Trudno nie zetknąć się po pobieżnym nawet zapoznaniu ze sztuką odczytywania liter z teorią, w myśl której każdy porządny człowiek we wczesnej młodości bywa lewicowcem, by na starość stać się konserwatystą. Powiedzonko wywodząc się z czasów dość zamierzchłych z lewicowością nie utożsamia wrażliwości społecznej, ale skłonność do buntu, protestu przeciwko zastanym zasadom. Zakładana labilność postawy utrudnia poważne podejście do problemu skuteczności buntu, kontestacji, skoro wola walki, niezgody na niesprawiedliwość czy obrony ideałów miałyby słabnąć z czasem i dojrzewaniem człowieka każąc mu godzić się z zastanym porządkiem i taką postawę utożsamiać z mądrością nabywaną z wiekiem.
A jednak rewolucje w różnych dziedzinach dokonywały się, może dlatego, bo przeprowadzali je rewolucjoniści, którzy o powyższym powiedzonku nie słyszeli albo nawet usłyszawszy, nie zastosowali się do niego. Anton, Danton... w USA jest w czym wybierać z milionów, podobne znalazło się sporo indywidualności do wyboru w osiemnastowiecznej Francji, ale przecież i Polska zaludniona jest niezgorzej, dlaczego więc częściej można usłyszeć o rewolucyjnych Czechach choćby, niż o Polakach?
To popkultura popularyzuje tezę o konieczności wystapienia etapu bogacenia się i zdobywania popularności przed daniem hasła rewolucji aby okazała sie skuteczna. Przykladów prawdziwości takiego modelu nie ma, może jeden Schliemann, co zmienił lokalizacje Troi.
Danton był naturszczykiem, to nie on przetrwał w historii jako przywódca rewolucji, to, Robespierre'owi, nie jemu przypadła chwała twórcy rewolucji - nie cieszył się nia długo stracony pewnego poranka po uproszczonym procesie. Podobnie wypowiadają się dziś koledzy po fachu Antona Newcombe - podobno jednego z najbardziej kreatywnych twórców współczesnego rocka, nielubianego i skonfliktowanego tak z wytwórniami czy członkami własnego zespołu, jak z publicznością. Cenią go, przyznają się do czerpania z jego dorobku.
Ale ci dwaj to budowniczy rewolucji. Gdyby usypiać czujność, zyskiwać popularność i dopiero u jej szczytu wszcząć rewolucję, można nagle stracić głowę nie zdążywszy niczego osiągnąć. Zarazem zbyt łatwo wyczekiwaniem uzasadniać wlasna wstrzemięźliwość w rozpoczynaniu rewolucji, szczególnie, że sprawianie wrażenia panowania nad sytuacją i planowej stagnacji z wizją nadziei na przemianę w przyszłości usypia przywiązanych do drobnomieszczańskich ideałów widzów czy elektoraty.
Racjonalizowanie zrywów rewolucyjnych szczególnie dobrze wychodzi tym, którzy rewolucji nie chcą. Bo nie potrafią niczego rewolucyjnego zaproponować, bo obawiają się jej skutków dla samych siebie. Albo dlatego, że zwyczajnie ich celem jest niedopuszczenie do zmiany status quo.
Nawet jeśli rewolucja jest konieczna.
http://en.wikipedia.org/wiki/Anton_Newcombe
http://www.teatrpolski.wroc.pl/premiery.php?id=2007_2008&&p=danton


Komentarze
Pokaż komentarze (2)