Lata 90 te w muzyce metalowej to wielki rozkwit i triumf wszelkich odmian "klimatycznych", zawierających w sobie to gothic, doom i inne domieszki powodujące wiekszą mroczność dźwięków. Wypada wspomnieć Paradise Lost, Tiamat, Samael, Moonspell, My Dying Bride, Amorphis, Arcturus czy nawet Cradle of Filth lub Dimmu Borgir. Wiele dobrego (dla metalu, nie dla zdrowego rozsądku posiadaczy kamizelek pod garniaki) poczyniła także grecka scena z takimi zespołami jak Rotting Christ (nazwa nieadekwantna w stosunku do ciężaru muzyki), Septic Flesh, czy też Nightfall. Ci ostatni z takimi działami jak "Athenian Echoes" wzbogacili północną część "klimatów" o pierwiastek południowy, który słychac w tej muzyce. Pod koniec lat 90-tych gdy choćby Paradise Lost postanowił być nowym Depeche Mode, kariera "klimatycznych" podupadła, a Nightfall przepadł. Próbowali wrócić w 2003 i 2 lata później jednak nie był to ich czas i chyba nie do końca byli przekonani o własnym potencjale. Jednak w minionym roku, lider zespołu i jedyny jego stały członek (he-dobrze, że nie upadły) Efthimis Karadimas wziął się w garść i wydał nową płytę "astron black and the thirty tyrants". I strasznie mnie ucieszył. Słychać tam moc "klimatów" z lat 90tych, oczywiście podlanych dobrą, mocną produkcją naszych obecnych czasów i ten pierwiastek południowy, wręcz starożytny. Ino szkoda, że coś cicho o tym powrocie, który zasłużył na wieniec laurowy.
Niżej próbka z klipem w tym "klimacie", może nie "Gladiator" ale ma swoją moc.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)