotność z wyboru, bo nie można mieć wszystkiego. Czas, codzienność zmienia priorytety, są rzeczy, sprawy ważne oraz ważniejsze. Każdego dnia inna szukam siebie tamtej: beztroskiej, uskrzydlonej, potrzebnej, kochanej. Umarło wiele spraw, dla których zdzierałam entuzjastycznie kartki z kalendarza. Podświadomie wypatruję siebie takiej z przeszłości, ale to trudne, wręcz niemożliwe wrócić do duchów

Obserwuję, czytam, notuję, słucham...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Kultura