Najpierw anegdotka z lat młodzieńczych. Jak mnie pamięć nie myli miało to miejsce na przełomie lat 90/00 i odbyło się na Chmielakach. Razem z moim kolegą, dwaj w czerni z długim opierzeniem, po wypiciu paru piwek zaczęliśmy się bratać z młodzieżą metalową. Trafiliśmy do miejsca, gdzie było parę namiotów, takie mini pole namiotowe. Tam spotkaliśmy się z metalową bracią z miejscowości na literę F. Po paru łykach wina bodajże Węgrzyn śliwkowy, usiedliśmy do debaty, jak to metale, o kondycji metalu przełomu wieków. Utworzyliśmy takie kółeczko, a w środku leżał jeden gość, który win już trochę spożył, twardy zawodnik chyba z nadrukiem Cannibal Corpse na t-shircie. Podczas ożywionej dyskusji nt. ulubionych kapel, a koncentrowaliśmy się głównie na death metalu, bo sami twardziele wkoło, tak dla draki wymieniłem Emperor. Kolega, który do tej pory błogo leżał, zerwał się, ale tak tylko tułowiem, kończyny bezwładnie mu leżały i wygrażał, że mi manto spuści, ponieważ black metal to obraza dla prawdziwego metala i coś tam jeszcze bełkotał. Jako, że po wypiciu paru piwek (no i winka, którego teraz już nie pijam, żołądek nie ten) robię się skory do zwarć i lubię badać niestandardowe zachowania ludzkie, wrzucałem co jakiś czas nazwy zespołów blackowych., a to Satyricon, Cradle of Filth, Mayhem itp. – co powodowało kolejne reakcje leżącego kolegi, podrzucającego tułów do góry i klnącego na czym świat stoi na black metal.
Skąd ta nienawiść ekstremisty słuchającego death metalu do ekstremalnej muzyki jaką black metal? Ciężko zgadnąć, ale pamiętam, że zawsze się mówiło – „Polska death metalem stoi”. Jako naród nie uznający półśrodków, słuchał deathu dusznego, najintensywniejszego, gdzie nie ma żadnych innych naleciałości, czyli Cannibal wspomniany, Morbid Angel, Incantation, Immolation, Suffocation, Hale Eternal i wiele innych, głównie z Florydy. Szwecja to już średnio, może oldschoolowcy z Grave, Dismember, Unleashed czy stare dema Nihilist. No ale wróćmy troszkę i zastanówmy się, co było pierwsze? Co komu wpierw zawadziło? Jeżeli patrzeć na kwestię mody, świetności i popularności danego stylu, to pierwsze triumfy święcił death metal, mianowicie na przełomie lat 80/90, tak do mniej więcej 1995 roku. Black nacierał z impetem od około 1993, by zawładnąć umysłami ekstremistów w drugiej połowie lat 90-tych. Może gdy rozmawiałem z rzeczonym metalami z F. mieli oni za złe blackowi, że ten wyparł death z powszechnego obiegu i stał się hegemonem wśród ekstremalnych gatunków? A może, co jest wielce prawdopodobne, black kojarzył się tym panom z klawiszami i gotyckimi laskami jak wypisz/wymaluj na koszulkach Cradle Of Filth? Całkiem prawdopodobne, to było takie miękkie, nie było miejsca na t-shirt z krwawą jatką, morosy i glany, tylko jakieś makijaże, wampiry i leśne stworki z mitologii nordyckiej, no i jeszcze ten szatan, który dla death metalowców z F. był niczym emo - gay. Ale czy to jest właściwy odbiór black metalu, czy mieści się on w tych stereotypach? Otóż następna część notki wykaże, jak bardzo zróżnicowany był to gatunek, u zarania i u kresu popularności.
