Władze w różnych krajach mają specyficzne dla siebie pomysły na marketing polityczny. W Argentynie Menes przedstawiał się obywatelom jako Mesjasz; chętnie odwoływał się do poetyki cudu i w tym jego pijarowcy okazali się podobni do bibliotekarzy Tuska, ale polscy "cudotwórcy" Donalda Mesjaszem "robić" jednak nie próbowali, może z powodu koncepcji przeciwwagi wobec krytykowanego katolicyzmu toruńskiego - na wszelki wypadek bezwzględnej, nawet bez odwoływania sie w kampanii do Łagiewnik.
Rozpoczęłam od razu tekstem głównym, zakładając powszechne przyzwyczajenie do reklamy, więc świadomość jej wszechobecności wszędzie tam, gdzie handlowany jest produkt. Bo choćby taki drobiażdżek: pamietamy kontrmanifestację niejakiego Tarasa przed Pałacem Prezydenckim; podczas niej jednym z bardziej integrujących grupę haseł było "kto nie skacze, ten za krzyżem, hop hop hop". Czyj to był pomysł? W filmie "Jak to się robi" Tymochowicz poleca wołać podobnie kadydatom na polityków organizującym demonstrację uliczną: demonstracja dotyczy protestu wobec wojny w Iraku bodaj, skaczący są za pokojem na świecie, ale również pojawia się "hop hop hop" z atmosferą wspólnej zabawy. Janusz Palikot odżegnał się od wspołudziału w organizacji demostracji Tarasa. Janusz Palikot założył Ruch, do którego przystąpił Tymochowicz. Tymochowicz pomaga Palikotowi już od kilku lat. Po przeczytaniu kilku ostatnich zdań ktoś z czytających ma wątpliwości, że Tymochowicz współorganizował demonstrację przeciwko Krzyżowi Smoleńskiemu przed Pałacem Prezydenckim?
W demonstracjach Naszej Rosji przed wyborami prezydeckimi (zostały pokazane w filmie "W świętym ogniu rewolucji") uczestniczyli głównie ludzie młodzi: o wyglądzie licealistów, najwyżej studentów najmłodszych roczników. Byli przekonani, że Kasparow jest agentem Ameryki, uważali, że Putin jest w porządku, chce dobra Rosji, a Kasparowowi, Jabłoku i innym oszołomskim, radykalnym partiom nie chodzi o Rosję. Byli weseli, sympatyczni, ładni, krytykowali radykałów, "ich" zdaniem skrajnych komunistów. Ich wypowiedzi brzmiały zaskakująco identycznie z "dowcipnymi" zaczepkami młodych przeciwników PiS.
Kraje na użytek wewnętrzny robią swoje własne propagandy, obywatele innych państw - cudzoziemcy - nie maja szansy dowiedzieć się o nich, chyba, że ktoś nakręci film, reportaż. Obserwacja części wewnętrznej cudzych kampanii jest szczególnie ciekawa.
Ale bywają tez kampanie międzynarodowe - z założeniem, że będą publikowane na całym świecie jako promocja państwa, jak to bywa w USA i we Francji. Może też chodzić o pośredni wpływ na własne społeczeństwo: wzmacnianie konsolidacji, tendencję do gromadzenia się wokół sprawujących władzę obrońców przeciwko dowolnym zdrajcom czy innostrańcom.
I tak własnie traktowałabym okresowe zamachy i reakcje na nie Służb w Rosji. Czeczeni co najmniej od kilku lat są słabi, bardzo słabi. Są walecznym, ale nikłym narodem na tle federacji rosyjskiej, a byli dyscyplinowani wielokrotnie. Jednak również ostatnio, bo było to w roku ubiegłym, mieli wysadzać moskiewskie metro. Po kilku tygodniach pojawiły się pogłoski, że "zamachy" zorganizowała FSB, po czym temat ucichł na stałe i nie był już ani razu poruszany, bo ... doszło do zamachu ... to znaczy do tragedii smoleńskiej. Jednakowoż społeczeństwo rosyjskie nie przyjęło dobrze wieści o tej tragedii, pojawiło się współczucie dla Polaków. Chyba nie stał sie popularny w samej Rosji również raport MAK, skierowany przecież do opinii międzynarodowej.
Po zamachach w metrze w Rosji wzmocniono kontrole na kolei, ale na lotniskach obostrzenia nie "przyjęły się". Teraz zostana zaakceptowane, choć już tylko niewielu Rosjan uwierzyłoby w napaść Talibów nawet, gdyby rzeczywiście miała miejsce któregoś dnia. Natomiast również dziś czytam to tu, to ówdzie że Putin jest groźny. Oraz FSB.
Może nasza telewizja też wyemituje symulowany program o najeździe Rosjan? Czy jeszcze powrócimy od retoryki "lęku przed potęgą" do "przyjaźni pomiędzy narodami"?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)