Mówić przestała tak już dawno, że wiele sióstr sądziło, jakoby to było jej wadą prawdziwą, słabością czyniącą ją bardziej ludzką, więc im podobną: skazą, drobną rysą na krysztale. Żyła w ciszy własnych myśli decydując się opuszczać bezpieczne schronienie, jakie jej dawały tylko kiedy sama tego chciała, aby usłyszeć informacje potrzebne do decyzji o dalszych wspólnych losach ich wszystkich. Niepokonana w boju, zwinna, szybkością prześcigająca najzręczniejszych wrogów, w chwilach pokoju usuwała się pozwalając rządzić i planować, bawić się i trudzić pozostałym spośród nich, a one nie niepokoiły jej, szanowały wolę pozostania w odosobnieniu. Podczas czy to ćwiczeń, czy zasadzek stanowiły jedno, były jak żywy organizm, w którym ona stanowiła myśl poruszającą członkami, decydującą o zwrotach, napięciach łuku, ucieczkach i pogoni. Potem odstępowała nie zajmując się losem jeńców ani opatrywaniem rannych. Zjadała na uboczu podany jej posiłek, szła na spoczynek i wstawała sama przed świtem aby przemierzać drogi wokół obozowiska, skradać się wśród wolno pasącej się zwierzyny, śledzić najmniejszy ruch w osadach ludzkich, wypatrywać zbrojnych, a potem niknąć wśród lasu.
Może zresztą jej usta nie potrafiłyby już wydać dźwięku, skoro zapomniała, jak nimi poruszać, by nadać powietrzu barwę i wprawić je w wibracje. Przywykła przemawiać furkotem strzał, to ich melodia była jej muzyką. Lecz kiedyś potrafiła śpiewać.
***
Ma luba, nocą spać nie mogę
Czemu wyganiasz mnie znów w drogę
Paciorków, sukni masz bez liku
Dla mnie nie musisz mieć trzewików
Mój luby, gdy wieczorna zorza
Otwiera dla cię swe przestworza
Nie żałuj sukna ni grosiwa
Dawaj trzewiki, naści piwa!
Grono podróżnych posnęło, gdzie komu popadło, zdarzyło się, że i po kilku w jednym łożu, nie było bowiem miejsc sypialnych wielu w gospodzie, a noc była chłodna, więc woleli cierpieć niewygodę od wiekszej jeszcze w namiotach, nawet jeśli tamta była im zwyczajną. Ewaryst wspominał dawne czasy, kiedy zabawiał się do białego rana z gromadą przyjaciół; kilku z nich towarzyszyło mu i podczas tej wyprawy, ich to właśnie wtajemniczył w prawdziwy cel podróży. Oni też czuwali jeszcze z kilkorgiem sennych grajków przygrywających Teosiusowi i Lebie, którzy wyśpiewywali kuplety nie bacząc na śpiących. Królewicz zaobserwował z rozbawieniem, że Teosius zdaje się stronić od aktorki poruszającej fałdami połyskliwej sukni i zaparł się najwyraźniej śpiewać choćby do poranka, byle tylko nie udać się na spoczynek. Przez chwilę rozważał udręki, jakim będzie poddany znany filut jeśli piękność się uprze zwłaszcza, że wspólna podróż bynajmniej nie miała się ku końcowi, po czym i jego zmorzył sen.


Komentarze
Pokaż komentarze