Jak to szanowny Dawrweszte przy okazji notki o industrialu wskazał na 3 fale składające się na rozwój i ewolucję stylu, tak również black metal parł przez 3 fale. Pierwsza to rzecz najbardziej frapująca dla badacza, bo właściwie nie ma w niej zespołów grających w jednym stylu. Co łączy te kapele, to ich zamiłowanie do pana lucyfera, zła jako przedmiotu pożądania i estetyki pentagramowo – rogatej. To kto był pierwszy? Ja stawiam na Venom, który zresztą dał nazwę temu stylowi, tytułując swój drugi album z 1982 roku, a jakże „Black Metal”. Muzycznie to mieszanka heavy metalu z punkiem, brudne, niedbałe granie, gdzie diabełek jest wszelkim punktem odniesienia. Venom sowim niechlujnym, paskudnym, siarkowym graniem, ale opartym o klasyczne metalowe łupanko, służył jako wzór dla wszystkich późniejszych odmian metalu, od thrashu, przez doom, death i do najbardziej znanego blacku z lat 90-tych, ale o nim później. Kolejna kapela z I fali black metalu to Mercyful Fate, który muzycznie prezentował klasyczny heavy metal, czerpiący trochę z Judas Priest czy rockowych kapel z lat 70-tych. Co ich wyróżniało, to oczywiście wokal Kinga Diamonda (ach ten falset!), jego diaboliczny makijaż, no i tematyka tekstów, czyli ku czci rogatego. Kto jeszcze? Ano dam dwie kapele, muzycznie bliższe już blackowi klasycznemu, tj. Hellhammer i Bathory. Hellhammer to twór szwajcarski, na czele którego stał Tomas Fischer, znany jako Tom G. Warrior" czy "Satanic Slaughter”. Muzyka zawarta na demach tej kapeli, bo nie było debiutu płytowego, stworzona przez pryszczatych nastolatków w latach 83/84, to ultra - prymitywna rąbanka, ale posiadająca klimat nie do podrobienia, biorąca swoje źródło w frustracji młodego lidera, który jako nieprzystosowane dziecię, bite przez rówieśników, upokarzane, wylało z siebie nienawiść i przekuło ją w coś tak brudnego i śmierdzącego siarką. To było dopiero emoJ! Nikt tak nie grał, a kult z małej szwajcarskiej wsi rozchodził się na świat. Później, gdy Tom dorósł, zostawiwszy za sobą demony przeszłości, utworzył Celtic Frost, którego debiut „To Mega Therion”, był biblią późniejszych blackowców. Natomiast Bathory, utworzony przez 17 letniego Thomasa Forsberga czyli Quorthona w Szwecji, również brudny i bezkompromisowy, swoimi pierwszymi albumami wyznaczył granice ekstremy i pewne ramy black metalu, na których budowano potęgę stylu w Skandynawii parę lat później.
Na tym zamykam okres I fali black meatlu, który był różnorodny muzycznie, eklektyczny jak niejeden album C.L.A.T., a wspólnym odnośnikiem była warstwa liryczna, w której panował kult zła, diabła i umęczonych dusz.
Druga fala, przypadająca na początek lat 90-tych, to już potęga, stylistyczna, liryczna i wizerunkowa maszyna, która pociągnęła za sobą wielu fanów ekstremalnych doznań dźwiękowych. Kto zaczął, kto dał początek. Mówi, się że Dark Throne płytą z 1992 roku „A Blaze in the Northern Sky”, tutaj pokazali się panowie w trupich makijażach, bezkompromisowo nawołujący do wojny z chrześcijaństwem, bluźniących, oddających cześć siłom piekła oraz pogańskim rytuałom. Tu jest skrzekliwy wokal, gitary wibrujące jak wysokoobrotowe wiertarki, czyli granie na wyższych strunach, często na akordach barowych, ale po całości, na maksymalnym distortionie i w ekstremalnych tempach. Kolejna kultowa rzecz to właściwy debiut Mayhem z 1994 roku czyli De Mysteriis Dom Sathanas, choć sam Mayhem grał od 1983 roku, wydawał dema, kompilacje, splity, ep, ale trochę czasu mu zeszło do wydania debiutu. To w przypadku tego zespołu doszło do niepokojących zjawisk, w tym do morderstwa jego lidera gitarzysty Euronymousa, rok wcześniej w 1993, popełnionego przez jego kumpla z zespołu Varga Vikernesa czyli Count Grishnackh. Jak się później okazało nie było to żadne satanistyczne morderstwo rytualne, ale jak zwykle chodziło o pieniądze. Euro wisiał Hrabiemu, parę groszy z racji wydania debiutu kapeli, której liderował Varg, mianowicie Burzum. Ten się wkurzył i załatwił sprawę jak Hammurabi przykazał, dostał za to 21 lat, odsiedział 16 i wyszedł rok temu. Teraz jest nacjonalistą i ostrzega Europę przed zalewem gości z południa. Dobra, dość tych socjopatycznych wtrąceń, wróćmy do muzyki. Wspomnijmy jeszcze o innych przedstawicielach II fali, oprócz
3 wyżej wspomnianych, będą to jeszcze m. in. Emperor, Satyricon, Enslaved, Thorns, Immortal czy Beherit. Prawie wszyscy z Norwegii, bo tam ogień się tlił (wiemy, że nie tylko w sercach młodzieżyJ). To byłaby druga fala, bezkompromisowa, czysta jak wódka starogardzka, jak i ta z czerwoną kartką nie przechodząca luzem przez gardło, zła,
do ostatniego, „jeden za dużo”, złego kieliszka.
