Pogłoskom o ruchu czy nawet partii Palikota aż do dziś nie poświęcałam specjalnej uwagi. I w sumie to nie wiem, dlaczego właśnie dziś po lekturze zalinkowanego u szczytu topików wiadomości wywiadu z tym politykiem PO nagle uznałam od razu, że mało, iż ruch czy partia powstanie, to ma z założenia rosnąć i może nawet niebawem zająć główne miejsce na scenie politycznej.
Jak zwykle przekonał mnie sam Palikot przejawiający od czasu do czasu na podobieństwo niegdyś Chlebowskiego swoistą szczerość, która w jego wypadku ma może uwiarygadniać pozostałe, nie broniące się same przez się wypowiedzi.
Dziś Palikot przemyca tezę o podobieństwach Kaczyńskiego do Hitlera oraz Stalina, powtarza również koncepcję winy Lecha Kaczyńskiego w kontekście tragedii smoleńskiej. Z potoku słów wyłania się jednak zupełnie inny temat. Nie będę streszczać całości wypowiedzi dokładnie omawiając przesłanki, poprzestanę na refleksji, jaką we mnie wywołała. Otóż jest tak: PO się wypala, pora przejść do innej partii, stworzyć nowe ugrupowanie. Bo nie drugą co do ważności siłę polityczną, ale właśnie rezerwę, szalupę ratunkową. Pora jest właśnie teraz, a to tylko jeden wywiad, w którym można było powiedzieć, że program ustali się na pierwszym zjedzie ruchu wspólnie z zaproszonymi gośćmi. Program rzecz jasna nie ma większego znaczenia, bo można było wspierać inicjatywy katolickie, kiedy trend był odpowiedni, a teraz określać Napieralskiego mianem ciotki - klotki nie przejmując się skojarzeniem, jakie taka frazeologia wywoła u homoseksualistów, do których przecież odwoływać się będzie trzeba obecnie. Parytety, JOWy, zmniejiszenie ilości posłów, in vitro i co tam jeszcze. Co trzeba, co zwykle, program ustalimy na zjeździe...
Pora jest właśnie teraz, bo wszystko wskazuje na duże zagrożenie kompromitacja PO; wcale nie z podawanego przez posła powodu w postaci spadku znaczenia PiS i konieczności przyszłej walki o lewicowy elektorat, który rozejrzy się za odpowiadającą mu partią, kiedy nie będzie już musiał oddawać głosów "przeciwko PiS" na PO.
PO straci, bo kryzys jest, nadchodzi i będzie musiała uciec się do niepopularnych rozwiązań, jej poparcie spadnie i będzie trzeba przenieść się do nowej formacji, która zostanie przedstawiona jako opozycyjna wobec formacji "starej". Trudno powiedzieć, jakie miejsce zajmie w niej Tusk, niewątpliwie natomiast będzie jej sprzyjał Komorowski.
Być może obecna władza zostanie nieco obarczona odpowiedzialnościa również za tragedie smoleńska aby wreszcie zamknąć ten temat. Ugrupowanie nowe natomiast z czasem nieco złagodnieje w stosunku do Kościoła, z którym przecież Palikot ma dobre relacje jako tradycjonalista, absolwent katolickiego uniwersytetu i niedawny wydawca katolickiego czasopisma.
Tak, czy owak status quo zostanie zachowany. Tylko ja myślałabym o dwu - trzech latach, a wybory parlamentarne przecież już za rok. Jednak zawsze, w razie czego, pozostanie możliwość obalenia rządu czy podania się gabinetu do dymisji.
Palikot ma rację w jednym: jeśli PiS rzeczywiście straci znaczenie, już niewiele powstrzyma pochód "nowego". Z rzutkim biznesmenem, który jeszcze nie rządził, do wszystkiego doszedł własną pracą oraz z łatwością udowodni, że potrafi przemawiać w sposób wyważony i kolegami w tle.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)