Propozycja Dawrweszte z kręgu muzyki alternatywnej się wywodzi. Należy się przygotować na postpunkowy nowo-zimno-falowy gulasz człowieka z Wire. Rzecz już wiekową, ale dla wielu „alternatywnych słuchaczy” na pewno nadal inspirującą. Zupełnie nie moje kalosze, ale zabawa recenzencka niesie dość duże ryzyko w tej kwestii.
W skrócie – motoryczny bas, w tle zgrzyty gitarowe, często motywy syntetyczno-syntezatorowe, będące na granicy muzyki elektronicznej/industrialnej, do tego zazwyczaj niechlujny śpiew, czasami wykrzyczany. Dużo „transowości”, mieszania i eksperymentów. Zapewne w 1980 r. Colin słyszał już the clash (&jury) czy joy division, choć zapewne sam budował nową czy zimna falę, którą grała choćby nasza Republika („the classic remians”), a nawet dał początek elektro-punkowi („B”).
Podoba mi się „troisieme” bo to protoplasta industrialnego metalu. Słuchając „s-s-s-s star eyes”, tej mantry, wiem skąd Dawr czerpie inspiracje wokalne, że o motywach basowych i elektronicznych z litości nie wspomnę (ahoj!).
Słowem – różnorodnie, niezwykle inspirujące dla fanów Pixies czy Neubauten lub Nomeansno. U mnie do przesłuchania w ramach obowiązku recenzenckiego, a raczej odbioru sensorycznego. Ocena zupełnie niefachowa, bo nie kumam takiej muzyki. Dam 3, bo po środku. Acha, jeszcze jedno, płyta jest bardzo eklektyczna.
recka Dawrweszte
recka wmichaela



Komentarze
Pokaż komentarze (10)