weronka weronka
492
BLOG

Niewolnictwo w RPIII i pół

weronka weronka Polityka Obserwuj notkę 0

Chciałam napisać na temat, który zwraca moją uwagę od kilku ostatnich dni: dziś, bo to weekend i uznałam, że muszę w końcu przełamać  niemoc, z której zdefiniowaniem miałam kłopot jeszcze kilka zaledwie minut temu - aż do chwili, kiedy to odczytałam dzisiejszy tekst Rosemanna* - ale z której istnienia zdawałam sobie sprawę; trudno, aby  było inaczej.

Czytając tekst Rosemanna zrozumiałam, że owa niemoc jest rezultatem kampanii kastracyjnej władzy, w ramach której tak rząd, jak prezydent przedsiębiorą wachlarz działań zniechęcających, wywołujących uczucie zmęczenia czy nawet stany głęboko depresyjne... słowem: obniżających potencję albo potencjał, czy on miałby być twórczy,czy zwyczajnie energetyzujący, aby nie zbrakło napędu do noszenia transparentu, siły w płucach potrzebnej do wznoszenia okrzyków albo marszu na dystansy różnej długości.

Otóż mnie chyba zbrakło ich wszystkich. Ale nie koniec na tym, mam bowiem jeszcze poczucie wybitnej nieadekwatności, niespełniania oczekiwań, jakoś również i winy, bo nie zapobiegłam przecież rozprzestrzenianiu się idei władzy, "przegapiłam" - musiałam przegapić - jakies stadium, a może kilka stadiów i teraz już mam tę rzeczywistość, w której rura została nieodwołalnie ustalona płytko w okolicy Gdyni, sprzedaż energetyki może nie całkiem ze wszystkim dokonana, ale kierunek działań makabryczny i  podobnie zaakceptowany, pakiet klimatyczny nie wiadomo, po co przeważył nad dotacjami dla rolnictwa w EU, a wszystko to niby nic, premier, rząd, Sejm razem z "przeciw, a nawet za" PSL - em.

Kiedyś bardzo mocno przeżyłam upadek cukrowni, której najpierw zakupiono doskonały sprzęt, a następnie doprowadzono do upadku kontraktując rolnikom dowóz surowca do cukrowni położonych kilkadziesiąt kilometrów dalej (przez co, nawiasem, musieli nakładać sporo drogi), a nie do tej wyremontowanej świeżo i nowoczesnej. Niszczeje już od kilku lat, a może została wreszcie sprzedana komuś na hurtownię; może jednak na, czy ja wiem, salon sportu do gry w kręgle? Pan, który w owym czasie brał udział w rozdziale przyporządkowań rolników do cukrowni, obecnie został prezydentem miasta, w którym owa cukrownia - bohaterka niszczeje. Pan był i jest "z władzy".

Myśląc o bohaterce jeszcze dziś nie potrafię zachować spokoju, choć rzecz rozegrała się bez mojej wiedzy:  opisaną wyżej historię poznałam, kiedy już niszczał sprzęt, choć jeszcze kto inny prezydiował, nie pamiętam, z czyjego nadania. Mimo to mam poczucie, że stała się krzywda - może odezwał się we mnie jakiś atawizm: przywiązanie "do ziemi" przetransponowane na park maszynowy. Pewnie nieco na wyrost odnajduję podobieństwo emocji odczuwanej przez mnie na widok czy wobec samej świadomości niszczenia (niesprawiedliwości, okrucieństwa? sytuacji czy, bo czemu nie spersonalizować, sprawców...) do odczuć opisywanych przez mieszkańców Argentyny, kiedy zaczęto zamykać im fabryki, a oni chodzili oglądać puste hale. Ale ci argentyńscy robotnicy ostatecznie weszli do zabudowań fabrycznych porzuconych przez właścicieli i sami z siebie dosprzętawiali, wznawiali produkcję... przejmowali fabryki.

Opisywana cukrownia niszczeje pewnie od co najmniej pięciu lat. Choć nie miałam z nią bezpośrednio niczego wspólnego, mam poczucie niewykorzystania możliwości, zaniechania działania, bo przecież zawsze coś mogę, jeśli wiem. Taka była koncepcja Starożytnych, Ale od ich czasów może i coś się zmieniło, dziś sama świadomość czegoś nie determinuje właściwego postepowania; .

Moze to, że kiedyś obywatele byli obywatelami, choć pomijali obecność niewolników, a teraz  niewolnictwo nazywa się stanem obywatelskim. Trochę za dosadnie napisałam i może  niesprawiedliwie. Ale te cechy: lęk, chęć pozostawania pośrodku, nienarażania się przez zlewanie z tłem, gotowość do przyjmowania wersji wiadomości gwarantujących zachowanie spokoju ... wymieniać dalej?

Obawa przed nieadekwatnością, wybór zaniechania nawet słownego protestu, bo może nie zabrzmi odpowiednio donośnie, wywoła nie całkiem taki, jak by się chciało, efekt świadczą o problemie z odwagą. Władza wykastrowała, media, warunki, "marchewka" w postaci pokazanego na krótko - począwszy od roku 2013 dofinansowania unijne mają się zakończyć - dobrobytu, "bat" w postaci tragedii smoleńskiej samej, czy tym bardziej jej "oprawy", to jest śledztwa, dla którego jakości władza żąda akceptacji ... jeżeli zaniecham jakiegokolwiek działania - choć tak, czy owak jako jednostka mogę zrobić niewiele - jesli przekonam siebie, że pewnie wyjdzie mi źle albo mój głos nie zostanie usłyszany albo ... mam co innego do roboty, sprawy itd., pozostanie mi poczucie, że za mojego życia, za mojej zachowanej świadomości stała się klęska, tragedia, katastrofa, a ja nie zrobiłam niczego, aby im zapobiec. Bo jednak obecnie panuje demokracja i wykazuje - być moze jeszcze! - wiele podobieństw do tej, jaką mieli Starożytni: obywatel wciąż może wiele; znacznie więcej, niż to się wydaje większości społeczeństwa.

PS. Dziś - prawdopodobnie również w mieście, w którym niszczeje cukrownia - bohaterka - pojawiły się plakaty Janusza Palikota "Gospodarka jest najważniejsza". Palikot posiada na nich dwa skrzydła jakby anielskie, ale w kolorze, jaki z upierzeniem anielskim nie ma niczego wspólnego: pomarańczy. Mimo egzotycznych skojarzeń dość trudno uwierzyć, aby postać przedstawiana wraz z hasłem stanowiła rzeczywistą rękojmię jego realizacji.

PS1. Tym sposobem "temat, który zwraca moją uwagę od kilku ostatnich dni", jeszcze trochę zaczeka - oby czekał krótko. Wiele jest zresztą takich tematów.

*http://rosemann.salon24.pl/

weronka
O mnie weronka

Apel Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 Cytaty: "Komuna zaś, odkąd się stała lewicą jest demode" Stary ŚWIĘTA DLA POWODZIAN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka