Dziś zauważyłam w TV reklamę programu Tomasza Lisa - reklamował sam prowadzący cytując fragmenty nowej pozycji pana Grossa.
To zrozumiałe, że pisząc stale na ten sam temat i pragnąc pozostać pisarzem płodnym należy wiele wysiłku wkładać w generowanie, stopniowanie napiecia aby czytelnik po lekturze pierwszego dekalogu miał chęć na drugi, a potem może i trzeci, jeśli rodzina na utrzymaniu duża i kryzys światowy - tu odpukać, splunąć przez ramię i skrzyżować palce obracając się przez lewe ramię - mimo perswazji i połączonych starań kolebek demokracji nie będzie chciał odejść.
Z krótkiej przeciez wypowiedzi Tomasza Lisa wywnioskowałam, że obecnie Żydów okradali, nękali i ogólnie nie lubili szykanując na różne sposoby już wszyscy Polacy. Rzecz, jak zrozumiałam, w tym, że to nie były, jak mylnie można było przypuszczać na podstawie dotychczasowych lektur osoby wprawdzie zwyrodniałe, ale dość nieliczne, jakoś jednostkowe. Niechęć i akty przemocy według obecnej wersji historii w wykonaniu pana Grossa były nie tylko tłumne, ale powszechne ... typowe. Nietypowa była tolerancja i może właśnie aby dowiedzieć się czy jej przypadki kazuistycznie miewały miejsce, zostaliśmy zaproszeni do oglądania programu Tomasza Lisa, choć szczegóły uda się poznać zapewne dopiero z lektury nowego dzieła, które - mam co do tego pewność - również zostanie okrzyknięte bestsellerem.
W tym miejscu już muszę wyjaśnić, że również i ja - bo nie przypuszczam, abym była w tym działaniu samotna - kontestuję manierę wypowiadania się na temat pozycji przed jej lekturą. Po pierwsze i jedyne dlatego, że prawdopodobnie prezentuję z nielicznymi wyjątkami zadufanie we własnych ocenach w stopniu nie zezwalającym na poszukiwanie okoliczności łagodzących. Ale zapowiedź Lisa o (dalszym) pomnożeniu post factum (można chyba traktować w tym kontekście jako fakt zaistnienie śmierci) liczebności obywateli tkniętych brakiem tolerancji przy stałej dla wzmiankowanego okresu reszcie historii powoduje, że w tej prowadzonej odcinkami podróży, w jaką Autor nas zabiera, pojawia się coraz więcej fantazji, rzadziej rzeczywistośc.
Znamienne, że pana Grossa tyle przecież lat po wojnie wciąż dręczą .... właśnie, co na dobrą sprawę? Może wspomnienia z dzieciństwa, z własnych szkolnych czasów, bo chcę wierzyć, że jakoś z nietolerancją się zetknął, skoro zamiast wydać na psychoterapie odpowiednie kwoty z dochodów z książek, wydaje pozycje kolejne i nowe, a wszystkie traktujące o Polsce ubogiej z zeszłego wieku, o ktorej jednak każdy mógłby powiedziec coś dobrego, bo takie miał wspomnienie, skojarzenie - każdy, ale nie on. Trudno przesądzić, nawet gdyby jakimś zrządzeniem panu Grossowi została przydana lotność umysłu, czy wniknąwszy w rzeczy sobie znane, bliskie nie znalazłby Polaków takich, jak ci z opowieści mojej rodziny, w których Żydzi wystepowali jako osoby miłe i zorganizowane. Albo takich, jak jego własna matka, która w czasie wojny ukrywała wraz z innymi osobistego ojca Grossa - Zygmunta. Polaka o żydowskim pochodzeniu. Choć Gross musiałby o tym wiedzieć od samego początku twórczości - z pomocą Polaków Żydom zetknął się najbardziej, jak to możliwe. A w takim razie może jego twórczość jest wyrazem buntu wobec matki, podważeniem jej wartości? Z drugiej strony gdyby nie to wyparcie własnych wspomnień, skupienie się nie na prawdzie historycznej, a na refleksjach dotyczących zjawisk spolecznych nie miałby o czym wypisywać kolejnych bestsellerów; i tak sądzę, że można załozyć, iż w tej, obecnej chwili wypuścił ostatni, bo jaka informacja może "przebić" tę najaktualniejszą: że antysemitami byli wszyscy Polacy.
A moze i pan Gross? Właśnie, moze to taka jest prawda! Nie jest przecież dokumentalistą, historykiem. Interesują go grupy społeczne i ich wzajemne oddziaływania. Może powinna zainteresować relacja z własnym ojcem.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)