

Ludzie szli cały czas, w małych grupkach, w dużych grupach, pojedynczo. Nieustannie przychodziły kolejne osoby.
Sukcesywnie Błonia zapełniały się, aż zgromadził się tam ogromny tłum, ale cały czas pojawiał sie ktoś nowy. Niektórzy kursowali pomiędzy Rynkiem a Błoniami pieszo, na rowerach. Inni dotarłszy pozostawali razem patrząc w stronę, z której dobiegało bicie dzwonu, na kopuły nad którymi krążył helikopter, na niebo, które początkowo błękitnosine z wąskim jasny pasmem nad ziemią, stopniowo przejaśniało się w trakcie odprawianego tam nabożeństwa (rozpoczęło się o 12.00) aby rozjaśnić się całkowicie podczas mszy w Kościele Mariackim pozostawiając wysokie cirrusy. Oczywiście były telebimy, policja i służby ratunkowe z całego kraju. Słońce świeciło cały czas, wreszcie było gorąco jak w lecie, a większość była ubrana na czarno. Ale Kraków zapewnił wodę mineralną w dowolnych ilościach - były kłopoty z jednorazowyi kubkami na Rynku, ale na Błoniach i kubków wystarczyło. Dopiero kiedy kolumna dotarła do Wawelu, słońce przesłoniły chmury, ale pojawiało się spoza nich.
Dziś Kraków zamienił się w jedną wielką pielgrzymkę - od papieskich odróżniały ją biało - czerwone flagi z kirem; mnóstwo flag, ludzie zabrali je chyba z okien domów; równiez przywieźli ze sobą. Inne też były napisy na transparentach, bo inny był cel - odprowadzenie Prezydenckiej Pary. Dlatego trzymali zapalone znicze, ustawiali na trawie. Nieopodal transparentów.
Potem trasami na wschód i południe odjeżdżały na sygnałach kolejne kolumny dyplomatyczne z zagranicznymi rejestracjami omijając sunące wolniej autokary. Znicze na Błoniach zostały przed Kamieniem Papieskim razem ze zdjęciami Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)