Donald Tusk dziś zaprezentował się jako demokrata i obrońca praw człowieka. Protest przeciwko wydaniu czeczeńskiego premiera Zakajewa władzom rosyjskim po jego zatrzymaniu przez polską policję wygłosił szczerze i autorsko i choć możnaby podejrzewać, że to kolejna z jego "wpadek" dyplomatycznych, kontestacja powinna mu zaprocentować. Byc może jako jeszcze jeden przykład "genialnej intuicji politycznej", jaka cechuje go według słów byłego szefa kancelarii Nowaka. Z tą jednak jest tak, ze raz wyjdzie bardziej genialnie, innym razem mniej.
Bo Zakajew jak na dictum premiera przetrzymywany był zbyt długo. Zwłaszcza, że przetrzymaywac go nie mieli prawa ze względu na dokumentacje wydana prez Wielka Brytanię, jaką posiada i jaka dotychczas okazywała się wystarczająca. Czyli w efekcie wyszło tak zwane bicie piany: cały kraj emocjonuje sie przez również cały dzień ochroną praw człowieka i człowiek został ostatecznie ochroniony, wszyscy krytykują złą prokuraturę, wychwalaja dobry sąd i poniekąd premiera. A tymczasem była to nonsensowna wpadka, rzeczywiście podniesiona do rangi afery przez protestującego ... kogo? Otóż przez właśnie premiera i przez dziennikarzy, bo sam Zakajew żadnego wywiadu chyba nie udzielił. I to w dzień po zabraniu krzyża smoleńskiego sprzed otoczonego uprzednio podwójnym murem pałacu, co z demokracją wspólnego nie miało wiele, a według doniesień agencyjnych zostało przeprowadzone przy co najmniej akceptacji szefa rady ministrów.
Wczorajszy "zdrajca" dziś okazał się "bohaterem". Mimo, że pewnie nikt, łącznie z Rosją nie łudził się, że jednak upragniony wichrzyciel zostanie jej wydany, skoro musiałoby to się odbyć ze złamaniem prawa. Jedynym poszkodowanym na dobrym imieniu w całej sprawie jest urząd prokuratorski, ale też sam sobie winien, skoro trzymał aresztanta tak długo. Natomiast sąd, który sprawę rozpatrywał, zdobył uznanie społeczeństwa dręczonego przez dzień cały podejrzeniem, że władze mogłyby rzeczywiście wysłać do Rosji bojownika o wolność narodu. Bo ku takiemu podejściu przesłanek nie brakło, kiedy przecież trudno zapomnieć postawę władz wobec opieszałości i błedów strony rosyjskiej w sledztwie ws. katastrofy smoleńskiej, politykę "pojednania" czy skwapliwość w podpisywaniu ewidentnie niekorzystnej umowy gazowej.
Donald Tusk dotąd zarzucający innym resentymenty teraz zdecydował się "zagrać" na niechęci do Rosjan; dowiódł, że on również, w domyśle: z narodem, o rezerwie wobec Wielkiego Brata pamięta. Nic nie tracił, bo tak, czy inaczej Czeczen zostałby uwolniony. Ale szkoda, że nie stało sie to przy okazji innych spraw, bezpośrednio związanych z Polską.


Komentarze
Pokaż komentarze (35)