bywa bardziej przytulnie
dla jej bezdomności
niż w czterech ścianach
własnego ,,M,,
nie chce wracać
do twarzy bez wyrazu
do tłoku ciał
tak bardzo zbytecznych
więc włóczy się
ulicami przepastnego miasta
mając nadzieję na zgubę
i zapomnienie
dworzec centralny
cierpień i bezdomności
odrapany śladem jej szponów
a na ścianach strużki krwi...



Komentarze
Pokaż komentarze (3)