Pani minister Bieńkowska od dzis przestała byc lubiana na kolei, trudno wykluczyć, że charakter odczuć z nią związanych zmienił też min. Grabarczyk. Bo ... cały miliard zabrała! Na inwestycje! Moze i przewrotnie cieszą się sfrustrowani klienci linii kolejowych, co podróżowali w oblodzonych przedziałach, na korytarzach, niemal że na dachach tych spośród fragmentów taboru, które zdecydowały się opuścić macierzysty port; cóż, jeśli nawet w dyskusyjnej zależności od świeżo wprowadzonego zimowego rozkladu jazdy.
Wśród zainteresowanych informacja o odebraniu środków na modernizację PKP PLK SA przyznanych w ramach funduszy europejskich wzbudziła odczucia różne, zależne od stosunku do instytucji: pracy, usługobiorczego czy wreszcie szczęśliwego statusu obserwatora. Jednak nie pomylę się raczej stwierdzając, że oni wszyscy byli zgodni co do jednego: Bieńkowska za karę,czy wskutek złej woli, niechęci personalnej czy urzędowej ... zabrała! I już.
Mogła nie zabrać, zabrała. I tu wzruszenie ogarnia euroentyzjastów, bo Polska okazała się częścią Europy, która dlaczego ma przez nas tracić; wreszcie partykularne interesy, nierentowność i naciagactwo ustapiły miejsca wspólnemu interesowi. Eurosceptycy też mają chwilę satysfakcji: oto sztuczne protezy w postaci funduszy zostały odebrane abyśmy radzili sobie sami wbrew socjalizmowi, ktory niebawem nakaże zapłacić więcej, niż kiedykolwiek otrzymaliśmy.
Wszystko to racja czy prawie racja, ale ja napomknę o różnych tam minionych, a niewykorzystanych okazjach; o zdziwieniu, dlaczego tylko tyle, a nie więcej %. Bo przecież od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej kolejne opozycje zarzucały rządom opieszałość w wykorzystywaniu funduszy unijnych. Krytykując pokrzykiwano przede wszystkim i już gremialnie na samorządy, że mają ... w nosie mannę sypiącą się z nieba.
A przecie każdy - bo tak, każdy! - wie świetnie, że aby dotację wykorzystać, potrzeba wkladu własnego. Czyli gotówki, kasy. Z podatków, naszych. Skoro sappard chce od rolnika 2/3 własnych, tak samo jego samorządowy odpowiedniki zechce od producenta drogi czy właściciela linii kolejowej.
Ta zaskakująca kolejne ekipy rządzące prawda jest zastrzeżona równiez wśród dowolnego autoramentu dziennikarzy o opinii publicznej nie wspominając, bo ta zamyka się hermetycznie na sugestie o wkładzie własnym, choć Polska swój rodowód rolniczy piastuje jakoś tam umożliwiając każdemu obywatelowi kontakt z beneficjentami dofinansowań transparentnie rolniczych.
Szczególny szok czy też wzmiankowane zaskoczenie staje się standardowym udziałem ekipy obecnie rządzącej w kraju. Panowie politycy niezłomnie wychodzą z założenia, że na inwestycje Polski nie stać, ponieważ walka z kryzysem trwa. Uparcie pomijaja przy tym bezwzględną konieczność inwestycji aby wykorzystać już tylko do 2013 dostepne środki z Unii Europejskiej. Niechęć do inwestowania przechodzi im tylko przy "autorskich" projektach rządowych w rodzaju "Radosnej szkoły". Szczęśliwie inwestują głównie gminy, a odpowiednie ministerstwo ma wyłożyć z rządowych okazji jedynie ułamek kwot potrzebnych do realizacji inwestycji.
Natomiast złym wykorzystaniem środków unijnych chętnie rząd obarcza gminy starając się nie pamiętać, że środki na drogi przyrzekł, nie dał. Niech gmina sobie radzi, wysokość "podstawowej" dotacji z budżetu jest stała.
Ale "my" oszczędzamy, nie inwestujemy. Ponieważ jest kryzys, a rzecz w tym, aby być zieloną wyspą. I rzeczywiście, Donald Tusk ma duże szanse zapisania się w historii podobnie jak Kazimierz Wielki; kolejne pokolenia będą o nim być może mawiąc: zastał Polskę murowaną, ale gdy nastał, porosła murawą. Przynajmniej dla piłki nożnej warunki, jak w sam raz.
http://biznes.onet.pl/miliard-zl-mniej-dla-pkp-plk,18493,4100809,3045147,92,1,news-detal


Komentarze
Pokaż komentarze (12)