To prawda, do głosu doszły emocje. Ale stało sie tak dlatego, że władza nie uznała za stosowne dostrzec oczekiwań obywateli. Nie chciała ich słuchać, zlekceważyła ich potrzeby. Dlatego, że media przedstawiały ich oczekiwania jako irracjonalne niemal zabraniając im czuć i myśleć tak, jak czuli i myśleli. Słyszałam choćby wypowiedź Kazimiery Szczuki przed kilku dniami; określiła ich mianem grupki zachowującej się ekstremalnie czyli wznoszącej modły. Gdzieś znikła tolerancja, jaka powinna charakteryzować przedstawicielkę lewicy.
A czego ci ludzie się domagali? Tylko gwarancji, że na miejscu krzyża powstanie pomnik albo tablica. Tylko tego. Mówili o tym wielokrotnie wcześniej, kiedy zapowiadali nocne dyżury - a dyżurowali, bo dochodziło do aktów dewastacji - jak również dziś, gdy pytali ich o to dziennikarze.
Dlaczego nikt nie chciał im tego publicznie zagwarantować? Były podawane sprzeczne komunikaty: z jednaj strony informacja, że na tabliczce umieszczonej na krzyżu zapisano inskrypcję, iż krzyż pozostanie, aż powstanie pomnik, z drugiej wypowiedź konserwatora zabytków, że pomnik w tym miejscu powstać nie powinien. Nikt nie zawiadomił opinii publicznej, że w porozumieniu trójstronnym Kancelarii Prezydenta, przedstawicieli Harcerstwa i Episkopatu zawarto zapis o powstaniu tam pomnika.
Temat krzyża jako upamiętnienia katastrofy wiąże się przeciez również ze śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej, bo i dochodzenie przyczyn jest wyrazem szacunku okazanego zmarłym. Śledztwo jest prowadzone tragicznie i chociaż jest to związane z brakiem woli współpracy ze strony rosyjskiej, to efektem pozostaje taki, a nie inny poziom postepowania w wykonaniu polskiej prokuratury.
Ogólne poczucie lekceważenia i tragedii smoleńskiej, i samych tych ludzi dopominających się szacunku dla ofiar i dla siebie, dla tego, co jest dla nich ważne, znalazły upust dziś przy okazji symbolicznej: przenosin krzyża. Tego można było uniknąć. Prezentując postawę mniej arogancką, nie traktując i nazywając osób pod krzyżem ekstremą, oszołomami, nie odsądzając ich od czci i wiary, ale pozwalając im się wypowiedzieć.
Kiedy ludzie stają przed murem obojętności, z bezradności rodzi się agresja.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)