poranek taki mglisty
godziny odpływają
w ciemną niepamięć
niebawem dwanaście uderzeń
oznajmi wielką przestrzeń
do ponownego zapisania
wszystko będzie nowe
czeka już śledzik
i zielone oliwki
kot Marley na chłodnym parapecie
oczekuje na przybycie gościa
pewna poetka pogładzi
jego rudy grzbiet
wyprężony na pieszczoty
coś niebawem się zacznie
wybuchnie wulkanem fajerwerków
rozświetli nocne niebo
zbudzi przysypiające anioły
aby mogło być lepiej
by krążyły nad naszymi głowami
każdego dnia w świetlistych aureolach



Komentarze
Pokaż komentarze (4)