/W oczekiwaniu na ciszę/
Najazd rozpoczął się znienacka. Zaciężne wojska wkroczyły równocześnie z trzech stron – od południa rozciągały się turnie chroniące, ale również odcinające drogę ucieczki, nie znalazł się bowiem dotąd śmiałek, który by je przemierzył aby powróciwszy opowiedzieć, co zobaczył po drugiej stronie. Zrazu nie wiedziano, kto zacz wyprawił się do tej krainy słynącej pokojem. Napadnięci w swoich stanicach watażkowie ginęli nie zdążywszy nawet dobyć miecza, zanim zdążyli pomyśleć o obronie, a co dopiero wysłać umyślnych do pałacu, do króla. Wrogowie nie zostawiali przy życiu świadków, nie brali jeńców; szli paląc i tnąc wszystko, co napotkali po drodze. Dlatego stało się tak, że dopiero uciekająca w popłochu zwierzyna leśna zwróciła uwagę myśliwych obozujących nad strumieniem, co wybrali się w dzikie rejony w poszukiwaniu rzadkiej odmiany kota upragnionej z powodu wyjątkowej delikatności futra aby je sprezentować albo sprzedać czy to posażnym mieszczkom, czy może dwórkom królewskim.
Myśliwi poprzestaliby na chwytaniu okazji wpadającej im w ręce gdyby nie było pośród nich poety – barda, który poszukując towarzystwa innego, niż uprzykrzony kredens i wrażeń, jakie mógłby wyśpiewywać w ciepłe wieczory w tawernach wybrał się wraz z nimi w daleką podróż. Ten, choć obce było mu myśliwskie rzemiosło, a może właśnie dlatego, zadziwił się pędzącymi stadami i jął wypytywać, co takie zachowanie zwierząt oznacza. Zbywany uwagami, aby nie przeszkadzał, nie doczekawszy się wytłumaczenia i widząc, że nie jest znane dobył swego autorytetu, wywodził się bowiem z możnego rodu i zażądał, aby co prędzej zawiadomić o dziwnym zjawisku maga, którego poznał był osobiście i który parając się astrologią i naukami przyrodniczymi byłby w stanie je wyjaśnić; nade wszystko interesowało go, czy nie jest zwiastunem nadciągającego końca świata.
Grupa jeźdźców mknąc pośpiesznie dotarła do pierwszego większego grodu, a jako, że było to pod wieczór, straże zaalarmowane dobijaniem się podróżnych, którzy chcieli tylko wymienić zdrożone konie wezwały naczelnika. Ten usłyszawszy bezładną relację konie dał, pozostawionymi obiecał zapewnić opiekę, jednak w zamian zażądał dokładnej opowieści o tym, co widzieli. Następnie zapewnił im ochronę, a w grodzie nakazał wzmocnić straże; wysłał też wieści i prośby o pomoc do sąsiednich grodów, sam zaś udał się z delegacją do panującego w okolicy księcia.


Komentarze
Pokaż komentarze