Chodzi o cios muzyczny oczywiście, nie będę pisał o występkach Komorowskiego. Cofnijmy się do początku lat 90-tych, do najpopularniejszego zjawiska tamtych czasów w muzyce rockowej, czyli do grungu. Będąc młodym człowiekiem, chłonąłem muzykę wszelkimi zmysłami, a że mieszkałem na wsi nie było łatwo o dostęp do cięższych brzmień. Jednak nasza telewizja publiczna miała coś dla takich jak ja, bo był Czad kommando, o którym już wspominałem, ale i program o tytule, którego nie pamiętam, który prowadził redaktor Marek Wiernik. Człowiek juz wtedy nie za młody, który prezentował videoclipy sceny rockowej tamtych lat, tej popularnej, ale grunge wtedy był na topie. Tam widziałem Faith no More, Ugly Kid Joe, Gunsów, Metallikę, Pearl Jam, Alice in Chains i wiele innych. I pewnego dnia dostałem jako 14 letnie chłopcze po twarzy. To był Soundgarden i ich singiel "Jesus Christ Pose". Kurcze, jaki to był dla mnie szok, jakieś zgrzyty gitarowe, wysoki ni to śpiew ni krzyk wokalisty z gołą klatą i ten mocny klip, z krzyżem a na nim kobieta a to robot. I to był singiel z albumu "Badmotorfinger." I co? Nadal robi wrażenie! Kto dziś wypuściłby taki singiel? Kto by się odważył? Nie chodzi mi o video, ale muzyczną zawartość. To dosknonała kompozycja, moja the best of 90-es, ale dzisiaj nie ma miejsca dla takich ruchów. Wybiera się balladkę, albo coś ultra w uszko przebojowego, by nie pokąsać zwykłych zjadaczy chleba. Dlatego trzeba docenicć ten wspaniały czas, erę grungu, która może i wielu metalowcom podcięła skrzydła (trzeba było trochę pokombinować z brzmieniem), ale dała szansę na takie numery (dosłownie). Wiemy, że to Nirvana i Pearl Jam miały największe hity, ale to nie kąsało tak jak ten kawałek. Piękne czasy, gdy w południe w tvp1 czy wtedy w mtv oczom przerażonych fanów New Kids on the Block ukazywały się takie potwory. A ten był total alternativ. A Soungarden wrócił, mam nadzieję, że nie do klimatów z Down on the Upside, a do tych Badmotorfingerowych.
329
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (7)