3 wyżej wspomnianych, będą to jeszcze m. in. Emperor, Satyricon, Enslaved, Thorns, Immortal czy Beherit. Prawie wszyscy z Norwegii, bo tam ogień się tlił (wiemy, że nie tylko w sercach młodzieżyJ). To byłaby druga fala, bezkompromisowa, czysta jak wódka starogardzka, jak i ta z czerwoną kartką nie przechodząca luzem przez gardło, zła,
do ostatniego, „jeden za dużo”, złego kieliszka.
Mam kłopot co ochrzcić (he he) III falą, bo nie ma czegoś takiego w oficjalnej historii blacku. Dla mnie będzie to czas skomercjalizowania black metalu, dodania klawiszy, żeńskich głosów, złagodzenia przekazu, śpiewania o wampirach, wikingach itp. Generalnie sam się zasłuchiwałem w takich kapelach jak Dimmu Borgir, Cradle Of Filth, późnym Enslaved, Primordial, Gehenna, późnym Satyricon itp., ale to już przestał być bunt młodych narwanych 16 latków, a zrobił się niezły biznes dla starszych ukształtowanych muzyków. Gniew uleciał, pojawiła się kasa, ale czy muzycznie to było słabe i wtórne? Niekoniecznie, wymienione zespoły to najmocniejsze kapele, niestety pojawiło się wtedy wiele klonów, których nazw już nie pamiętam, ale które skutecznie obrzydziły gatunek i spowodowały jego zejście do podziemi. Na powierzchni zostały potężne firmy, niewiele mające wspólnego z zapachem siarki i kotłem rogatego, które zaczęły robić pieniądze, bo do garnka trzeba coś wrzucić. Owszem, tam na dole nadal coś się tli, jest taki Watain czy 1349 i oni wciąż mordują niewiernych, ale w dość małych salachJ. Gatunek się sprał, jak moja stara koszulka
z Kingiem Diamondem, po czasach burzy i naporu dał sobie na wstrzymanie.
z Kingiem Diamondem, po czasach burzy i naporu dał sobie na wstrzymanie.
Dochodzę do wniosku, że to ta III fala tak denerwowała kolegę z miejscowości na F. Te klawisze, tj. parapety, babki rozmiękczające gitary niebiańskim (tfu!) głosikiem, twarze pomalowane na śmieszne koala misie, nie było kultu, kicz się już panoszył. Tak sobie myślę - jak twardy black metalowiec, który wycinał bluźnierczy metal na początku lat 90 tych powinien przejść do kolejnej fazy rozwoju, nie budząc przy tym powszechnego śmiechu – to na myśl przychodzi mi Satyricon, który po nagraniu „Nemezis Divina” z 1995 r., zrezygnował z dotychczasowego leśno – paintowego imidżu na rzecz brutalnej prostoty i siły przekazu na kolejnej płycie „Rebel Extravaganza”. Tam, zarówno muzycznie jak i wizerunkowo zerwał z poprzednim wcieleniem, wypiął tyłek trendom, nagrał rzecz równie ekstremalną ale jakże inną, zaś parapet wyleciał przez okno, las też opustoszał, ale kult pozostał, brawo.
A jak to dzisiaj wygląda? Jest wojna miedzy black a death metalem? Ni ma, jest styl black/death metalJ. Jego głównym przedstawicielem jest nasz Behemoth (wracaj Adaś do zdrowia).



Komentarze
Pokaż komentarze (4)