Motta:
1/ Tomasz Skwieciński, "RZ": - A Donald Tusk jest rosyjskim agentem!
Jacek Czarnecki, "Radio Zet": - Nie, Tusk niemieckim!
Ewa Milewicz, "GW": - Rosyjskim Komorowski!
Pewnie wiedzą, co mówią.
2/ Tomasz Wołek, publicysta: - Wszyscy wiemy, jak nazywa się osoba, która jest za to odpowiedzialna: Jarosław Kaczyński!
Tomasz Skwieciński, "RZ": - Ale pytanie było o polską prezydencję w EU!
Z Nowym Rokiem obejrzałam program publicystyczny i mam moc wrażeń. Jacek Czarnecki okazał się reformowalny, jak to człowiek młody: poinformowany, że Dubieniecki zamierza wystapić z zarzutem zamachu nie w ramach autokampanii nekrofilii, ale po to, aby wymusić na stronie rosyjskiej wydanie dowodów wciąż bezskutecznie oczekiwanych przez stronę polską, odstapił nieco od potepieńczego tonu wobec owego Dubienieckiego - mowa była o konfliktorodnych efektach wypowedzi Komorowskiego pouczającej opozycję, aby odstapiła od poruszania tematu tragedii smoleńskiej, a usprawiedliwieniem dla prezydenta miałoby być właśnie jego wzburzenie decyzją Dubienieckiego o złożeniu prokuraturze propozycji zbadania koncepcji zamachu.
Nie okazał się takim - przypuszczam, że jest to dla niego źródłem dumy - niezależny redaktor Wołek. Mężczyzna ów rozwinął, jak to bywa z opowieściami autorów z Bliskiego Wschodu, barwny obraz Dubienieckiego znęcającego się nad Martą Kaczyńską każąc jej, nieświadomej i osobiście niewinnej rozpowiadać o jakichś, jak to ujął, stalinowcach bodaj, że w parlamecie Europejskim i generalnie planując szeroko zakrojoną karierę polityczną, co w jego przypadku zdaniem red. Wołka byłoby - jest wręcz! - karygodne samo w sobie. Redaktor roztoczył wizję tragedii sieroty wystawionej na knowania wspomnianego Dubienieckiego z takim rozmachem i determinacją, że należy oczekiwać, iż Marta Kaczyńska po tym programie zwróci się do red. Wołka o opiekę i ochronę, a moze nawet nazwie go wujem i, co ucieszyłoby redaktora nawet jeszcze bardziej, zerwie wszelkie kontakty z Jarosławem Kaczyńskim.
Natomiast odnośnie winy pilotów zgodni byli wszyscy zgromadzeni w studio. Przekonanie wzmacniały autorytety w postaci dwóch spośród znanych wszystkim od miesięcy, emerytowanych średnio przed dekadą pracowników lotnictwa wojskowegoi cywilnego. Tym razem to Ewie Milewicz - może gentelmeńsko - pozwolono na wygłoszenie wspomnienia lotu gruzińskiego dotyczącego prawie nacisku wówczas.
Ewa Milewicz, usłyszawszy o nowatorstwie PiS przejawiającym się w podejmowaniu tematyki gospodarczej podczas zbliżającej się kampanii parlamentarnej zaprotestowała. Przeciwko tezie, że w polskich kampaniach wyborczych brak było dotąd tematów gospodarczych. Nastepnie ciekawie uzasadniała, dlaczego cieszy ją brak realizacji postulatów wyborczych i nawet nie chciałaby, aby obietnice wygłaszane przez polityków były realizowane wśród przykładów (podatek liniowy, trzy miliony mieszkań) dochodząc do niezapomnianych i stabilnych rządów Leszka Millera, który wspominał w kampanii z lat 90. o dzieciach szukających żywności na śmietnikach aby potem, już rządząc, jak zrozumiałam o dzieciach owych zapomnieć.
Skwieciński nie zgodził się tu do końca twierdząc, że jednak w jakimś kształcie, prędzej, czy wolniej, ale jakieś tam obietnice powinny planowo realizacji doczekiwać, ale temat kontynuacji nie doczekał z braku czasu, a może chęci zgromadzonych w studio do jałowych retrospekcji, w przeciwieństwie do walorów przewidywań dramatu partii rządzącej w ogniu opozycyjnego rażenia juz niebawem, to jest w trakcie kampanii. Prym i tutaj dzierżył red. Wołek wyprzedzając zbyt refleksyjną red Milewicz - starczy przytoczyć precyzyjniej tylko jedną z zastosowanych fraz: "będą walić w Platformę jak w bęben!" aby dać poznać klimat jego oracji. Redaktor doprecyzował, że to nie SLD miał na myśli tłumacząc, że "pijarowcy" opuścili PiS, więc za kampanię będzie wyznaczony odpowiedzialnym Jacek Kurski i ... wiadomo. Czarnecki - poraz kolejny prezentując swoistą chwiejność - napomknął o walorze prezydencji dla rządzących w postaci argumentu o wrażeniu stabilności, Skwieciński zacytował Iwińskiego wspominającego o autokracji Platformy, nawet Ewa Milewicz zdecydowała się na napomknięcie o smutnych konsekwencjach rozpadu rządu podczas prezydecji w Czechach; większość zgodziła się, że Polaków interesuje opinia 'na zewnątrz" i poddadzą się naciskowi PO, aby zaglosować na nich dla spokoju, "pracy i spokoju, spokoju i oracy", jak sformulował rzecz Skwieciński.
Osamotniony red, Wołek nie poczuł się jednak żle, bo miał swoją wizję i co więcej, było mu dane podzielić się nią z być moze milionami rodaków. Był też w zasadzie wygrany, bo na zarzut, że na wszystko odpowiada "złym Kaczyńskim" odparł, że przecież wszyscy wiedzą, że Tusk agentem nie jest, natomiast tez wszyscy wiedzą, że Jarosław Kaczyński jest zły i tu nikt nie zaprotestował; pomijam Ewę Milewicz czy nie w nieskończonych przeciez granicach chwiejnego Czarneckiego, ale i Skwiecińskiemu na takie dictum uszła cała para. Może zresztą nie uszła, ale pani redaktor prowadząca musiała już zdążać ku kolejnym tematom mobilizując kolegów dziennikarzy, aby w skąpym czasie antenowym dać jak najwięcej mozliwości uzyskania rozeznania odnośnie wydarzeń politycznych mijającego tygodnia widzom stacji, dla których to przecież cały zespół "Loży" trudzi się nagrywając ten program.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)