Andrzej Filipiak wyruszył do stolicy z Kielc wczoraj w nocy. – Poprosił mnie o 30 zł na bilet. Powiedział tylko, że jedzie do Warszawy. Ogolił się i wyszedł z domu – opowiada nam jego żona. W stolicy pan Andrzej udał się od razu przed Kancelarię Premiera./.../Jego żona mówi wprost: – On to zrobił, bo już był załamany i zrozpaczony naszą sytuacją. Nie miał pracy a MOPR nam odmawia pomocy większej, nie mamy z czego żyć – mówi nam Wiesława Filipiak. – Mąż mówił, że to wszystko co się złego u nas w rodzinie dzieje to wina polskiego rządu, który tak rządzi, że ludzie nie mają pracy i środków do życia – dodaje.
- Nie znaleźliśmy przy nim listu ani transparentu, w którym wyjaśniałby swoje desperackie zachowanie. Sprawa jest wyjaśniana - informują stołeczni policjanci./.../- Nie wiem, jak do tego doszło. Teść jest spokojnym mężczyzną, chociaż zamkniętym w sobie. Nigdy nie wspominał, że chce coś takiego zrobić. Nie miał też uprzedzeń politycznych - powiedziała nam wstrząśnięta synowa. Superekspess
I tyle informacji z tzw.tabloidów. Podobnych informacji opisujących ten desperacki czyn trudno znaleść w g*wnych mediach ,wiadomego nurtu. Tylko lakoniczne notatki. Ale co się dziwić, są fakty wygodne, mniej wygodne i bardzo niewygodne na "zielonej wyspie szczęśliwości".


Komentarze
Pokaż komentarze (29)