Ile to czasu upłynęło od Tragedii smoleńskiej? A potem od wszczęcia postepowania wyjaśniającego, wykonania sekcji zwłok ze znaczącym udziałem polskich patologów, pod uważnym okiem polskiej minister zdrowia, pani Kopacz, w obecności (przez bodaj dobę) jednego z prokuratorów?
Później były jeszcze transporty trumien witanych przez najwyższych urzędników państwowych na Okęciu, nastepnie pogrzeby, potem wynik sekcji Prezydenta RP, nastepnie oczekiwanie na pozostałe protokoły sekcyjne, wizyty ministra Millera, telefony ministra Seremeta, oświadczenia rzecznika Grasia...
Wreszcie pamiętna wypowiedź prokuratora Czajki, że wszystko już zostało wysłane i czas na przejrzenie całości dokumentacji dany ministrowi Millerowi.
Po ośmiu miesiącach okazuje się, że dokumentacja nie zgadza się, numery nadane bezpośrednio po tragedii ("przygotowanie do identyfikacji", w jakim uczestniczyli polscy patomorfolodzy - bo jednak nie w sekcjach, co wiemy już od jakiegoś czasu) są inne od numerów na protokołach; trudno również jednoznacznie stwierdzić prokuratorom, czy i kto został pochowany pod każdym z 96 adresów na nagrobkach. Czy raczej 95 skoro Parę Prezydencką pochowano wspólnie.
Skoro nie wiadomo, kto jest kim, nie wiadomo również, jakie były przyczyny odejścia poszczególnych osób. Bo to wcale nie jest tak, że można powiedzieć "urazy wielonarządowe" o każdym; ktoś mógł zginąć z powodu krwotoku, ktoś inny na skutek pożaru... Co więcej, w takiej sytuacji brak pewności, czy w ogóle odnaleziono szczątki wszystkich znajdujących się na pokładzie...
Do czasu zakończenia analizy nie można wyciągać pochopnych wniosków. Ale tak, taki problem rzeczywiście występuje i jest bardzo dokładnie badany przez polską prokuraturę- stwierdził mec. Rogalski, pełnomocnik kilku spośród rodzin ofiar. Sama prokuratura na pytania odpowiadać nie chce.
Nadal równiez brak zgód na ekshumacje, o które wnioskuje, jak się zdaje, coraz więcej rodzin.
Polska zdała egzamin, a wizyta prezydenta Rosji Miedwiediewa była sukcesem, ale rzecz w tym, że aspekt humorystyczny (z działki czarnego humoru nawet) jakoś całkowicie tu nie pociąga. Jednak stwierdzić, że walor atrakcyjności jest tu miernie reprezentowany, to zbyt mało. Czasem, choć niezbyt to lubię, muszę nazwać rzecz po imieniu. Jeśli taką okazją nie jest ta sytuacja, to naprawdę nie wiem, jaka nią jest.
Nie wiem, czy pisząc, co nastąpi już prezentuję nekrofilię, czy jeszcze mieszczę się w ramach akceptowalnej refleksji. Pochopnie stwierdzam: nie Miller, nie Kopacz, nawet nie Tusk czy Komorowski - cały ten gabinet powinien podać się do dymisji i to natychmiast. Ostatnią osobą, której wystapienia oczekuję przed zdaniem urzędu, jest rzecznik Graś - czekam na jego oświadczenie, że wszyscy już zdali urzędy, a on uczyni to natychmiast, kiedy kamerzysta wyłączy światło.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)