usta smakowały tytoniem
kusiły miękkością różowych płaszczyzn
obiecywały więcej- mówiły kocham
pozostały napisem na jego twarzy
rozczarowaniem i niedosytem
oczy szklistym jeziorem
w którym pragnęła utonąć
zimny pokoik przekleństwem
codzienności niechcianej
tylko cisza wokół pozostała
czasem pragnął ją wypełnić ludżmi
krzycząc o to spełnienie
ze smutkiem w oczach
skulony w sobie odpychał świat
prosząc o śmierć-wierząc w wybawienie
brak miłości kaleczył pustkę
codzienność wiała chłodem
wieczorów i poranków
uderzała ciszą czterech ścian
w nieskończoność rozpamiętywaniem
za rozbitym dzbanem nijakiego życia...



Komentarze
Pokaż komentarze (6)